Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Gdyby ktoś w MSZ zrobił konkurs na największych bałaganiarzy w historii tej zacnej instytucji, to pierwsze miejsce, jak w banku, miałby duet Radosław Sikorski – minister i Rafał Wiśniewski – dyrektor generalny.
Ci dwaj wybitni organizatorzy parę tygodni temu przeprowadzili kolejną reorganizację ministerstwa, zresztą bez ładu i składu. Oto metoda wielkich architektów struktur ministerialnych: był Departament Konsularny i Polonii z jednym dyrektorem i dwójką zastępców? Zrobiono dwa departamenty. Jeden – Konsularny, drugi – Współpracy z Polonią. I mamy dwóch dyrektorów i, w sumie, trzech zastępców. Było Biuro Administracji i Finansów? A co jest? Tak, tak, zgadliście państwo! Jest Biuro Finansów i, ach, co za semantyczna inwencja, Biuro Infrastruktury. No faktycznie, budynki i biurka – to infrastruktura.
Ale dalej jest już abrakadabra. Bo mamy Zarząd Obsługi, mamy Biuro Informatyki i Telekomunikacji (z dyrektorem i trójką zastępców), ale też Pełnomocnika ds. Informatyzacji MSZ, który funkcjonuje w Biurze Dyrektora Generalnego! Czyli komputery i blackberry – to już nie jest infrastruktura ani łączność.
A jeżeli jesteśmy już przy Biurze Dyrektora Generalnego – przez lata szefował mu Przemysław Czyż. Ale to się skończyło, szefuje mu nieśmiertelna Marzena Krulak, a Czyż szefuje nowej komórce, jaką jest Biuro Prawne i Zamówień Publicznych.
No ciekawe, jak ta wielka gromada dyrektorów i pełnomocników z różnych biur będzie kupować dla MSZ telefony albo komputery…
Ten bałagan Sikorski wzmocnił jakąś nieprawdopodobną liczbą rozmaitych pełnomocników, nie wiadomo jak umocowanych. Jest pełnomocnik ds. Schengen, jest pełnomocnik ds. przygotowania Polski do przewodnictwa w Unii… To co, właściwy wiceminister wraz z Departamentem Unii Europejskiej takiej pracy wykonywać nie mogą?
W ten sposób Sikorski zbudował gigantyczny bałagan kompetencyjny, system, w którym prosty pełnomocnik może być mocniejszy nie tylko od dyrektora, lecz także od wiceministra. A wzmocnił go jeszcze zapowiedziami, że do tych panów ma zaufanie.
Szanowny ministrze bałaganiarzu, to nie ma prawa funkcjonować.
Aha, ktoś zapyta, co z departamentami merytorycznymi. Więc tu, przynajmniej na pierwszy rzut oka, mamy ciszę. Tu wciąż kluczowym Departamentem Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej kieruje zastępca dyrektora, bo od miesięcy minister nie wie, kto powinien tą komórką kierować. Innym departamentem – Europy Zachodniej i Północnej – również kieruje zastępca. Tu brakuje inwencji.
Para w MSZ idzie więc w sprawy, które bawią ściąganych do ministerstwa ludzi z MON – w blackberry i inne gadżety. A namysłu nad sprawami naprawdę ważnymi nie ma.
Do obrazu chaosu dodajmy jeszcze jedno. Otóż marcowa reorganizacja, związana z nowym statutem ministerstwa, nie jest pierwszą. Radosław Sikorski już zdążył za swoich czasów przeprowadzić jedną reorganizację – było to w sierpniu 2008 r. Wtedy też zapowiedział połączenie MSZ z UKIE do końca roku 2008. I co teraz mamy – pierwsza reorganizacja w sierpniu, druga w marcu, a UKIE stoi w kolejce. Za parę miesięcy będzie więc trzecia reorganizacja. I wtedy zgasimy światło.

Wydanie: 15/2009

Kategorie: Pytanie Tygodnia
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy