Dlaczego nie wywieszamy flag 11 listopada?

Dlaczego nie wywieszamy flag 11 listopada?

Prof. Wiesław
Chrzanowski,
b. marszałek Sejmu
Trochę flag wywieszono, ale kiedyś ten obowiązek był egzekwowany administracyjnie, a teraz nie. Myślę jednak, że obowiązek nadal istnieje, lecz dochodzi do głosu zobojętnienie. Może dlatego, że teraz niepodległość uważa się za rzecz naturalną. Poza tym ludzie ograniczają się bardziej do spraw dnia codziennego. Jesteśmy w sytuacji braku zaangażowania, wyczekiwania na inną rzeczywistość wspólną. Nie jestem jednak pesymistą w kwestii patriotyzmu Polaków. Sądzę, że gdyby doszło do jakichś trudności czy napięć, wtedy z pewnością uaktywniłyby się głębokie pokłady zaangażowania. Samo deklarowanie to za mało, ale gdy w dniu Święta pod Grobem Nieznanego Żołnierza ukazał się reprezentacyjny oddział konnicy, widać było autentyczne przejęcie, co wskazuje, że symboliczne i niezbyt nudne akcenty sięgają głębiej do dusz ludzkich.

Prof. Jan Baszkiewicz,
historyk myśli politycznej
i ruchów społecznych
Byłoby błędem oceniać nasz współczesny patriotyzm jako słabiutki i dogasający, bo wszystko, co się zdarzyło przez ostatnie pół wieku w sferze demograficznej, kulturowej, gospodarczej itd., wzmocniło naszą tożsamość. Stała się ona może mniej egzaltowana, ale chyba głębiej zakorzeniona. Nie należałoby oczekiwać wybuchu uczuć narodowych i wciąż powoływać się na przykład Amerykanów, którzy podnoszą sztandar nawet w przydomowym ogródku. W USA żyje naród młody, w swych początkach rozczłonkowany, i tam spoiwem był kult konstytucji i gwiaździstego sztandaru. Nasze święta nie są tak efektowne jak 14 lipca we Francji, ale, po pierwsze, w lipcu łatwiej niż w listopadzie tańczy się na ulicy, po drugie, Francuzi nie myślą wtedy o zburzeniu Bastylii, tylko chcą się bawić. Organizatorzy życia zbiorowego powinni u nas lepiej reżyserować takie obchody, bo trudno zagrzać do świątecznych imprez wyłącznie poprzez frazesy, przemówienia i składanie wieńców.

Roman Bratny,
pisarz
Jesteśmy zmęczeni pozoranctwem, celebrą, teatralnością życia publicznego. Ongiś spotkałem się z formułą “katolik nie wierzący, lecz praktykujący” – chodziło o motywację poparcia dla Kościoła jako siły opozycyjnej. Dziś sądzę, istnieje, odwrotnie, patriotyzm “wierzących, a nie praktykujących”. Do takich sam się zaliczam. Ta grupa w coś wierzy, ale tego rocznicowo nie manifestuje. Ludzie są znudzeni wszystkimi politycznymi obrzędami. I to jest zdrowy odruch.

Grzegorz Królikiewicz,
reżyser
Powołam się na słowa Proroka – nasz naród jest jak lawa. Zewnętrzna skorupa to plugastwo, podłość. Niewdzięcznością jest nie pamiętać o ludziach, których ofiara skupiona była wokół daty 11 listopada, ale sięgając głębiej, jestem pewien, że nawet ci, którzy zapomnieli wywiesić flagi biało-czerwone, w razie czego krew by oddali. Stereotyp naszej uczuciowości wynika z odniesionych ran w najnowszej historii. Akcja uśmiercenia polskiej inteligencji obmyślona przez Himmlera zbiegła się w czasie z planem zagłady polskich oficerów w Katyniu. Jeżeli naród został pozbawiony głowy, zniszczono elitę i przyszłych nauczycieli, to kadłub miał tylko jedno zadanie, przetrwanie biologiczne. Nie dziwię się zatem ludziom, którzy jadą do hipermarketu i nie wywiesili chorągwi, bo kadłub wciąż czeka, aż mu głowa odrośnie. Może nasze wnuki zgarną się i będą już obywatelami. Na razie jeszcze wywieszenie flagi traktuje się jak coś wstydliwego, zbędny patos, ale to kiedyś minie.

Ryszard Pacławski,
naczelnik Związku
Harcerstwa Polskiego
Zacznę od tego, że 11 listopada na budynku Głównej Kwatery ZHP flagi wisiały. Myślę, że jednak często nieświadomie rezygnujemy z takich aktów tożsamości jak flagi narodowe i śpiewanie hymnu. Fakt ten uzmysławia nam, jakie zadania wychowawcze stoją przed szkołą, a także przed harcerstwem. Wyrabianie poczucia tożsamości u młodzieży nie stoi wcale w sprzeczności z tendencjami integracyjnymi w Europie. Może nawet im sprzyjać, gdyż poczucie więzi narodowej czyni procesy jednoczące bardziej świadomymi.

Prof. Franciszek
Starowieyski,
artysta malarz
Odczułem dziwną pustkę 11 listopada. Kiedyś, pamiętam, na czele maszerowali powstańcy z 1863 roku, za nimi legioniści, zawsze była wielka parada ciągnąca się aż do sąsiedniego miasteczka. A dziś? Niezbyt dużo się działo. W kościele wypełnionym zaledwie w 1/3 odprawiono mszę, na organach zagrano “Boże, coś Polskę…”. I było bardzo mało flag. Po prostu została przerwana jakaś tradycja. Może święta narodowe w ogóle się przeżyły? Na pewnym spotkaniu z młodzieżą stwierdziłem, że zaledwie dwie osoby wiedziały, kogo wypuszczono z Magdeburga. U nas prawie nie ma świadomości narodowej, a radio i telewizja nie potrafią nadać tym wydarzeniom żadnego znaczenia. Nie mamy też umiejętności gromadzenia się. Jedynie miłośnicy rocka i szalikowcy lubią tworzyć większe zgromadzenia.

Izabela Cywińska,
b. minister kultury, reżyser
Jeżeli w tej chwili oglądamy straszny kabaret polityczny, targowisko próżności i ośmieszanie wartości, na które nadawcy się powołują, to nie ma się co dziwić, że ludzie są powściągliwi. Przecież te billboardy wzywające do oddawania życia za ojczyznę są odbierane jako puste słowa. Jeśli miały w założeniu cel wychowawczy, to z pewnością o wiele ważniejszy od apeli jest osobisty przykład, a ten mamy jak najgorszy. W czasie pokoju można także uczyć patriotyzmu, przywoływać przykłady pracy od podstaw, współczesnych Judymów, ale nie bohaterów ginących na barykadach. Tego się nie robi, bo bohaterszczyzna do obecnej młodzieży nie przemawia. Jeśli nie wywieszamy chorągwi, to w zdrowym odruchu, aby nie zakłamywać się do końca. Bardzo mi przykro, dzieje się ogromna krzywda, której długo nie odrobimy. Zabraknie pewnej części pokolenia, które potrafi odczuwać głębiej swoją tożsamość.

Włodzimierz Jakubas,
dyrektor Państwowego Zespołu
Pieśni i Tańca “Mazowsze”
Po pierwsze, muszę z przykrością potwierdzić, że nie było wiele flag. Np. na trasie do Białegostoku widziałem nieliczne zagrody, gdzie wywieszono polskie sztandary. Myślę, że obojętność częściowo można tłumaczyć pewnym przesytem, bowiem przez ostatnie lata wiele było imprez o charakterze narodowym i bogoojczyźnianym. Być może ludzie już są zmęczeni taką symboliką. Okazji do obchodów mamy zwykle sporo, są one jednak dość nadęte, przeprowadzane z dużą pompą, co niestety idzie w parze z postępującym upadkiem klasy politycznej. Być może mamy więc tutaj do czynienia z całkiem zdrową reakcją społeczeństwa, której towarzyszy świadomość, iż uroczystości są celebrowane, ale na co dzień wcale tych wartości nie widać. Może jeszcze na prywatny użytek ludzie kultywują pewne tradycje, a nawet wychowują swoje dzieci w poszanowaniu najważniejszych symboli, ale na użytek publiczny nie chcą urazić swoich uczuć. Fakt ten wymaga jednak głębszej analizy.

Bernard Margueritte,
korespondent “Le Figaro”
w Warszawie
11 listopada w Polsce mimo wszystko jest jeszcze świętem, wprawdzie mniejszego kalibru niż np. 14 lipca we Francji, który jest symbolem stworzenia republiki, jej dziełem. 11 listopada to ważny dzień dla ludzi pamiętających tamte wydarzenia i zwycięstwa, istotny dla wojskowych; nie jest on jednak w pełni świętem narodowym. Trudno mi to obiektywnie ocenić, myślę jednak, że wspomnienie niektórych wartości, jakie to święto niesie, okresów wzlotów i upadków, może być z czasem coraz mocniejsze. Obecnie jednak nie widzę powodów do zaskoczenia ani do krytyki polskiego patriotyzmu.

Wydanie: 47/2000

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy