Doradcy Busha Juniora

Doradcy Busha Juniora

Maksyma amerykańskiego prezydenta-elekta brzmi: Prawdziwy lider to człowiek, który otacza się silnymi ludźmi i ufa im

W Ameryce, gdzie trwa właśnie budowanie nowej administracji, kierowanej przez George’a Busha Juniora, większość obserwatorów nie ma wątpliwości, że republikański prezydent-elekt pójdzie w ślady Ronalda Reagana. Reagan, przypomnieć tu warto, przeszedł do historii jako jeden z najbardziej skutecznych i najlepszych prezydentów USA w XX w., choć nie grzeszył nadmierną wiedzą o świecie, gospodarce czy sprawach społecznych.
W trakcie kampanii wyborczej Demokraci eksploatowali do granic możliwości słabe wyniki w nauce obecnego prezydenta-elekta, który uniwersytet skończył z tzw. oceną “C”, jaką – jak napisał to “Los Angeles Times” – “otrzymywali zawsze niezbyt bystrzy synowie bogatych i ustosunkowanych tatusiów”. Także w trakcie walki o Biały Dom Bush Junior kilkakrotnie wykazał, że słabo zna sprawy międzynarodowe, a i w wielu problemach polityki wewnętrznej Al Gore bije go na głowę wiedzą i doświadczeniem.
Kto chciałby wyciągać z tego wniosek, że Ameryka na progu XXI stulecia skazana jest na słabego i niezdolnego do skutecznego działania prezydenta, który zaprzepaści sukcesy najpierw Ronalda Reagana, a w ostatnich ośmiu latach także Billa Clintona, bardzo się myli.

Siłą George’a Busha,

podobnie jak kiedyś siłą Reagana, powinni być bowiem jego doradcy.
Już w czasie kampanii wyborczej, a także w okresie trwającego powyborczego zamieszania w USA, teza ta znalazła swoje praktyczne potwierdzenie. Amerykańscy obserwatorzy nie mają wątpliwości, że Bush Junior został uznany ostatecznie za zwycięzcę w prezydenckich wyborach dzięki mądrej taktyce swoich współpracowników.
George Bush Junior działał zupełnie inaczej. Zgodnie z często przez siebie powtarzaną maksymą, że “prawdziwy lider to człowiek, który otacza się silnymi ludźmi i ufa im”, spokojnie zostawił całość spraw związanych z grą o prezydenturę Dickowi Cheneyowi (który będzie w jego administracji wiceprezydentem), a także grupie wypróbowanych od lat adwokatów. Gazety przytaczają zdarzenie z Austin, stolicy Teksasu, sprzed kilku tygodni, kiedy reporter zapytał Busha, co sądzi o pewnym aspekcie sporu o głosy na Florydzie i w odpowiedzi usłyszał: “Moi prawnicy są optymistycznie nastawieni, więc i ja jestem”.
Wszystko wskazuje na to, że właśnie w taki sposób będzie funkcjonowała także administracja waszyngtońska i Biały Dom w najbliższych czterech latach. Znamienna jest tutaj opinia prof. Bruce’a Buchanana, obserwującego działanie Busha Juniora jako gubernatora. “Bush zawsze woli pozostawać z boku, jeśli uważa, że nie wniesie nic ciekawego do dyskusji. Woli słuchać opinii tych, których uważa za mądrzejszych od siebie i stosuje się do rad tych, którym ufa. Kiedy zna zdanie takich osób, bardzo

szybko podejmuje decyzje”.

George Bush, przewidują znawcy Ameryki, wprowadzi na salony wielkiej polityki przede wszystkim ekipę swoich doradców z Teksasu, a także wielu dawnych współpracowników swojego ojca, prezydenta George’a Busha Seniora, a wreszcie grupę ludzi, którzy jeszcze wcześniej pracowali dla innych republikańskich administracji.
Pierwsze mianowania robią zresztą na znawcach amerykańskiej polityki zupełnie dobre wrażenie. Nowym sekretarzem stanu będzie np. w administracji Busha Juniora emerytowany gen. Collin Powell, polityk niezwykle popularny i lubiany, a równocześnie bliski współpracownik jego ojca w czasach operacji “Pustynna Burza” w Zatoce Perskiej. Powell jest nie tylko pierwszym w dziejach USA Murzynem powołanym na tak kluczowe stanowisko w rządzie amerykańskim, ale także dowodem, że Bush zamierza oprzeć się na znanych ekspertach.
Taka sama ocena może być sformułowana przy nominacji Condolezzy Rice na doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego, ważne stanowisko w Białym Domu, które niegdyś sprawowali tacy politycy, jak Henry Kissinger czy Zbigniew Brzeziński. Pani Rice pracowała już w administracji George’a Busha Seniora i na rynku polityków-strategów międzynarodowych w USA uznawana jest za jedną z prawdziwych gwiazd.

Podobne biografie

mają także inni prawdopodobni (lub już mianowani) członkowie ekipy nowego prezydenta. Sekretarzem skarbu ma zostać prezes koncernu Alcoa, Paul O’Neill, który w przeszłości pracował w administracji prezydentów Nixona i Forda. Gazety już napisały, że Bush Junior publicznie oświadczył, że ma do O’Neilla pełne zaufanie i zamierza oddać w jego ręce pełnię władzy, jaką w warunkach amerykańskich może mieć polityk odpowiedzialny za gospodarkę.
Ministrem handlu będzie naftowy przemysłowiec z Teksasu, Donald Evans, z którym – jak powiedziano w telewizji CNN – George Bush Jr. “zjadł beczkę soli”. Ministrem rolnictwa zostanie najprawdopodobniej pani Ann Veneman, która była zastępczynią szefa tego resortu za prezydentury Busha Seniora, a tekę szefa resortu budownictwa mieszkaniowego otrzyma Mel Martinez, dobry znajomy brata prezydenta, Jeba Busha, który jest gubernatorem Florydy. Wreszcie resort zdrowia i opieki społecznej przypad-nie prawdopodobnie guberantorowi Wisconsin, Tommy’emu Thompsonowi, inicjatorowi prekursorskiej reformy zasiłków socjalnych, dzięki której – jak pisze się w Ameryce – wielu tzw. “wiecznych” odbiorców zasiłków podjęło wreszcie pracę. Bush nominował także znanego sobie od kilkunastu lat latynoskiego prawnika, Alberto R. Gonzalesa, głównym radcą prawnym Białego Domu, a swoją rzeczniczkę prasową z kampanii wyborczej, Karen Hughes, doradcą ds. politycznych.
To, na co zwracają uwagę obserwatorzy, to fakt, że George Bush stara się kompletować nową administrację przede wszystkim z ludzi, których zna i kompetencji (a także pomocy) jest pewny, ale też według kluczy, które mogą mu jednać przychylność tych amerykańskich środowisk, które słabiej popierały go w trakcie walki o Biały Dom. Dlatego są w jego administracji tzw. Afroamerykanie, przedstawiciele mniejszości latynoskiej, a także liczne kobiety (prasa przewiduje, że może być ich ostatecznie więcej niż w administracji Billa Clintona). – Wszystko to ma służyć, z jednej strony, zasypywaniu sporów, jakie wywołały tegoroczne wybory w Ameryce (choć nie są one tak głębokie, jak się to z europejskiej perspektywy wydaje), z drugiej – i to w najważniejszym stopniu – sprawnemu rządzeniu przez prezydenta, który wie, że najpierw lepiej zapytać i posłuchać fachowców, a potem dopiero podejmować decyzje.

 

Wydanie: 52/2000

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy