Dostawca dwóch Kimów

Dostawca dwóch Kimów

Kupował za gotówkę czołgi, luksusowe limuzyny, okna ze złota i mnóstwo koniaku

Pułkownik Kim Jong-Ryul przez 20 lat dokonywał w Europie zakupów dla władców Korei Północnej. Z Phenianu przywożono mu do Wiednia walizki pełne dolarów. Nabywał belgijskie czekoladki, szpiegowskie gadżety i wyłożoną złotem broń. W 1994 r. dostawca upozorował swą śmierć i ukrywał się w Austrii aż do tej pory. U schyłku życia wydał książkę „W służbie dyktatora”, w której zdemaskował „okrutny, kłamliwy i pełen hipokryzji reżim”.
W młodości Kim Jong-Ryul studiował w Dreźnie, został inżynierem, płynnie mówił po niemiecku i angielsku. Dlatego przywódcy Korei Północnej, Kim Ir Sen i jego syn Kim Dzong Il, uznali, że będzie znakomitym dostawcą wszelkiego rodzaju dóbr. Płk Kim Jong-Ryul otrzymał status dyplomaty i ogromne środki do dyspozycji. Kiedy gospodarka Korei Północnej załamała się, ludzie głodowali, matki porzucały chude jak szkielety dzieci na ulicach, w fabrykach zaś palono drewnem, ponieważ nie było paliwa, dostawca otrzymywał gotówkę na zakupy niemal bez ograniczeń – raz 300 tys., to znowu 500 tys. dol. Na początku Kim Ir Sen zażyczył sobie

największego samochodu marki Mercedes

– był to Mercedes-Benz Pullman. Pułkownik sprawnie załatwił dostawę, kupował następne limuzyny i sprowadzał do Austrii północnokoreańskich mechaników, aby nauczyli się ich obsługi. Ale zamówienia stawały się coraz dziwaczniejsze. Pistolety wykładane złotem i strzelby myśliwskie, samolot Cessna, telewizory plazmowe, luksusowe jachty, koniak Hennessy, którego wielbicielem był Kim Dzong Il. Tylko na zakup koniaku reżim przeznaczał pół miliona dolarów rocznie. W końcu Drogi Przywódca, jak nazywany jest Kim Dzong Il, tak zrujnował sobie zdrowie konsumpcją koniaku, że musiał się przerzucić na nieco lżejszy trunek – francuskie wina Bordeaux.
Kim Dzong Il zamawiał też tancerki z Rosji i Szwecji, z którymi imprezował do białego rana (aczkolwiek po tych szaleństwach bał się reakcji surowego ojca).
„W Korei Północnej jest dziesięć prowincji. Kimowie w każdej z nich postawili willę. Te wille kupiłem dla nich w Austrii. Każda ma złote okna i wykładana jest tapetą z prawdziwego jedwabiu”, relacjonuje pułkownik. Do tych rezydencji sprowadzono luksusowe meble ze szlachetnego drewna.
Kim Ir Sen zaczął się lękać o swe pałace po niszczycielskim trzęsieniu ziemi, które w 1976 r. nawiedziło Chiny, i zamówił w Niemczech kosztowne wykrywacze wstrząsów sejsmicznych. Dyktatorzy kupowali też różnego rodzaju

gadżety szpiegowskie w stylu Jamesa Bonda

– odrzutowe plecaki pozwalające przelecieć nad murem, telefony szyfrujące rozmowy, aparaty wykrywające bicie serca przez ścianę, laserowe czytniki odcisków palców ze Stanów Zjednoczonych. Obawiający się pożarów Kim Ir Sen zamówił też flotę samochodów strażackich. Na listach zakupów znalazł się także sprzęt potrzebny do realizacji programu atomowego – liczniki Geigera i spektrometry. Za pośrednictwem obrotnego pułkownika dyktatorzy sprowadzali nawet czołgi.
Kim Jong-Ryul realizował każdą transakcję. Przedsiębiorcy austriaccy, francuscy, szwajcarscy i niemieccy chętnie robili interesy z reżimem, nie przejmując się międzynarodowym embargiem nałożonym na Phenian. Pułkownik zawsze płacił przecież gotówką, do tego 20 do 30% więcej, niż wynosiła rynkowa cena. Austriaccy urzędnicy z entuzjazmem brali łapówki.
W transakcjach pomagały władze NRD i Czechosłowacji. Ambasada KRLD w Wiedniu służyła jako skład towarów.
Płk Kim Jong-Ryul opowiada, że stopniowo wzbierała w nim nienawiść wobec reżimu, którego przywódcy żyli w bajecznym luksusie, podczas gdy naród cierpiał nędzę. „Oni kupowali rzeczy, o których istnieniu mieszkańcy Korei Północnej w ogóle nie mieli pojęcia”, oburza się dostawca. Pułkownik przygotowywał ucieczkę od dłuższego czasu. Z każdej transakcji przelewał na swoje konto ok. 3%. W ten sposób uzbierał ok. 300 tys. dol. W 1995 r. pułkownik miał przejść na emeryturę i wrócić do ojczyzny. Podjął więc decyzję – w październiku 1994 r.

zaaranżował własną śmierć

– został jakoby zamordowany przez bandytów na Słowacji. Dygnitarze w Phenianie uwierzyli i przyznali pośmiertnie swemu dostawcy tytuł Bohatera KRLD. Rodzina „bohatera” w Korei Północnej była więc bezpieczna.
Pułkownik ukrywał się w Austrii, gdzie uzyskał azyl polityczny. Za radą policji żył jak pustelnik, nie nawiązywał znajomości i nigdy nie wychodził z domu wieczorem. Liczył, że północnokoreański reżim szybko się załamie. Nadzieje te się nie spełni-ły. Kiedy Kim Jong-Ryul zaczął 75. rok życia, postanowił opowiedzieć swą historię, jako że i tak niewiele życia mu zostało. Napisał książkę przy pomocy dziennikarzy austriackiego dziennika „Kurier”. Pułkownik jest prawie pewien, że czeka go zemsta reżimu. „Wyszedłem z cienia, ale jak długo będzie na mnie świecić słońce? Nie wiem. Zapewne bardzo krótko”, powiedział.

Wydanie: 15/2010

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy