Upadek obyczajów

Upadek obyczajów

Jednym z najstarszych tekstów, jakie udało się odnaleźć i odczytać, był tekst sumeryjski zaczynający się od słów, że obyczaje upadają, a młodzież jest coraz gorsza.
Tendencja ta, jak widać, utrzymywała się przez następne wieki, „O tempora, o mores!”, biadał przecież Cyceron.
U nas nie lepiej. Na upadek obyczajów, choć był to pod każdym względem wiek złoty, narzekał wielki Frycz Modrzewski, a Jan z Czarnolasu aluzyjnie biadał: „O nierządne królestwo i zginienia bliskie”.
Jak wynika z ustaleń historyków i kryminologów, w tymże „złotym wieku” kultury polskiej morderstw było, lekko licząc, 12 razy więcej niż dziś, mimo że przez kolejne wieki upadały u nas moralność i obyczaje.
Upadek obyczajów z wieszczym smutkiem odnotowywał Piotr Skarga. W czasach saskich upadek obyczajów był tak wielki, że aż stał się przysłowiowy (a „Opis obyczajów za panowania Augusta III” księdza Kitowicza to naprawdę opis upadłych obyczajów, choć lektura tego tekstu i dziś, gdy panuje zupełnie kto inny, wiele nam mówi o nas samych, i czytając, mamy czasem wrażenie, że oglądamy się w lustrze).
Jeśli zatem skonstatujemy, że upadek obyczajów towarzyszy ludzkości od zarania, to do wyboru mamy tylko dwie możliwości. Albo będzie już tylko gorzej, w dodatku będzie to normalne, więc nie ma co biadać, bo ten fatalny kierunek (ku upadkowi) jest nieodwracalny. Albo to wszystko guzik prawda, nic nie upada, tylko się zmienia, a zmiana oceniana z pozycji osób nawykłych do starego porządku bywa z reguły zmianą na gorsze. Z kilku powodów. Bo ludzie jej nie rozumieją, bo się jej boją, bo mają inne przyzwyczajenia.
Polacy stale narzekają. Na wszystko. Przeciętny Polak jest przekonany, że upada kultura i moralność, sprawy kraju idą w złą stronę, upada gospodarka, no i oczywiście młodzież jest coraz gorsza. Zupełnie jak u Sumerów.
Skąd się to bierze? Przecież nie z genetyki. Polacy nie mają genetycznie zakodowanego czarnowidztwa.
Nasze czarnowidztwo jest efektem naszego modelu wychowania i edukacji, nastawionego na mitologizowanie i gloryfikowanie przeszłości.
Czytam opracowanie lokalnego historyka o przeszłości podkrakowskiej wsi. Sielanka. Chaty, zagrody, radośni włościanie, moralni, przywiązani do Kościoła i polskości. Łany zbóż, kwitnące sady…
Młodzież – patriotyczna, a jakże – czci narodowe rocznice, pilnie chodzi do kościoła. No idylla.
Akurat szukałem czegoś w księgach parafialnych z przełomu XIX i XX w. Ta sama wieś, ten sam okres, który tak idyllicznie opisywał lokalny historyk. Tam, w tych parafialnych księgach, jest rzeczywisty, choć może mimowolny, zapis prawdziwej historii. W księdze zmarłych odnotowane zgony, wiek zmarłego i przyczyna śmierci. Jak oni młodo umierali! A jako powód w niemal co drugim przypadku wpisana tuberculosis. Dziś młodzież nie zna łaciny („O tempora, o mores”, chciałoby się powtórzyć za Cyceronem), więc przetłumaczę. Tuberculosis to gruźlica. Szła w parze z biedą. To może tak idyllicznie nie było?
A może coś o moralności? W księgach parafialnych aż nadto informacji na ten temat. Wystarczy porównać datę ślubu jakiejś pary (w księdze ślubów) z datą narodzin ich pierwszego dziecka (to w księdze urodzeń i chrztów). Bardzo często okres ten jest znacznie krótszy niż dziewięć miesięcy. Wstrzemięźliwość przedmałżeńska nie była, jak widać, mocną stroną przodków naszych, tak chętnie stawianych nam dziś za wzór moralności i wstrzemięźliwości.
Ponarzekać sobie trochę też lubię. To czasem potrzebne dla higieny psychicznej. Ale może nie przesadzajmy z naszym czarnowidztwem. Kiedyś Chesterton powiedział mądre słowa: „To nie świat jest coraz gorszy, to serwisy informacyjne są coraz lepsze”. To prawda. I druga prawda: im bardziej wyidealizujemy przeszłość, tym bardziej nie będzie się nam podobała teraźniejszość. A idealizować przeszłość uwielbiamy! Giedroyc powiedział, że nie ma chyba drugiego narodu, który miałby tak zafałszowaną historię jak nasz. Przesadził. W tej części Europy narody tak mają. Nie przez podobny klimat, ale przez podobną historię. I, niestety, wciąż podobnie opowiadaną.
Jeżeli świat jest naprawdę coraz gorszy, jeżeli naprawdę obyczaje wciąż upadają i jest to proces, jak widać, nieodwracalny, jeżeli nie udało się go odwrócić ani choćby zatrzymać naszym przodkom, to i nam pewnie się nie uda. Ale jeśli nie potrafimy naprawić świata, a jak widać, nie potrafimy, spróbujmy go przynajmniej zrozumieć. Wtedy będzie nam lżej. I świat wyda się odrobinę lepszy. A może nawet naprawdę będzie lepszy?

Wydanie: 20/2013

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy