Dobry początek Nawałki

Dobry początek Nawałki

Piłkarze wrócili z Francji oklaskiwani przez kibiców. Nie za często tak jest, gdy nasza reprezentacja kończy występy bez medali – bo tylko wśród ósemki najlepszych drużyn. Dla kraju pamiętającego reprezentacje Górskiego i Piechniczka nie jest to przecież sukces powalający na kolana. Skąd więc tylu zadowolonych? Z powodu apetytu wyostrzonego przeszło 30-letnim postem? Za sprawą jakże polskiej huśtawki nastrojów? Nastrojów, które pozwalały na niedocenianie reprezentacji po słabych sparingach przed wyjazdem na Euro i powątpiewanie w umiejętności obrońców, a zwłaszcza Pazdana. A po awansie i wyjściu z grupy wszystkich zawodników okrzyknięto bez mała mistrzami świata. Błyskawiczna podróż. Od niedocenienia po euforię i przecenianie ich gry. Pojechali, żeby choć wyjść z grupy. A wrócili z dobrymi opiniami. I co ważniejsze, a trudno mierzalne, z sympatią i uznaniem wielu, także okazjonalnych kibiców.

To kapitał, którego dawno reprezentacja nie miała. Ale i teraz nic nie spadło z nieba. I nic by się nie stało bez osobistego udziału Adama Nawałki. Trenowanie reprezentacji narodowej to marzenie każdego trenera. I jednocześnie taka praca, przy której zajęcie sapera wydaje się bezpieczne. Bo jak piłkarzom nie idzie, to trenerzy są pierwsi do zmiany. We Francji grało, licząc zmiany, 14-15 polskich piłkarzy. Nie za bogato, choć wzięto wszystkich dobrych.

Zbudować, mając tak mały wybór, sprawny, zgrany i zdyscyplinowany taktycznie zespół to duża sztuka. Nawałce udała się w pełni. A nawet z naddatkiem, jeśli weźmie się pod uwagę to, że miał w składzie paru gwiazdorków i zaszłe animozje między piłkarzami. Zbudował zespół, w którym każdy miał swoją rolę. I większość nie tylko z nałożonych na siebie zadań się wywiązała, ale też potrafiła nieźle współpracować. Ma Nawałka swoje patenty na budowanie atmosfery w drużynie. I nie opierają się one na sztuczkach z podręczników zarządzania. Pokazał, że umie osiągać cele. Że mimo krótkiej ławki kadrowej, paru kontuzji i nie zawsze wielkich umiejętności jego drużyna potrafi bez lęku zagrać z każdym. I każdemu zagrozić. To dobry początek naprawdę wielkich wyników w przyszłości.

Wydanie: 27/2016

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy