Efekt Franciszka

Efekt Franciszka

Kiedy opadły emocje związane z wyborem, okazało się, że nie wiadomo, jakim będzie papieżem Zasadniczo życie papieża diametralnie różniło się od życia w ubóstwie, jakie postulował św. Franciszek. Papiestwo to pompa i ceremoniał, to buty z czerwonej skóry i aksamity lamowane gronostajem; to próby skrytobójstwa i pancerne samochody; to władza i potęga (…). Papież może sobie zrezygnować z limuzyny i jeździć autobusem, ale czy wolno mu odrzucać całą tradycję instytucji, którą przyszło mu rządzić? Jako kardynał Jorge Bergoglio otwarcie wyrażał swoją opinię na temat zbytków i luksusów tego świata: „Urząd kardynała to posługa, a nie nagroda, którą należałoby się przechwalać. Próżność, chęć popisania się to postawa, która sprowadza duchowość do wymiaru ziemskiego, a to najgorszy grzech, jaki można popełnić w Kościele […]. Przykładem, który często podaję, by zilustrować próżność, jest paw: spójrzcie na pawia – jest piękny, gdy patrzy się nań z przodu. Ale jeśli spojrzycie z tyłu, odkryjecie prawdę […]. Kto w swojej próżności skupia się na sobie, ten kryje w swoim wnętrzu ogromne nieszczęście”. Słowa te pochodzą z wywiadu udzielonego w lutym 2012 r. Teraz wydają się prorocze. Można łatwo odgadnąć, że owym pawiem jest papież lub Watykan, skrywający mroczne skandale dotyczące przestępstw seksualnych i zepsucie, o jakim donoszono w trakcie afery Vatileaks. Gdy dodatkowo przypomni się determinację św. Franciszka, który chciał odbudować Kościół, gdy ten popadł w ruinę, widać jak na dłoni, że po długim czasie Kościół dostał wreszcie szansę na poważną zmianę. Pozostawało jeszcze pytanie, jak na tę wieść zareagują pozostali mieszkańcy Watykanu. • Tamtej nocy w Watykanie panował uroczysty nastrój. Lały się łzy wzruszenia. Kiedy oszołomiony Franciszek zszedł z podium i został zaprowadzony do papieskiej limuzyny, która miała zawieźć go na kolację, po raz kolejny odmówił: oznajmił, że wolałby pojechać autokarem z innymi kardynałami: „Przyjechaliśmy razem i wrócimy razem”. (…) Przy uroczystej kolacji, do której podano lody oraz wino musujące, nowo wybrany papież żartował, wznosząc toast: „Niech Bóg wam wybaczy to, co uczyniliście”. Kardynał Dolan wspomina, że tamto stwierdzenie „rozbawiło wszystkich zebranych”. Kiedy goście udali się na spoczynek, Franciszek założył swoje zwykłe czarne spodnie i płaszcz, a jako że nie mógł zasnąć, zszedł na dół. Jak pisze w biografii i Franciszka Paul Vallely: „Watykańscy urzędnicy usłyszeli od nowego papieża zaskakujące pytanie, czy jest jakiś wolny samochód, bo chce się udać na przejażdżkę. Wezwano kierowcę i ten sam człowiek, który kilka godzin wcześniej mówił o sobie z naciskiem, że jest tylko biskupem Rzymu, teraz małym, niczym niewyróżniającym się samochodem przemierzał ulice miasta, przyglądając się świętującym tłumom”. Być może Franciszek miał wrażenie, że oto nadarza się ostatnia szansa, by udać się gdzieś niepostrzeżenie. Może chciał jeszcze raz poczuć się jak zwykły kardynał na ulicach Buenos Aires. A może był ciekaw, jak ludzie dają upust radości teraz, kiedy z miasta zniknęli już operatorzy kamer. Niezależnie od rzeczywistego powodu cieszył się ostatnimi godzinami wolności, jak przystało na człowieka, którego los jego poprzednik przyrównał do wyroku śmierci. Następnego ranka Franciszek obudził się dość wcześnie. Odmówiwszy modlitwy, udał się do bazyliki Matki Bożej Większej, by tam oddać hołd Maryi. Na miejscu czekały tłumy ludzi, ale nowy papież polecił ochronie, by nie broniono im wstępu do kaplicy wraz z nim. W drodze powrotnej do Watykanu papież poprosił o jeszcze jeden nieplanowany postój – tym razem w hostelu, w którym spędził dwa tygodnie przed konklawe. Odmówił, kiedy asystent zaproponował, że spakuje jego rzeczy, i wyjaśnił, że chciałby sam je pozbierać, a przy okazji podziękować personelowi hostelu za pomoc. W jeszcze większe zdziwienie wprawił obecnych, kiedy nalegał, że sam ureguluje swój rachunek, twierdząc, że kto jak kto, ale on „musi dawać dobry przykład”. (…) Wybór papieża Franciszka był sam w sobie nieomylnym znakiem, że większość kardynałów pragnie rzeczywistej reformy w Kościele. Franciszek dobrze o tym wiedział, a w słowach swojej pierwszej homilii zwracał się do tych, którzy oddali na niego głos, by potwierdzić, że usłyszał ich prośby. Żaden członek kurii ani żaden przedstawiciel starej gwardii z zachodniej Europy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 15/2019, 2019

Kategorie: Kościół