Magister szuka pracy

Magister szuka pracy

Lepsze oferty są w szufladzie dla koleżanki. Kto nie ma znajomości, ten łapie się każdego zajęcia

– Kiedy szukałam pracy, wszyscy mówili, że nie mam doświadczenia. Raz nie było to konieczne, kiedy pani w firmie produkcji filmowej zaproponowała mi… poprowadzenie programu erotycznego – opowiada o swoich perypetiach Matylda, absolwentka lingwistyki stosowanej. – Agencje pośrednictwa to “kolesiolandia”. Chciałam nawet być sekretarką, bo od czegoś trzeba zacząć. Jednak panienki w agencji Elita KM powiedziały mi, że nie mam szans, bo nie wiem, jaki jest obieg papierów w biurze. Widocznie lepsze oferty leżały w szufladce dla koleżanki.
– Skończyłem biologię i za cholerę nie mogłem nic znaleźć – opowiada Sebastian. – Mieszkam w Kielcach. Sytuacja na rynku pracy? Pojawia się ogłoszenie, że potrzebują kogoś do rozwożenia gadżetów po sklepach. Myślałby kto, niespecjalnie pociągające zajęcie. A jednak na spotkaniu pojawia się 70 osób. Trzech szczęściarzy zostaje zatrudnionych. O etacie nie ma co marzyć.
Dla człowieka tuż po studiach znalezienie pracy to poważny problem. Szczególnie, jeśli nie posiada doświadczenia. Michał Rabikowski, rzecznik Krajowego Urzędu Pracy, potwierdza, że przeciętny polski absolwent jest o wiele mniej zaradny, mniej otwarty na zmiany i nie tak energiczny. Wiele osób nie ma pracy, ponieważ nie wie, jak jej szukać. Aby im ułatwić sytuację, wprowadzono program Absolwent. W powiatowych urzędach pracy organizuje się szkolenia: jak efektywnie szukać zatrudnienia, jak pisać życiorys i list motywacyjny, jak zachowywać się podczas rozmowy kwalifikacyjnej, czyli zwiększyć swoją “efektywność prozatrudnieniową”. W 1998 r. objęto takimi szkoleniami 160 tys. osób.

Przed rozpoczęciem
poszukiwań należy sprawdzić,
czy plany zawodowe
absolwenta
to tylko pobożne życzenia.

Można więc udać się do Urzędu Pracy, gdzie mieści się Informatorium. Tam, pod danym hasłem (np. elektronika), absolwent znajdzie zawody, jakie może wykonywać po ukończeniu wydziału. Ma to jednak luźny związek z rzeczywistością. Coraz większy jest rozdźwięk między tym, co absolwent studiuje, a wykonywanym przez niego zawodem.
Mówi Michał Rabikowski z KUP:
– Jeśli ktoś kończy takie studia jak afrykanistyka, to gratuluję pasji. Ale wtedy musi się liczyć z tym, że pracy będzie szukać w innej dziedzinie.
Małgorzata i Paweł, absolwenci archeologii:
– Jedyną szansą na wykopaliska są układy z inwestorami. Czasem przed rozpoczęciem budowy teren musi przeorać ekipa archeologiczna. Dla archeologów boom inwestycyjny to możliwość pracy w zawodzie. Często jedyna, bo na studia doktoranckie bardzo trudno się dostać, a w służbach konserwatorskich w całym kraju jest mniej niż 40 stanowisk. Moi znajomi pracują w całkiem innych branżach. Sprzedają odkurzacze, ubezpieczenia… Kto nie ma znajomości, ten łapie się każdego zajęcia.
Inaczej widzi to Mikołaj, absolwent filozofii: – Wielu moich znajomych z wydziału założyło prywatne firmy i nieźle sobie radzą – filozofia, wbrew pozorom, uczy pewnej dyscypliny myślenia, a to się przydaje w interesach.
Pracy można też szukać, wertując informatory, które ukazują się na rynku, takie jak “Profile: Polska. Katalog miejsc pracy dla absolwentów” Ośrodka Promocji Absolwentów przy SGH czy “Book of Lists” wydany przez Warsaw Business Journal. Absolwent znajdzie tu adresy różnych firm z całej Polski zatrudniających młodych ludzi. Jeżeli profesjonalnie podchodzi do sprawy, może wybrać firmy, które zasypie swoimi curriculum vitae i listami motywacyjnymi.
Michał, student V roku zarządzania, wysłał 40 takich listów. Przyszło 6 odpowiedzi.
– To prawidłowa proporcja. Gdybym dostał więcej, oznaczałoby to, że komuś ubliżyłem albo że jestem młodym Einsteinem. Gdyby było ich mniej, byłby to znak, że źle wybrałem firmy.

Wiosną albo jesienią
odbywają się targi pracy.
Coraz częściej to imprezy
ogólnokrajowe.

Dni Kariery, organizowane przez AIESEC od marca do maja, odbywają się w Toruniu, Łodzi, Trójmieście, Poznaniu, Krakowie, Szczecinie, Radomiu, Białymstoku, Lublinie, Katowicach, Wrocławiu, Warszawie. AIESEC wydaje specjalny informator, w którym można znaleźć opracowania i instrukcje, jak pisać c.v. i jak szukać pracy. Coraz więcej uczelni organizuje targi dla swoich absolwentów. W październiku, w budynku nowej biblioteki, odbędą się targi pracy dla tych, którzy skończyli UW.
Michał, przyszły absolwent, jest stałym bywalcem targów:
– Odwiedzających można podzielić na trzy “gatunki”: szperacze-zbieracze, ci, którzy wiedzą, czego chcą, i gapie. Ja jestem zbieraczem. Kolekcjonuję, co mi w ręce wpadnie, wynoszę tony makulatury, a w domu przeglądam i fabrykuję listy do wybranych firm. Taki, który wie, czego chce, wypełnia papiery przy stoisku upatrzonej firmy. A gapie potem będą płakać, że nie ma pracy. Na targach można zawsze znaleźć coś ciekawego, ale trzeba się pojawić pierwszego dnia, bo potem nie da się nawet pogadać z przedstawicielami.
Inną opinię o targach ma Lilka, która w zeszłym roku odwiedziła targi Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie:
– Podobno targi to lekcja aktywności dla studentów. W rzeczywistości wiele firm wystawia się tylko dla własnej reklamy i nie ma nic do zaoferowania.
Większość propozycji to stanowiska handlowe i ekonomiczne. Na pięćdziesiąt stanowisk jedno “zbiorcze” oferuje pracę filologom, historykom i kulturoznawcom. Czy rzeczywiście jest ich kilkadziesiąt razy mniej niż tych z wykształceniem ekonomicznym?
– Nie, ale cóż poradzić. Takie są realia rynku – rozkłada ręce Artur Kędzierski, który organizuje targi absolwentów UW.

Przedsiębiorczy absolwent
taszczy swoje dyplomy
do agencji pośrednictwa pracy.

Na temat ofert zdania są podzielone. Biuro Pośrednictwa Pracy dla Studentów w Warszawie miesięcznie otrzymuje zaledwie kilka ofert stałej pracy. Absolwentów zgłasza się 10 razy więcej. Oczywiście, najwięcej oferowanych stanowisk mają do wyboru ci z kierunków informatycznych i handlowych. Pojawiają się też propozycje etatów nauczycielskich w państwowych liceach i podstawówkach, ale absolwenci niechętnie idą do pracy w szkole. Jeśli ktoś nie ma doświadczenia i nie zna żadnego języka obcego, jego szanse spadają do zera.
Michał, absolwent zarządzania, na ofertę czekał rok. Ta, którą dostał, całkowicie odpowiada jego oczekiwaniom.
Mikołaj, kończący właśnie inżynierię produkcji, jest zdania, że dużo większe szanse na znalezienie pracy dają agencje w Internecie:
– Mają często większy zasięg. Wysłałem swoje dane do agencji Job Pilot, która dysponuje ofertami z całego świata. Czekam od miesiąca na odpowiedź. Ale jestem “cięższym przypadkiem”, bo właściwie nie mam doświadczenia zawodowego.

Co począć,
aby zdobyć
to nieszczęsne
doświadczenie
zawodowe?

Niektóre firmy, takie jak Procter & Gamble oraz Nestle, opracowały specjalne programy dla studentów i absolwentów. Wydają przewodniki dla studentów i oferują możliwość odbycia stażu. Jakub Pichola z działu Human Ressources w Nestle nadzoruje projekt stażu dla młodych:
– Mamy dwie propozycje. Jedna to udział w dyskusjach internetowych, gdzie omawia się tzw. kejsy, czyli sprawy, którymi zajmuje się firma. Dyskusje są monitorowane przez naszych menedżerów, którzy wybierają osoby najbardziej wartościowe. Druga oferta to program “Letnia praktyka w Nestle”. W zeszłym roku na takim stażu było u nas 21 osób z całej Polski. 7 z nich zostało w firmie. Dla Nestle to praktyka bardzo opłacalna. Doświadczenie nie jest dla nas aż tak istotne. Nasze produkty są skierowane do młodych ludzi, więc najlepiej, jeśli będą zajmowali się nimi właśnie oni.
Informacje i formularze zgłoszeniowe firma umieściła w Internecie. Tam też można wysłać informacje o sobie do banku danych.
Wśród firm przyjaznych studentom są też tzw. farbowane lisy, czyli szukające taniej siły roboczej do prostych prac biurowych. Jedna z warszawskich renomowanych firm mami studentów możliwością zdobycia doświadczenia i zatrudnieniem w przyszłości. Staż jest nieodpłatny, ale wiele przedsiębiorstw na Zachodzie stosuje podobne praktyki. Jednak u nas wkrótce okazuje się, że nie tylko pieniędzy nikt tu nie otrzyma, ale również nie zdobędzie doświadczenia. Praca stażysty ogranicza się do robienia prasówek i wysyłania faksów, a możliwości zatrudnienia się na stałe nie ma.
Ani ministerstwo, ani KUP nie planują żadnych programów optymalizacji kształcenia, brak również badań, jaki kierunek warto skończyć. Czyli, jak do tej pory, liczba miejsc na studiach nie będzie miała żadnego związku z realnymi potrzebami.
Dr hab. Wiesława Kuniszyn-Jóźkowiak opowiada o sytuacji na UMCS w Lublinie:
– Pracuję na wydziale fizyki. Moi absolwenci pochodzą często z małych miejscowości. Skutek jest taki, że magistrowie fizyki, z piątkami na dyplomie, siedzą w domu. Mamy mnóstwo pomysłów na nowe kierunki, które byłyby zgodne z potrzebami rynku pracy. Na przykład przyszłościowa jest fizyka medyczna. Szkoda, że szkoły wyższe nie otrzymują pieniędzy na reformowanie swoich wydziałów. Zwiększyła się liczba studiujących, ale ilość etatów w szkołach wyższych pozostała taka sama, ponieważ nie ma miejsca dla nowych pracowników naukowych. Czy Polska jest na tyle bogata, aby stać ją było na marnowanie młodych talentów?
Sytuacja na Zamojszczyźnie i w jej okolicach jest tragiczna. Na terenie Warmii i Mazur bezrobocie sięga 24%.
Pani Stanisława Borkowska z Instytutu Spraw Socjalnych mówi, że konieczna jest zmiana mentalności polskiego społeczeństwa:
– Oczywiście, koordynacja kierunków kształcenia, dostosowanie ich do potrzeb lokalnych rynków pracy to też bardzo ważne. Prognozowanie rynkowe dopiero się zaczyna – niedawno rząd przyjął pierwszą prognozę. Jednak w Polsce panuje nadal zasada: “Nauczyłem się i czekam”. Polacy zdesperowani krzyczą: “Chleba! ”. Jeszcze nie słyszałam żądania: “Kwalifikacji!”. Ludzie są bierni. Nikt nie wspiera aktywności i prywatnej przedsiębiorczości w Polsce.

Jasne jest, że o pracę
najłatwiej w Warszawie.

Rafał, zeszłoroczny absolwent Politechniki Warszawskiej, twierdzi, że nikt nie wraca w rodzinne strony, by szukać pracy. Rafał kończył lotnictwo na wydziale mechanicznym, elektroniki i lotnictwa Politechniki Warszawskiej, ale prestiż wydziału jest tak duży, że firmy chętnie przyjmują takich jak on.
W Warszawie jest najwięcej szkoleń i warsztatów dla osób szukających zatrudnienia. Centrum Kobiet na Żoliborzu organizuje tanie warsztaty dla bezrobotnych kobiet.
Ale i w stolicy jest coraz trudniej. W stolicy działa tzw. wielka piątka: Andersen Consulting, KPMG, Deloitte & Touche, Ernst Young i Price Waterhouse Cooper. Dotąd każda z tych firm zatrudniała rocznie ok. 80 nowych osób. Jednak liczba zatrudnianych będzie spadać.
Najmodniejsze wśród młodych branże, takie jak reklama czy public relations, do niedawna wchłaniały każdą ilość młodych ludzi. Jednak i one zdążyły się już “nasycić”.
– Firma potrzebowała 2 osób, a pojawiło się 350 – opowiada Damian, który zgłosił się do agencji reklamowej z ogłoszenia w prasie. – Naraz “załatwiano” po 40 osób: każdy miał minutę na zaprezentowanie się i minutę na zareklamowanie wylosowanego produktu. Rozmowa kwalifikacyjna przypominała występy małpy w cyrku.
Jedno z najnowszych pism wydane przez Infor “Kariera i praca” łączy w sobie cechy Informatorium i agencji pośrednictwa, informuje też o “zawodach przyszłości”.
Co pozostaje jako ostatnia deska ratunku? Magda, absolwentka krakowskiej turystyki, mówi:
– Zastosuję metodę “na głupa”. Podczas studiów, parę lat temu, po prostu poszłam do redakcji i powiedziałam, że nie mam doświadczenia, ale bardzo chcę u nich pracować. Chwyciło. Może teraz też mi się uda?

– Według danych GUS-u, w tym roku na rynku pracy pojawi się 180 tys. nowych osób po szkołach wyższych, którzy będą szukać posady.
– W 1999 roku, według danych Krajowego Urzędu Pracy, było 150 tys. bezrobotnych absolwentów.
– 58% bezrobotnych w Polsce to ludzie w wieku 24-34 lat.
– 60% młodych Polaków wierzy w moc znajomości, a blisko połowa szuka w ten sposób pracy.
– Tylko 18% absolwentów wykonuje pracę odpowiadającą wykształceniu.

Wydanie: 25/2000

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy