Egipcjanie tęsknią za turystami

Egipcjanie tęsknią za turystami

Wycieczki do Egiptu wiążą się z dużym ryzykiem

Kiedy w Kairze wybuchają kolejne bomby, co zdarza się niemal codziennie, egipskie Ministerstwo Turystyki dwoi się i troi, aby do najludniejszego arabskiego kraju przyciągnąć turystów. „Stęskniliśmy się za wami!” – oto hasło kampanii reklamowej promującej turystykę nad Nilem, gdzie próżno dziś szukać tłumów gości. Przyczyny to niski poziom bezpieczeństwa oraz terroryzm – przede wszystkim na półwyspie Synaj, ale nie tylko.

Przyczyny kryzysu

Egipt pogrążony jest w kryzysie od początku 2011 r., od obalenia Hosniego Mubaraka. Sytuacja stała się poważniejsza po zeszłorocznym zamachu stanu, kiedy wojsko – realizując żądanie sfrustrowanych Egipcjan – pozbawiło władzy demokratycznie wybranego prezydenta Mohammeda Mursiego, reprezentującego Braci Muzułmanów oraz Partię Wolności i Sprawiedliwości.
Mursi rządził tylko rok, po czym 3 lipca 2013 r. trafił do aresztu, gdzie przebywa do dzisiaj. Grozi mu nawet kara śmierci, podobnie jak kilkuset innym członkom najstarszej egipskiej organizacji społeczeństwa obywatelskiego. Zwolennicy Mursiego nie pogodzili się z utratą władzy i wszczęli powstanie, wskutek którego zginęło już ponad tysiąc osób.
Siły bezpieczeństwa wypowiedziały islamistom wojnę, a Bracia Muzułmanie zostali uznani za organizację terrorystyczną, co doprowadziło do faktycznej radykalizacji niejednorodnego ruchu fundamentalistycznego. Skoro bowiem pokojowe metody rywalizacji politycznej – preferowane wcześniej przez Braci Muzułmanów – okazały się nieskuteczne, do głosu doszli rozmaici dżihadyści, którym bliższy jest terroryzm.
Dla egipskich władz nie istnieje dziś rozróżnienie na islamistów umiarkowanych i ekstremistycznych. Wszystkich wrzucono do jednego worka, co uderza głównie w zasoby organizacyjne Braci Muzułmanów, zarówno ludzkie (aresztowania, wyroki, kary śmierci), jak i materialne (sukcesywne konfiskaty). Wielu umiarkowanych islamistów może nawet tęsknić za Mubarakiem, który – ograniczając polityczne zakusy Braci Muzułmanów – pozwalał im się bogacić.
Rzeczywistym celem likwidacji ruchu islamistycznego wydaje się wyłączenie z gry najpoważniejszego przeciwnika obalonego reżimu, który dziś odzyskuje państwo. Bracia Muzułmanie od dekad stanowili bowiem najpoważniejszą siłę opozycyjną, depcząc po piętach zarówno Gamalowi Naserowi, Anwarowi Sadatowi, jak i Mubarakowi. Każdy z tych prezydentów wywodził się ze struktur militarnych.
W tym czasie Bracia zbudowali dobrze prosperującą organizację, mocno zakorzenioną w społeczeństwie, które zawsze mogło liczyć na materialne wsparcie islamistów. Nic więc dziwnego, że nowy prezydent Abd al-Fattah as-Sisi, również wojskowy, postanowił sięgnąć po najostrzejsze środki walki.

Synaj – baza terrorystów

Problem z terroryzmem oraz przestępczością zorganizowaną pojawił się na Synaju długo przed zamachem stanu, a nawet przed arabską wiosną, choć nie w takim natężeniu. W sierpniu 2012 r., tuż po wyborczym zwycięstwie Mursiego, doszło do brutalnego ataku na egipskich żołnierzy pilnujących granicy ze Strefą Gazy. Niezidentyfikowani napastnicy zabili kilkunastu mundurowych, uprowadzili dwa pojazdy opancerzone i wdarli się na terytorium Izraela, gdzie zostali zgładzeni.
W Egipcie rozpętała się burza. Oskarżenia padały pod adresem to Palestyńczyków, to dżihadystów. Nikt się nie przyznał, ale poleciały głowy. Prezydent elekt zdymisjonował kilku wysokich rangą oficerów, po czym przystąpił do operacji „Orzeł”, naginającej postanowienia traktatu pokojowego z Izraelem z 1979 r. Zgodnie z układem pokojowym, tylko niewielkie siły egipskie mogą przebywać na Synaju, a każde ich zwiększenie musi być konsultowane ze stroną izraelską.
Od lipca 2013 r. terroryzm na Synaju przybrał na sile, a splatają się tam szlaki przemytnicze oraz gazociągi, którymi gaz płynie do Izraela, Jordanii, a także egipskich fabryk na Synaju. O ile do końca 2013 r. dżihadyści z Synaju atakowali przede wszystkim egipskich mundurowych oraz infrastrukturę gazociągową lub uderzali w Izrael, o tyle 16 lutego br. miał miejsce zamach na turystów w Tabie. Wydarzenie to otwiera nowy etap porewolucyjnej kampanii terrorystycznej – coraz częściej skierowanej też przeciw Koptom (egipskim chrześcijanom).
W lutowym zamachu zginęło trzech koreańskich turystów i egipski kierowca autokaru. Za atakiem stoi organizacja Ansar Bayt al-Maqdis, której liderzy otwarcie przestrzegają turystów przed podróżowaniem do Egiptu. Grupa licząca ok. 2 tys. bojowników ponosi odpowiedzialność za większość incydentów terrorystycznych, do których dochodziło w ostatnim czasie w Egipcie.
Jak uważa Zack Gold, autor raportu „Security in the Sinai: Present and Future”, walkę z dżihadystami utrudnia fakt, że kolaboracja z wojskiem oraz policją stanowi dla plemiennej ludności Synaju niemałe ryzyko. Kilku Beduinów już przypłaciło to życiem, co ma być przestrogą dla pozostałych. Mało kto chce ryzykować, tym bardziej że przez kolejne dekady egipskie władze zaniedbywały Synaj.
Na Synaju zresztą się nie kończy, a trudny do penetrowania półwysep jest dla dżihadystów również bazą wypadową na zachodnią część Kanału Sueskiego – w głąb afrykańskiej części Egiptu. W sierpniu 2013 r. doszło do nieudanego zamachu na ministra spraw wewnętrznych Mohammeda Ibrahima. Atak miał miejsce w Kairze i był to pierwszy zamach bombowy z wykorzystaniem samochodu pułapki (poza Synajem), jaki odnotowano od początku 2011 r.
Do serii ataków – zorganizowanych zarówno poza półwyspem, jak i na Synaju – doszło też pod koniec zeszłego roku. 24 grudnia dżihadyści uderzyli w Mansurze. Terroryści z organizacji Ansar Bayt al-Maqdis są także odpowiedzialni za majowe zamachy w południowej części Synaju. W dwóch atakach zginęły trzy osoby, w tym dwóch mundurowych. Drugi z zamachów miał miejsce nieopodal popularnego kurortu Szarm el-Szejk, a jego celem byli turyści.

Wojna ekonomiczna

Ataki terrorystyczne na turystów, które – jak twierdzi Zack Gold – mogą w najbliższym czasie się nasilić, wynikają z czystej kalkulacji. Skoro sektor turystyczny wypracowuje 11% egipskiego PKB (niemal 30 mld dol., w 2010 r. – 13%), uderzenie w turystykę jest elementem wojny ekonomicznej, która ma osłabić państwo (czytaj reżim). W roku 2010 do Egiptu przyjechało 14 mln turystów, w 2013 r. – niespełna 11,5 mln. Różnice nie wydają się wielkie, świadczą jednak o pewnej tendencji. Podobną taktykę stosowano w pierwszej połowie lat 90., jednak wówczas okazała się mało skuteczna. Tym razem może być podobnie, co nie znaczy, że zagraniczni goście są teraz bezpieczni.
Gold uważa, że egipskie władze najpewniej wybiorą opcję siłowego, a nawet brutalnego rozwiązania kwestii terroryzmu na Synaju, co tak naprawdę będzie zamieceniem problemu pod dywan. Lepsze byłoby zacieśnienie współpracy ze społecznością lokalną, aby likwidować problemy rozwojowe na tym obszarze, co naturalnie pozbawiłoby dżihadystów poparcia.
Drugi wariant wymagałby czasu oraz kompleksowego, strategicznego podejścia, czyli czegoś, do czego egipskie władze przesiąknięte myśleniem militarystycznym nie przywykły. Wszystko wskazuje więc na to, że za jakiś czas, pięć lub dziesięć lat, problem terroryzmu znów odejdzie w przeszłość, choć jego przyczyny nie znikną. Najbliższa dekada może być jednak niespokojna, co nie wróży dobrze egipskiej turystyce. Wyrazy tęsknoty w obliczu wybuchających bomb to słaby argument.
Wydaje się zatem, że mimo najszczerszych chęci egipskie władze nie są w stanie zapewnić zagranicznym turystom należytej ochrony. Wycieczki do Egiptu wiążą się z ryzykiem, którego raczej nie warto podejmować. Alternatywą jest pozostawanie w kurortach (takich jak Hurgada), z których nie można będzie w pełni bezpiecznie udać się do atrakcji historycznych, jakie oferuje np. Luksor, nie wspominając o zabytkowych chrześcijańskich klasztorach na Synaju.

Autor jest doktorantem na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ oraz pracownikiem Centrum Badań Bliskowschodnich Instytutu Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych PAN. Zajmuje się procesami społeczno-gospodarczymi i politycznymi na Bliskim Wschodzie, ze szczególnym uwzględnieniem Egiptu. Publicysta portalu Mojeopinie.pl

Wydanie: 28/2014

Kategorie: Świat
Tagi: Michał Lipa

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy