Dżin bałkański

Z GADZIEJ PERSPEKTYWY

W listopadzie zeszłego roku Skopje przypomniało senne, bałkańskie miasteczko. Stolicę kraju ciut za małego na wielkie, zagraniczne inwestycje. Odciętego od jugosłowiańskich rynków w wyniku wojen domowych. Chociaż Macedonia wyszła z Jugosławii bez starć zbrojnych, bez śmiertelnych ofiar.
Jeszcze w listopadzie zeszłego roku Macedonia była prymusem i wizytówką NATO i Unii Europejskiej. Patrzcie, Bałkany! Może istnieć kraj, gdzie zgodnie żyją dwie, wydawałoby się, odwiecznie antagonistyczne społeczności. Spokojni, dobrotliwi Macedończycy, Słowianie południowi, prawosławni i zamknięci, muzułmańscy, ale nieortodoksyjni, niekonfrontacyjni Albańczycy. Gdzieś tam obok, kilkadziesiąt kilometrów na zachód, w Kosowie toczy się śmiertelny bój między większością albańską a nie ustępującą serbską mniejszością. A tuż obok wzór Bałkanów. Państwo dwunarodowe, demokratyczne, ze wszystkimi instytucjami europejskimi. Z parlamentem, gdzie nie tylko jest reprezentacja mniejszości albańskiej, ale reprezentacja wielopartyjna. Zajmująca fotele w większości rządowej i grzejąca ławy opozycji. Kiedy oficjalnie, jako reprezentanci parlamentarnej grupy polsko-macedońskiej, pytaliśmy deputowanych albańskich o ideę Wielkiej Albanii, wszyscy, i ci rządowi, i ci z opozycji, odpowiadali, iż nie ma ona sensu. W czasie kolacji, im bliżej było deseru, tym bardziej Wielka Albania się przebijała.
Trasa naszej wizyty omijała skupiska albańskie. Nie udało się nam wpaść do Tetowa, gdzie jest przecudnej urody, błękitny meczet. Ale w Skopje, za rzeką, jest wielka albańska dzielnica, przypominająca XIX-wieczne bałkańskie miasteczka. Skopje, to jak twierdzą niektórzy nacjonaliści albańscy, największe miasto w zasięgu Wielkiej Albanii. Może przyszła stolica?
Albańscy partyzanci coraz bardziej przypominają afgańskich talibów. Kiedy byli potrzebni do poskromienia krnąbrnej Serbii, do usunięcia wrogiego reżimu Miloszevicia, mogli liczyć na międzynarodowe poparcie, na “inteligentne rakiety”, współczucie NATO, UE i całego świata. Byli ofiarą. Teraz ofiara nie chce przyjąć do wiadomości, że Europa nie zgodzi się na zmiany granic w tym regionie. Bo poruszenie granic Serbii i Macedonii od razu mogłoby wywołać roszczenia na granicy węgiersko-rumuńskiej, węgiersko-słowackiej, polsko-ukraińskiej czy polsko-niemieckiej.
Współczesna Europa nie zmienia już administracyjnych granic, lecz czyni je przepuszczalnymi. Tak jest w spornej kiedyś Alzacji, czy na pograniczu duńsko-niemieckim. Albańscy partyzanci patrzą na Bałkany XIX-wiecznymi kategoriami. Marzą o wskrzeszeniu mitycznej Wielkiej Albanii, podobnie jak bułgarscy nacjonaliści odwoływali się do Wielkiej Bułgarii, Serbowie – do swego historycznego mocarstwa. Pozostaje pytanie, kto poskromi wypuszczonych niczym dżin z butelki przez USA i NATO afgańskich ekstremistów?
Skoro nowy prezydent USA uważa, iż należy te problemy pozostawić Europejczykom. Skoro wojska KFOR nie chcą brać bałkańskiej lekcji, wojny partyzanckiej, gorszej niż w Wietnamie.
Najgorszym rozwiązaniem może być poskromienie albańskich partyzantów przez armię jugosłowiańską.
Przy wsparciu logistycznym i z powietrza sił NATO.

Wydanie: 13/2001

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy