Krąg rozpusty

Krąg rozpusty

W Watykanie wśród duchownych w bliskim otoczeniu Jana Pawła II wierność ślubom czystości była rzadkością

W Watykanie nazywa się go Platinette i wszyscy podziwiają jego brawurę! – mówi mi Francesco Lepore. To przezwisko pochodzi od słynnej drag queen z włoskiej telewizji, lubującej się w platynowoblond perukach. (…) Pewien wpływowy dyplomata mówi mi o innym kardynale, który ma przezwisko La Mongolfiera. Skąd się wzięło? Podobno miał „imponujący wygląd, dużo pustki i mały udźwig”, wyjaśnia mój informator, kładąc nacisk na zarozumiałość i wyniosłość tej osoby (…).

Kardynałowie Platinette i La Mongolfiera mieli godzinę sławy w epoce Jana Pawła II, obydwaj pozostawali z nim zresztą w bliskich kontaktach. Stanowią część tego, co można by nazwać pierwszym kręgiem rozpusty wokół ojca świętego. Istnieją też inne kręgi wyuzdania skupiające praktykujących homoseksualistów, stojących jednak niżej w hierarchii. Wśród osób pozostających w bliskich kontaktach z Janem Pawłem II heteroseksualni hierarchowie są rzadkością, a jeszcze większą rzadkością jest wierność ślubowi czystości.

Tu przed dalszymi rozważaniami potrzebne jest jeszcze wyjaśnienie dotyczące ułomności kardynalskich, które ujawnię. (…) W moich oczach ci kardynałowie, ci biskupi, ci księża mają oczywiste prawo, aby mieć kochanków i pogłębiać swoje skłonności, nabyte lub wrodzone. (…) Jeśli zaś chodzi o prostytucję tak częstą w tej grupie, to we Włoszech jest ona legalna i wydaje się, że nieźle tolerowana przez prawo kanoniczne stosowane w eksterytorialnej stolicy apostolskiej. Można kwestionować jedynie ich niezgłębioną hipokryzję (…).

Chciałbym rozszyfrować ten równoległy świat i dokonać jego przeglądu w czasach Jana Pawła II. Do La Mongolfiery i Platinette jeszcze wrócę, muszę jednak zacząć od postaci Paula Marcinkusa, człowieka od finansów, tajnych misji i jednego z tych, którzy zarządzali Państwem Watykańskim w imieniu ojca świętego.

Mieszanka dyplomaty, ochroniarza, anglojęzycznego tłumacza, gracza w golfa, kuriera tajnych funduszy, spryciarza. Kiedy Karol Wojtyła zostaje Janem Pawłem II, amerykański arcybiskup Marcinkus ma już w Watykanie swoją długą historię. Marcinkus był jednym z tłumaczy Jana XXIII, potem bliskim człowiekiem Pawła VI (którego życie miał chronić podczas zamachu), zajmował też wiele stanowisk w nuncjaturach apostolskich. Potem zaczął spektakularną drogę na watykańskie szczyty.

Z jakichś tajemniczych powodów Marcinkus już od początków pontyfikatu staje się jednym z faworytów Jana Pawła II. Według wielu źródeł papież czuł szczere przywiązanie do tej kontrowersyjnej postaci. Marcinkus wkrótce staje więc na czele słynnego Banku Watykańskiego, który pod jego kierownictwem zostaje wplątany w niezliczone intrygi finansowe i kilka spektakularnych skandali. Włoskie organy sprawiedliwości oskarżały prałata o korupcję, ale on cały czas cieszył się immunitetem dyplomatycznym Watykanu. Podejrzewa się go nawet o podżeganie do zabójstw, w tym papieża Jana Pawła I, zmarłego w tajemniczych okolicznościach po zaledwie miesiącu pontyfikatu. Jednak pogłoski te nigdy nie zostały potwierdzone.

Homoseksualność Marcinkusa jest natomiast potwierdzona zupełnie wystarczająco. Około 10 prałatów z kurii, którzy bywali u Amerykanina, potwierdza, że był zapalonym łowcą przygód.

– Marcinkus był homoseksualistą, miał słabość do członków gwardii szwajcarskiej. (…) Pamiętam, że kiedyś spotykał się z pewnym gwardzistą i trwało to jakiś czas – potwierdza jedno z moich źródeł, osoba świecka pozostająca w bliskich stosunkach z arcybiskupem, wtedy i dziś pracująca w Watykanie.

Znany jest również związek Marcinkusa z pewnym szwajcarskim księdzem, który potwierdził to mojemu informatorowi. I nawet wtedy, kiedy był w areszcie domowym w Watykanie (z powodu oskarżeń ze strony włoskiego wymiaru sprawiedliwości), wciąż bezwstydnie podrywał. Potem na emeryturze wyjechał do Stanów Zjednoczonych, zabierając ze sobą swoje tajemnice. Zmarł w 2006 r. w Sun City, w luksusowym domu dla emerytów w Arizonie (…).

Oprócz kontrowersyjnego Marcinkusa w otoczeniu Jana Pawła II, wśród sekretarzy i urzędników, są jeszcze inni czynni homoseksualiści. Przede wszystkim irlandzki ksiądz John Magee, który był jednym z osobistych sekretarzy Pawła VI, potem krótko sekretarzem osobistym Jana Pawła I i pozostał przy Janie Pawle II. Gdy został biskupem diecezji Cloyne w Irlandii, uwikłał się w afery dotyczące molestowania seksualnego, które wstrząsnęły krajem. (…)

Inny pomocnik papieża, aktywnie praktykujący homoseksualista, to ksiądz, który na zmianę defrauduje pieniądze i bałamuci chłopców (pełnoletnich, o ile mi wiadomo). On też pali się do szwajcarskich gwardzistów i seminarzystów, które to ekstrawagancje dzieli z jednym z organizatorów podróży papieskich.

Doświadczył tego pewien młody seminarzysta z Bolonii; podczas kilku rozmów opowiada mi ze szczegółami o swojej niemiłej przygodzie. W czasie wizyty papieża w tym mieście we wrześniu 1997 r. dwóch z asystujących mu hierarchów odpowiedzialnych za jego podróże nalega na spotkanie z seminarzystami. Natychmiast namierzają w tej grupie młodego chłopca, pięknego blondyna, który wówczas ma 24 lata.

– Po prostu dokonali przeglądu i nagle wskazali na mnie. Powiedzieli: „Ty!”. Chcieli, żebym z nimi poszedł, i nie dawali mi już spokoju. Chcieli mnie widzieć cały czas. To była bardzo natarczywa technika podrywu – wyjaśnia mi były seminarzysta (…).

Podczas wizyty Jana Pawła II najbliżsi współpracownicy papieża lansują seminarzystę i na wszystkie sposoby rozpieszczają. Przedstawiają go papieżowi i trzykrotnie zapraszają na podium, żeby stał blisko niego.

– Zrozumiałem, że byli tutaj na łowach. Podrywali młodych ludzi, mnie, nawet bez żadnych środków ostrożności, czynili awanse. Pod koniec pobytu zaprosili, żebym ich odwiedził w Rzymie i zamieszkał u nich. Powiedzieli, że pokazaliby mi biuro papieża. Dobrze wiedziałem, czego po mnie oczekiwali. Nie odpowiedziałem na ich awanse. (…)

Zuchwałość nie zna granic. Dwaj wierni współpracownicy ojca świętego – arcybiskup, który jest jego doradcą, i bardzo ważny nuncjusz – również przeżywają swoją seksualność w oburzający sposób, sposób przekraczający możliwość pojmowania. Podobnie wygląda przypadek pewnego kolumbijskiego kardynała: ten „szatański doktor” na polecenie Jana Pawła II zajmuje się koordynowaniem watykańskiej polityki względem rodziny, a wieczorami oddaje się z oszałamiającą regularnością męskiej prostytucji.

W najbliższym otoczeniu papieża jest też niezwykłe trio biskupów – działają oni w grupie. Ale w tym miejscu muszę coś wtrącić. Jest to kolejny krąg rozwiązłości wokół papieża. W porównaniu z kardynałami i dostojnymi prałatami ci homoseksualni awanturnicy jego świątobliwości są zdecydowanie przeciętni, działają na zdecydowanie mniejszą skalę.

Pierwszy to arcybiskup, którego przedstawia się zawsze jako anioła w ludzkiej postaci i którego uroda wywołała wiele plotek. (…) W latach pontyfikatu Jana Pawła II pozostawał w bliskim otoczeniu kard. Sodana, ale papież też ogromnie go lubił. Jego skłonności potwierdziło mi wiele źródeł. Podobno został wydalony z dyplomacji watykańskiej, „kiedy zaskoczono go w łóżku z czarnoskórym mężczyzną” (wyjaśnia mi pewien ksiądz z sekretariatu stanu, który też spał kilka razy z opisywaną osobą).

Drugi biskup z bliskiego otoczenia Jana Pawła II odgrywa zasadniczą rolę w przygotowywaniu ceremonii papieskich. Pojawia się zresztą na zdjęciach u boku ojca świętego. Znany jest ze swych praktyk SM, powiada się, że ubrany w skórę odwiedzał gejowski klub Sfinx w Rzymie, teraz zamknięty. Słynne stało się w Watykanie powiedzenie na jego temat: Lace by day; leather by night (dzień w koronkach, noc w skórach).

Co do trzeciego biskupa uwodziciela, to opisuje się go jako szczególnie zdeprawowanego – kolekcjonuje afery finansowe i kolekcjonuje chłopców. Włoska prasa już dawno go namierzyła.

Ci trzej biskupi tworzą więc to, co można by nazwać drugim kręgiem rozwiązłości wokół Jana Pawła II. Nie zasiadają w lożach honorowych, są to raczej postaci z drugiego planu. Papież Franciszek, który zna tych kochasiów od dawna, postarał się oddalić ich z Watykanu, pozbawić purpury. Wszyscy są dziś „schowani w szafie” – dwudrzwiowej w pewnym sensie.

Tych trzech wtajemniczonych pełniło naprzemiennie funkcje rajfurów, lokajów, majordomów, szambelanów, mistrza ceremonii, mistrza ceremonii liturgicznych, kanonika czy wreszcie szefa protokołu Jana Pawła II. Chętni do pomocy, kiedy jest taka potrzeba, czasem oddają „usługi” najbardziej widocznym kardynałom, a przez resztę czasu uprawiają rozpustę na własne konto. (…)

Razem z Danielem, moim głównym włoskim researcherem, długo rozmawiałem z dwoma z owych trzech muszkieterów. Pierwszy z nich pozostał wierny swojemu wizerunkowi dżentelmena i wielkiego księcia. Z obawy, że przypadkiem sam się wyoutuje, cały czas się pilnował, choć jego homoseksualność nie pozostawia niemal żadnych wątpliwości. Drugi, którego spotkaliśmy kilkakrotnie w jednym z watykańskich pałaców w strefie „eksterytorialnej”, niesłychanie nas zdumiał. (…) Brzydki jak noc uwodził Danielego od pierwszej chwili, a mnie prawił najrozmaitsze komplementy, choć widział mnie po raz pierwszy. (…)

W gronie bliskich współpracowników Jana Pawła II postawa wobec seksualności i uwodzenia nie jest jednolita. O ile niektórzy kardynałowie i biskupi sporo ryzykują, o tyle inni zachowują szczególną ostrożność. Pewien francuski arcybiskup, potem kardynał, był – według słów jego byłego asystenta – w stałym związku z pastorem anglikańskim, potem z włoskim księdzem; inny włoski kardynał żyje ze swym partnerem, którego mi przedstawił jako „brata zmarłej siostry”, ale w Watykanie wszyscy – poczynając od gwardzistów, którzy mi o tym mówili – wiedzieli, jaka była natura ich związku. Trzeci, Amerykanin William Baum, którego obyczaje zostały ujawnione, żył również w Rzymie ze swym słynnym kochankiem, który był jednym z jego asystentów.

Kolejny kardynał z kręgu frankofońskiego, z którym spotykałem się kilkakrotnie, również z bliskiego otoczenia Jana Pawła II, znany jest z powodu szczególnego nałogu: jego technika polega na zapraszaniu seminarzystów albo studentów Papieskiej Akademii na obiad, a potem pod pretekstem zmęczenia na wspólną sjestę. Kardynał kładł się na łóżku bez uprzedzenia i bez słowa; miał nadzieję, że młody nowicjusz do niego dołączy. (…)

Inni wpływowi księża z otoczenia Jana Pawła II mieli skłonności homoseksualne, ale byli bardziej dyskretni. (…)

Powróćmy jednak do pierwszego „kręgu rozpusty”, którego jądro stanowili kardynałowie La Mongolfiera i Platinette, a wokół grawitowały inne gwiazdy. Przy tych wielkich diwach następne kręgi i inni poboczni kardynałowie prezentują się nadzwyczaj blado.

O ich „garsonadach” opowiadali mi ich asystenci, współpracownicy, a także współbracia w kardynalstwie. Rozmawiałem nawet z Platinette w stolicy apostolskiej i mogę poświadczyć jego brawurę: chwycił mnie za rękę, po czym długo i zdecydowanie ściskał przedramię, nie puszczając ani na chwilę. Nie posunął się jednak dalej. (…) W każdym razie kardynałowie La Mongolfiera i Platinette, do których dołączył wkrótce pewien biskup – jego pseudonim miłosiernie pominę – są trójką stałych klientów rzymskich męskich prostytutek, z którymi zabawiają się w czworokąt.

Czy La Mongolfiera i Platinette dużo ryzykują, prowadząc tak rozwiązłe życie? Można by tak myśleć. Tymczasem jako kardynałów chroni ich immunitet dyplomatyczny, a poza tym jako przyjaciele papieża i jego ministrowie cieszą się szczególnymi względami na najwyższych szczeblach Watykanu. Zresztą któż może ich wydać? To czasy, gdy afery seksualne jeszcze nie zapaskudziły Watykanu: prasa włoska rzadko pisze na te tematy, świadkowie milczą, życie prywatne kardynałów jest wciąż nienaruszalne. Jeśli chodzi o media społecznościowe, to one jeszcze nie istnieją, zmienią przekaz medialny dopiero po śmierci Jana Pawła II. (…) W tamtym czasie wystarczał jednak dobry kamuflaż.

Aby uniknąć plotek, La Mongolfiera i Platinette stosują jednak pewne środki ostrożności: wymyślają skomplikowany system wyszukiwania męskich prostytutek przez potrójny filtr. Oni sami zgłaszają swoje potrzeby do „dżentelmena Jego Świątobliwości”, mężczyzny świeckiego, żonatego, prawdopodobnie heteroseksualnego, który w przeciwieństwie do swych zleceniodawców miał inne priorytety niż homoseksualizm. Macza palce w wielu wątpliwych pakietach finansowych, a to, czego potrzebuje w zamian za oddawane usługi, to przede wszystkim solidne poparcie na szczycie kurii i wizytówki.

Za znaczną rekompensatę „dżentelmen Jego Świątobliwości” kontaktuje się z innym pośrednikiem o pseudonimie Negretto, śpiewakiem z Nigerii, przez lata członkiem chóru watykańskiego, który z czasem stworzył wielką siatkę seminarzystów gejów, escort boyów i męskich zagranicznych prostytutek. To prawdziwy system rosyjskich babuszek znajdujących się jedna w drugiej, bo Negretto kontaktuje się z trzecim pośrednikiem, który służy mu jako przekaźnik i naganiacz. Werbuje się zewsząd, np. imigrantów, którzy potrzebują zezwolenia na pobyt: „dżentelmen Jego Świątobliwości” obiecuje interweniować w sprawie papierów, jeśli okażą „zrozumienie” (wykorzystuję tu informacje pochodzące z protokołów spisanych z podsłuchów telefonicznych założonych przez włoską policję, a dołączonych do akt procesu, który toczył się w wyniku tej afery).

„Dżentelmeński” system działał przez kilka lat pontyfikatu Jana Pawła II i na początku pontyfikatu Benedykta XVI. Zaopatrywał nie tylko kardynałów La Mongolfierę i Platinette oraz ich przyjaciela biskupa, ale też jeszcze jednego hierarchę (którego nazwiska nie udało mi się poznać).

Ostatnie etapy całej tej akcji miały się rozgrywać poza Watykanem w kilku rezydencjach, w tym w willi z basenem, w luksusowych apartamentach w centrum Rzymu, a według dwóch świadków także w rezydencji papieża w Castel Gandolfo. (…)

Według kilku źródeł newralgicznym punktem w działaniu tej siatki luksusowych escort boyów jest sposób płacenia. Kardynałowie nie tylko korzystają z męskiej prostytucji, żeby zaspokoić swoje libido; nie tylko są homoseksualistami w życiu prywatnym, podczas gdy publicznie obnoszą się z ostrą homofobią, ale także urządzają się w ten sposób, żeby nie płacić swoim żigolakom z własnych środków! Na wynagrodzenia dla pośredników i dla luksusowych escort boyów – różnych w różnych momentach – czerpią bowiem z kasy watykańskiej. I to niemało (do 2 tys. euro za wieczór, według informacji zebranych przez włoską policję podczas badania tej sprawy). Niektórzy duchowni z Watykanu dysponujący ogromną wiedzą o tej sprawie znaleźli nawet ironiczne przezwisko dla tych prałacich kutw: „ATM-Priests” („księża bankomaty”).

Włoski wymiar sprawiedliwości położył wreszcie kres tej spółdzielni usług erotycznych, choć doszło do tego w sposób przypadkowy – z powodu zatrzymania kilku uczestników tego procederu wmieszanych w poważne afery korupcyjne. Zatrzymano również dwóch pośredników, zidentyfikowanych dzięki podsłuchom telefonicznym, które włoska policja założyła na linii „dżentelmena Jego Świątobliwości”. Siatka została więc rozbita, włoska policja poznała jej zasięg, ale nie mogła posunąć się dalej ani oskarżyć głównych zleceniodawców, kardynałów La Mongolfiera i Platinette, korzystali bowiem z watykańskiego immunitetu. (…)

Pominę szczegółowe opisy wyczynów tych kardynałów, według policyjnych podsłuchów były one naprawdę nowatorskie. W rozmowach z pośrednikami używają szyfru. Mówią o escort boyach jako o „dokumentach” i o „sytuacjach”. Pośrednicy posłusznie proponują odpowiednie kandydatury, zmienia się jedynie wzrost i waga. Oto fragmenty rozmów (z akt sprawy):

– Więcej nie ma potrzeby mówić. Ma dwa metry wzrostu, odpowiednią wagę i 33 lata.

– Mam sytuację w Neapolu… Nie wiem, jak to powiedzieć, ale naprawdę tej okazji nie można pominąć… 32 lata, metr dziewięćdziesiąt trzy wzrostu, jest piękny.

– Mam sytuację kubańską…

– Przyjechałem z Niemiec z pewnym Niemcem.

– Mam dwóch czarnoskórych.

– X ma chorwackiego przyjaciela, który chciałby się spotkać, jeśli to możliwe.

– Mam futbolistę.

– Mam jednego z Abruzji…

Zdarza się, że w tych rozmowach można usłyszeć i o Chrystusie, i o viagrze, co jest dobrym podsumowaniem całej sprawy.

Po długotrwałym procesie i kilku odwołaniach nasz „dżentelmen” został skazany za korupcję, chór watykański rozwiązano, a Negretto mieszka obecnie w pewnej kościelnej rezydencji poza granicami Włoch, gdzie – jak się wydaje – w zamian za milczenie otrzymuje pewne wsparcie finansowe. (…)

Oczywiście owi duchowni są dziś w opozycji wobec papieża Franciszka, ostro krytykują jego wypowiedzi przychylne homoseksualistom i wzywają do ściślejszego przestrzegania cnoty czystości – oni, którzy w tak niewielkim stopniu ją praktykowali.

Afery finansowe i obyczajowe w Watykanie, często ściśle ze sobą powiązane, są więc w Sodomie kluczowe. Kardynał Raffaele Farina, jeden z najlepszych znawców owych skandali, pierwszy naprowadził mnie na ślad tych powiązań. Podczas dwóch długich rozmów, które odbyliśmy w jego mieszkaniu w Watykanie w obecności mojego włoskiego researchera Daniele, Farina mówił o tych nieprawdopodobnych konszachtach. Kardynał oczywiście nie podał żadnych nazwisk, ale wiedzieliśmy, on i ja, do kogo robił aluzję, podkreślając, że w Watykanie uwielbienie dla chłopców idzie w parze z uwielbieniem dla złotego cielca.

Wyjaśnienia naszkicowane przez Farinę, a potwierdzone przez kilku innych kardynałów, biskupów i ekspertów watykańskich są ilustracją socjologicznych reguł Sodomy. Bardzo liczną obecność homoseksualistów w łonie kurii rzymskiej można wyjaśnić przede wszystkim faktem, że wielu z nich tkwi również w samym centrum intryg finansowych. Do tego trzeba dodać, że utrzymywanie relacji erotycznych w środowisku tak zamkniętym i kontrolowanym, otoczonym przez szwajcarskich gwardzistów, żandarmerię i ludzkie gadanie wymaga niezwykłej ostrożności. Prowadzi to do czterech rozwiązań: pierwsze to monogamia, i ci, którzy ją pielęgnują, wiodą dużo spokojniejsze życie. Za to życie homoseksualistów, którzy nie są w stałym związku, jest bardziej skomplikowane. Możliwe są dla nich trzy opcje: podróże, aby zyskać swobodę seksualną (jest to najlepsze wyjście, wybierane często przez nuncjuszy i urzędników sekretariatu stanu), odwiedzanie wyspecjalizowanych komercyjnych barów albo korzystanie z zewnętrznych usług męskich prostytutek. W każdym z tych trzech przypadków potrzebne są pieniądze, tymczasem wynagrodzenie księży oscyluje wokół 1-1,5 tys. euro miesięcznie, często z wliczonym w to służbowym mieszkaniem i wyżywieniem, co zdecydowanie nie wystarcza na zaspokojenie wszelkich skomplikowanych pragnień. Księża i biskupi watykańscy są ubodzy, mówi się o nich, że to „nędzarze, którzy żyją jak książęta”. Podwójne życie homoseksualisty w Watykanie pociąga więc za sobą bardzo ścisłą kontrolę własnego życia prywatnego, otaczanie go szczelną zasłoną tajemnicy, ale też potrzebę pieniędzy – stąd więc przymus kamuflażu i kłamstwa. To wyjaśnia niebezpieczne związki między pieniędzmi i seksem, narastanie afer finansowych i intryg homoseksualnych, a także kręgów rozpusty, jakie rozrosły się za czasów Jana Pawła II w mieście, które stało się synonimem korupcji.

Fragment książki Frédérica Martela Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie, przekład Anastazja Dwulit, Elżbieta Derelkowska, Jagna Wisz, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2019

Fot. ABACA/East News

Wydanie: 19/2019

Kategorie: Kościół

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy