Dziewczyny na doping

Dziewczyny na doping

Kibice przychodzą na turniej, by popatrzeć na czirliderki, najładniejsze dziewczyny w okolicy Chcą być rozpoznawane i podziwiane. Mają rzesze fanów, którzy jeżdżą za nimi na wszystkie konkursy. Każdy facet chciałby się z nimi umówić, bo wiadomo, że czirliderki to najładniejsze dziewczyny w okolicy. Po każdym konkursie mają kilka propozycji randki. Niejeden zespół uratowały już przed spadkiem do niższej ligi. To dlatego, że kibice nie przychodzili na turniej, ale po to, żeby na nie popatrzeć. – W naszym mieście jesteśmy rozpoznawane właśnie dlatego, że tańczymy na meczach – mówią dziewczyny z zespołu Soltare z Olsztyna. Występują w czarnych dopasowanych spodniach i różowych bluzeczkach na ramiączkach. Do tego obowiązkowy mocny makijaż. – Idziemy ulicą albo jesteśmy w dyskotece i ktoś woła za nami, że nieźle wyglądałyśmy. Dla nas to duża przyjemność. Konkursów dla najlepszych zespołów zagrzewających jest w ciągu roku kilka. Teraz po raz pierwszy dziewczyny rywalizowały o puchar rektora Uniwersytetu Warszawskiego. A to już nie byle co. W finale znalazło się po sześć zespołów w każdej kategorii wiekowej. I jak w otoczeniu tylu ładnych dziewczyn wybrać najlepszy zespół? – Prosta sprawa – śmieje się Mikołaj Korzun, sędzia główny. – Mam za sobą ponad 500 turniejów tańca towarzyskiego i ponad 150 turniejów zagranicznych. A poza tym skończyłem 60 lat i już mało co mnie rusza poza ładnym tańcem. Do wygrania poza pucharem i dyplomem nie było nic. Ale liczył się prestiż. W Ameryce, kolebce czirlidingu, to właśnie na uniwersytetach można wytańczyć sobie największe kariery modelki czy aktorki. Pewnie dlatego, zdaniem polskich zagrzewaczek, najkrótsza droga do popularności ładnej dziewczyny biegnie przez pompony. Przed wielkim finałem – Miałem nadzieję, że będzie to turniej zespołów akademickich. Ale panny z uczelni nie bardzo chcą się bawić w takie rzeczy – mówi z lekkim wyrzutem Edward Krajewski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Cheerleaders. – Wszystko przez to, że na uczelniach obowiązuje punktacja. Dotyczy dwudziestu kilku konkurencji sportowych, a uczelnia za zajęcie odpowiedniej lokaty dostaje punkty. Czirlidingu nie ma w tej grupie. Mimo że to bardziej widowiskowa impreza niż na przykład aerobik. Winne są też niektóre kluby sportowe. Chciałyby, żeby na ich meczach występowały świetnie tańczące dziewczyny, ale nic w tym kierunku nie robią. Potem prezesi mnie pytają, dlaczego u nich występują dzieciaki, a nie kobiety. No to ja pytam pana prezesa, co on zrobił, żeby taka dziewczyna u niego wystąpiła. Porządkowy za to, że pozamiata parkiet, dostaje 150 zł. A dziewczynom za występ za bardzo nie chcą płacić. Same jeszcze do interesu dorzucają. Za występ w konkursie o puchar rektora też nic nie dostały. Tylko dopłaciły, bo trzeba było jeszcze uiścić startowe. Na pielęgniarkę, ochronę, wynajęcie sali. Dziewczyny startowały w dwóch kategoriach wiekowych: 14-16 lat i powyżej 16 lat. Stroje wymyśliły same, uszycie zostawiły krawcowej. Chociaż część strojów sprowadzają aż z Ameryki. Najwięcej czasu zajmuje przygotowanie układu. – Na taki pojedynczy, krótki potrzeba koło dwóch tygodni. Ale porządne wyćwiczenie układu konkursowego wymaga nawet pół roku. Choreografia do długiego układu powstaje partiami. Mamy zmiksowane różne rodzaje muzyki. Robimy najpierw wolniejsze elementy, potem szybsze. Na każdym treningu jakiś fragment – mówi Anna Borowik. Studiuje, ma 21 lat, a w warszawskim zespole K-12 tańczy siódmy rok. – Jeździmy na letnie obozy i tam robimy wszystkie trudniejsze układy i choreografie. Ewentualne poprawki wprowadzamy w czasie roku szkolnego – dodaje Ola Suchodolska z olsztyńskiego zespołu D’rove. – Zwykle mamy zajęcia dwa razy w tygodniu po półtorej, dwie godziny. Przed większymi zawodami spotykamy się częściej i treningi są intensywniejsze. Ile taki trening kosztuje wysiłku i kalorii? Nigdy się nad tym nie zastanawiały, choć na pewno sporo. Najpierw rozgrzewka, potem elementy jogi, trochę klasycznego tańca i potem ciągle powtórki. Dla każdej tancerki największym problemem są kolana. Dlatego sporo dziewczyn ćwiczy w ochraniaczach. Trzeba je tylko dopasować do stroju, żeby nie raziły. – Tyle lat już tańczymy, że poobijane bywamy rzadko. Ale na początku schodziłyśmy z parkietu całe obolałe. Bo trzeba było podskoczyć, upaść, zrobić szybki obrót i wszystkie kosteczki to potem odczuwały przez tydzień – śmieje się Ola Suchodolska. Czy dużo

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 02/2004, 2004

Kategorie: Obserwacje