Dlaczego telewizja publiczna traci widzów?

Dlaczego telewizja publiczna traci widzów?

Kazimierz Kutz, reżyser, wicemarszałek Senatu RP
Dlatego, że jest taka sama jak telewizje prywatne. W TVP ogląda się to samo w ramach, mówiąc najprościej, powszechnej banalizacji. Telewidz sięga więc częściej do tego banału, który wydaje się mu ciekawszy. To jest przykład i efekt swoistej urawniłowki w działaniu. W telewizji wszystko jest w tym samym guście w celu zaspokojenia najniższych potrzeb duchowych. Telewizja publiczna w pogoni za komercyjnymi konkurentami traci swoją niezależność i to, co się nazywa misyjnością społeczną.

Prof. Maciej Mrozowski, teoria środków masowego komunikowania
Jest coraz więcej nadawców i zawsze w takich warunkach się traci, bo widzowie szukają po kanałach. Nowe pokolenia mają inne upodobania i same sobie komponują program, wybierając kanały tematyczne, sięgając po telewizję w Internecie itd. Telewizja publiczna za bardzo się upodabnia i naśladuje stacje komercyjne, więc ludzie wolą oglądać to samo z pierwszej ręki. Telewizja publiczna niemrawo wchodzi w nowe techniki, tymczasem powinna być ich przywódcą, a przynajmniej nie pozostawać w tyle. Nadawcy komercyjni bardziej boją się ryzyka, telewizja publiczna mogłaby ryzykować, bo ma inne formy dochodu.

Prof. Wiesław Godzic, medioznawca
Ona traci i będzie traciła, bo w istocie nie jest telewizją publiczną. To hybryda na skalę światową, bo nigdzie indziej 60-70% budżetu nie pochodzi z reklam. Telewizja publiczna musi być inaczej zarządzana, mieć inną strukturę. Wszystko trzeba zmienić. Tu nie ma co poprawiać, potrzebna jest kasacja, by dopiero na gruzach zbudować telewizję publiczną, która troszczy się nie o pieniądze, lecz o jakość programu. W Europie nie ma telewizji publicznej, która miałaby cztery kanały. Czyżbyśmy byli tak bogaci? W nowej telewizji dział reklamy powinien być redukowany. Musi ona spokojnie, nie za szybko mówić o sprawach obywatelskich. Nowy sposób dyskursu i komunikowania ma świadczyć o tym, że jest to telewizja publiczna. Jeśli tego nie wprowadzimy, za dwa-trzy lata młodzież nie uwierzy, że telewizja w ogóle może być publiczna, wszystko będzie komercyjne. Nie jest przy tym potrzebna gigantyczna instytucja telewizji. Moloch, który zatrudnia 5-6 tys. ludzi, nie osiągnie żadnego sukcesu, skoro komercyjne Polsat czy TVN zatrudniają tylko po 300-400 osób.

Dr Krystyna Doktorowicz, senator SLD
Winnych trzeba szukać i po stronie telewizji, i po stronie widzów. Nasze życie zdominowane jest przez tabloidy, sensacje, informacje, mało wartościowe przekazy silnie emocjonalne. Zaczynamy to lubić, godzimy się więc, że tego typu programy dominują. Telewizja publiczna musi mieć standardy wyższe od komercyjnej. Co z tego, że powstał kanał Kultura, kiedy kablówki nie chcą go dystrybuować, a pozostała oferta jest skandalizująco-komercyjna i nie tak dobra, by widza przyciągnąć? Kiedyś dokument miał olbrzymią widownię, był dobry reportaż. Teraz się okazuje, że nawet komercyjny Polsat ma lepsze filmy, a telewizja publiczna wciąż nadaje powtórki, niczego nowego nie tworzy, nie proponuje. Telewizja publiczna wypycha czas watą, powtarza nudne koncerty. Brak w niej silnej polityki programowej. Powinna czymś się odróżniać od kanałów komercyjnych. Także programy religijne powinny prezentować wyższy poziom. Telewizja publiczna popełniła wiele błędów także w koncepcji programów informacyjnych, np. w „Wiadomościach”. Widzowie mogą się czuć znużeni i częściej przełączają się na inny kanał.

Dr hab. Marian Gierula, prasoznawca, Uniwersytet Śląski
Nie można dać się zwariować ani nowym technologiom, ani elitarności i zakazowi reklamy. Telewizja publiczna powinna wytyczać kierunek innym mediom, ale ona działa w systemie mediów, razem z prasą, radiem, Internetem. Jeśli znajdziemy odpowiedź, dlaczego coraz mniej ludzi czyta prasę codzienną, dlaczego regionalne radia publiczne muszą walczyć o przetrwanie z komercyjnymi stacjami, może znajdziemy odpowiedź dla TVP. Jeśli mówimy o abonamencie radiowo-telewizyjnym, może jego część należałoby dać najlepszym stacjom komercyjnym, które jak np. Polsat zauważyły, że widz nie czeka tylko na pozycje popularne, ale także łaknie ambitniejszych, kształtujących gusty. Nie ma prostych odpowiedzi na postawione pytanie.

Olga Lipińska, reżyser
Nie wiem, czy powinnam się wypowiadać w tej sprawie, bo jestem osobiście zainteresowana. Pozbywając się z przyczyn ambicjonalnych czy politycznych dobrze robionych programów, telewizja pozbywa się pozycji oglądanych i lubianych, które nie tylko utrzymywały się przez wiele lat, ale były wizytówką i marką telewizji publicznej. Można się tylko dziwić menedżerom telewizji publicznej, że usuwają z anteny programy lubiane przez widzów, ale nie należy się dziwić widzom, którzy nie znajdując w ramówce ulubionych programów, zmieniają stację.

Robert Kwiatkowski, b. prezes TVP
Telewizja publiczna nie musi tracić, choć nowe media powodują, że generalnie swój czas wolny poświęcamy teraz na różne media. Młodzieży sporo czasu zabiera Internet, aczkolwiek on nie zastąpi telewizji. Są też bezpośrednie przyczyny spadku widowni, choć to inaczej wygląda przy porównaniu TVP 1 i TVP 2. Jedynce, która miała być flagowym okrętem, spada, a Dwójce rośnie. Jeśli jednak Jedynka w ciągu roku odnotowała 17-procentowy spadek, jest to katastrofa, na którą nikt niezależnie od sympatii politycznych nie ma prawa pozwolić. To może być wiodący program, pod warunkiem że jest oglądany. Jeśli ten spadek się utrzyma, będzie sygnałem do jakichś radykalnych działań ratunkowych w interesie całej TVP i jej kierownictwa. W przeciwnym przypadku da się ono przegonić TVN i Polsatowi.

Mariusz Szczygieł, prezenter, prowadził talk-show „Na każdy temat” w Polsacie
Dlaczego telewizja publiczna traci widzów – nie wiem. Wiem natomiast, dlaczego traci mnie. Jako widz jestem na przykład zaskoczony nowym poziomem Programu 2 TVP – kiedyś mojego ulubionego. Zwątpiłem, gdy zobaczyłem, że Dwójka pozwala już u siebie występować Mandarynie. Zwątpiłem, gdy zapoznałem się z „Załóż się” – hitem Dwójki na tę jesień. W teleturnieju tym mamy obserwować, jak koparka przekłada jajko, nie naruszając skorupki, lub jak kajak ciągnie autobus pełen ludzi. Dwójka – kiedyś oaza myślenia – powoli staje się jak wszystkie telewizje coraz głupsza. A nie musi, nie widzę do tego żadnego powodu poza pazernością władców telewizji na forsę. Boję się o to, jakie zadania za chwilę Dwójka postawi przed najlepszymi i najinteligentniejszymi prezenterkami w Polsce. Nie przeżyję, jeśli i Grażyna Torbicka będzie zmuszona przekładać jajko, nie naruszając skorupki.
Moja recepta na Dwójkę w trzech punktach?
1. Zakazać pani Ninie Terentiew, szefowej Dwójki, czytania wyników oglądalności.
2. Usunąć z Dwójki jakiekolwiek bloki reklamowe.
3. Sprawić, żeby na telewizję publiczną była odprowadzana wreszcie jakaś część moich podatków.

 

Wydanie: 36/2005

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy