Prawo nasze i wasze

Prawo nasze i wasze

Bez uprzedzeń

Wpływ Jana Nowaka-Jeziorańskiego na politykę wewnętrzną w III Rzeczypospolitej był szkodliwy w tej mierze, w jakiej był realny. Przez 12 lat głównym motywem jego wypowiedzi, utrzymanych nieraz w tonie histerycznym, było wzywanie do kontynuowania walki z komunizmem, postkomunizmem, pozostałościami PRL, a zwłaszcza z partią wywodzącą się z PZPR. Właśnie społeczeństwo zaczyna odpowiadać sobie na pytanie, czy akurat ta walka była sprawą najważniejszą i czy miała ona obiektywne, pozapsychologiczne uzasadnienie.
Wkrótce zaczną wychodzić na jaw fatalne skutki dziesięcioletniego panowania „Solidarności”. Ponad 100 miliardów deficytu budżetowego na rok 2002 jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Nie przypominam sobie, aby Jan Nowak-Jeziorański choćby jednym zdaniem przestrzegł solidarnościowe rządy przed hazardem prywatyzacyjnym, w wyniku którego wielu Polaków uświadomi sobie wkrótce, że są gastarbeiterami we własnym kraju. Miał on nie tylko polityczne ambicje, uczył naród moralności, zwalczał polityczny relatywizm, wynosił na symboliczne piedestały wartości bojowe. Jednego tylko nie uczył: poszanowania prawa. Nie namawiał ludzi posierpniowych, aby naprawę Polski przeprowadzali w ramach prawa, co było równie możliwe jak słuszne. Nie mówił im, co każdy mądry „nauczyciel narodu” z pewnością by powiedział: popatrzcie, Rakowski zmienił ustrój gospodarczy, zerwał z podstawowymi dogmatami realnego socjalizmu w ramach obowiązującego porządku prawnego; wy macie przed sobą już tylko zadania znacznie mniejszej wagi, postępujcie jak on. Otrzymaliście władzę, przestańcie więc się chwalić, że wyrośliście z buntu przeciw władzy, bo jeśli uświęcicie nieposłuszeństwo, to podłożycie minę pod porządek państwowy, a nie możecie wiedzieć, kto i kiedy podpali lont. Budujcie od razu porządek trwały, nie jakąś „transformację”, stan przejściowy, bo to, co jest przejściowe, nie ma i nie może mieć autorytetu. Nie róbcie procesów milicjantom, którzy wykonywali rozkazy, bo wychowacie sobie policję tak dalece niechętną do wykonywania rozkazów, że nawet nie będziecie mieli śmiałości, aby je wydawać. Doczekacie, że nawet drogi będzie wam blokował, kto zechce. Nie poniewierajcie generałami i ministrami upadłego rządu, zwłaszcza nie róbcie tego na pokaz, bo odbieracie szacunek nie tylko jakiemuś panu K. czy panu J., ale generałom i ministrom jako takim, którymi wy też chcecie być. Trybunałowi Konstytucyjnemu, który orzekł, że podczas transformacji ustroju prawa nie mogą stać na przeszkodzie woli politycznej, nie powiedział, że taki pogląd jest echem praw wojny, a Polsce potrzebne są prawa pokoju. Wreszcie jako wybitny propagandzista powinien był rodaków pouczyć, skoro tak lubi pouczać, że propaganda to jedno, a prawda to drugie, że walka polityczna tylko niektórym otwiera oczy na rzeczywistość; większość zaangażowanych wyrabia sobie fałszywy obraz przeciwnika i samego siebie. W celu pobudzenia swego ducha bojowego nadaje się przeciwnikowi wszystkie znamiona zła, a sobie wszystkie cechy anielstwa, czego nie można brać poważnie, gdy walka się skończyła, a ona właśnie się skończyła.
Można się też dziwić, że człowiek tak spostrzegawczy na wszystko, co mu się zdawało powrotem do PRL, nie dostrzegł, że prywatyzacja majątku narodowego przebiega według wzoru wywłaszczeń, jakie carskie władze zaborcze przeprowadzały nieraz w walce z polskim ziemiaństwem (przymus wyprzedaży w krótkim terminie). Gdyby to i wiele podobnych oczywistości powiedział, miałby zapewne inne, ale nie mniejsze audytorium. Może nikt by nie nawoływał do „czyszczenia mu butów”, ale miałby szacunek w społeczeństwie. Cóż z tego, że media uczyniły z niego idola, skoro dla społeczeństwa nie jest już wiarygodny: partie i osoby, które popiera – przegrywają, partie i osoby, które zwalcza – wygrywają. Lepper też nic na tym nie straci, że został wściekle zaatakowany. Dwunastoletnie panowanie „Solidarności” stworzyło taką atmosferę moralną i polityczną, że kto chce szybko zdobyć uznanie społeczeństwa, szuka sposobu na bycie sądzonym i uwięzionym, co w dzisiejszej Polsce wcale nie jest takie łatwe, jak by się zdawało. Chyba że chodzi o czyny przedawnione. W tej atmosferze wysuwane przeciw Lepperowi zarzuty łamania prawa nie mają powagi. Urodzony bojownik Jan Nowak-Jeziorański, który absolutyzował politykę i relatywizował prawo, jest teraz wobec Leppera intelektualnie bezradny i jego woli politycznej może przeciwstawić jedynie swoją wolę polityczną. Przez dwanaście podbechtywało się do walki woli z wolą, a teraz, gdy się przegrywa, chciałoby się, aby prawo walczyło z bezprawiem. Trzeba było sobie przypomnieć o prawie, gdy po barbarzyńsku łamano przedawnienie. Jan Nowak-Jeziorański ma takie wyobrażenie o prawie, że nie widzi nic bezprawnego w postawieniu Jaruzelskiego przed sądem karnym. Społeczeństwo ma inne poczucie prawne i w większości widzi w tym procesie akt małodusznej mściwości. Od czasu, gdy ten proces został postanowiony, trudno w Polsce wypowiedzieć słowo „prawo” inaczej niż w ironicznym cudzysłowie.
Andrzej Lepper w swoim dążeniu do społecznego znaczenia nie robił nic takiego, czego by przedtem nie robiła „Solidarność”. Między unieruchomieniem pojazdów drogowych a unieruchomieniem maszyn fabrycznych nie ma wielkiej różnicy pod względem prawa. Ten imitacyjny charakter jego protestów dawał mu pewniejszy immunitet niż obecne poselstwo. Nie przyglądała się nowa władza jego działaniom, bo wiedziała, że zobaczy tam swoje własne oblicze.
Osobiście jestem nieufny wobec Andrzeja Leppera. Najbardziej boję się jego niewiedzy ekonomicznej. Wydaje mi się uczciwy i autentyczny, ale wiadomo, że wynajmuje doradców, którzy mają go przerobić na nieautentycznego. Ruch, jaki stworzył, obok stron budzących niepokój, posiada też stronę pozytywną: grupuje ludzi, którzy co prawda per fas et ne fas bronią swoich warsztatów produkcyjnych. Robią więc oni w dostępnym sobie zakresie to, co rządy solidarnościowe powinny były robić w stosunku do całej gospodarki narodowej i co karygodnie zaniedbały.

 

 

Wydanie: 44/2001

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy