Dziękuję, nie będę

Będąc kilka dni temu u znajomych, obejrzałem ich album rodzinny. Na pierwszej stronie zdjęcie zbiorowe z 1930 r., na którym stoi kilkunastu posiwiałych mężczyzn ubranych w mundury obwieszone medalami i najwybitniejszymi odznaczeniami otrzymanymi za powstanie styczniowe i walki o niepodległość kraju. Gospodarz oprowadzający po albumie tłumaczył mi, czym później zajmowali się w życiu. Budowali szkoły, wykładali na wyższych uczelniach, tworzyli urzędy i prawo, szukali najlepszych rozwiązań, żeby choć trochę pchnąć kraj do przodu. Żaden z nich niczego się nie dorobił, bo wszyscy żyli odbudowywaniem państwowości, niewiele myśląc o sobie. Taki był wtedy sznyt, mówiąc współczesnym językiem. Po II wojnie światowej tacy idealiści również byli w narodzie, może z innych pobudek, może na czym innym zależało, może za bardzo zawierzyli pustosłowiu, jakie nas zalewało, czego dowodem jest sekretarz propagandy komitetu powiatowego w Szczytnie, który przyszedł na otwarcie wystawy filatelistycznej żyjącej pod hasłem ZNACZEK UCZY, BAWI, WYCHOWUJE, obejrzał ją bardzo dokładnie, potem podszedł do zebranych i powiedział: – Wiecie, towarzysze, obejrzałem uważnie wszystkie znaczki i muszę przyznać, że mi się podobają, a szczególnie te radzieckie, bo są wyjątkowo kolorowe, ale wydaje mi się, że hasło wystawy jest niepełne. Ja bym je rozszerzył i napisał tak: ZNACZEK UCZY, BAWI, WYCHOWUJE

Cały tekst artykułu można przeczytać w elektronicznej wersji "Przeglądu", która jest dostępna dla posiadaczy e-prenumeraty lub subskrypcji cyfrowej.
Wydanie: 16/2003, 2003

Kategorie: Felietony