Episkopat twierdzą autorytaryzmu

Episkopat twierdzą autorytaryzmu

Polscy biskupi, strasząc posłów karami kościelnymi, muszą się liczyć z dezaprobatą wielu katolików

Zastanawiając się na łamach Przeglądu nad dziedzictwem Jana Pawła II, pisałem o zagubieniu polskich biskupów, wskazując przyjętą przez nich postawę wyczekującą wobec rozpoczętego 13 marca 2013 r. pontyfikatu papieża Franciszka. Chciałbym tę myśl nieco rozwinąć i skorygować. Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, że wyczekiwanie nie jest bynajmniej bierne. Wprost przeciwnie, jest bardzo aktywne, przynajmniej jeśli chodzi o zaangażowanie polityczne. Czasem przybiera ono formy wręcz kuriozalne.

Groźby wobec prezydenta

Wspomnę dwa takie przypadki sprzed kilku miesięcy. Oba dotyczą kluczowych dla polskiego prawodawstwa momentów. Pierwszy – podpisania przez prezydenta Bronisława Komorowskiego ustawy o ratyfikacji konwencji o przemocy, drugi – opracowywanej przez parlament ustawy o zapłodnieniu in vitro. Na szczęście prezydent ustawę chroniącą ofiary przemocy podpisał, a rząd nie tylko przyjął ustawę o zapłodnieniu in vitro, ale również zapewnił, że procedura będzie dostępna nie tylko dla małżeństw. Niektórzy prorokują, że zarówno prezydent, jak i ministrowie obecnego rządu automatycznie zostaną ekskomunikowani, czyli po prostu wykluczeni z Kościoła katolickiego. Jednak tak zapewne się nie stanie, gdyż polscy biskupi są pragmatyczni i wiedzą, że za daleko posunąć się nie mogą. Być może działa też lęk przed Watykanem, który w obu sprawach nie jest aż tak radykalny, więc nasi hierarchowie mogliby się narazić na reprymendy.

Niemniej jednak warto przypomnieć główne tezy listu otwartego bp. Ignacego Deca do prezydenta Komorowskiego z 9 lutego. Nie chodzi tu o prywatny list jednego z biskupów, bp Dec jest nie tylko ordynariuszem diecezji świdnickiej, ale też przewodniczącym Rady ds. Apostolstwa Świeckich Konferencji Episkopatu Polski. Odpowiada on za kontakty „ze światem”, toteż jego głos jest głosem jak najbardziej oficjalnym i zabrzmiał w imieniu wszystkich biskupów. Co ważne, list został napisany trzy dni po przyjęciu przez Sejm uchwały otwierającej drogę do ratyfikacji Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Ta zaś bardzo niepokoi bp. Deca. Pisze on bowiem: „Ratyfikacja tego dokumentu i wprowadzenie jego postanowień w życie rodzinne i społeczne stanowi wielkie zagrożenie dla wartości naturalnych i ogólnoludzkich, przede wszystkim uderza w instytucję małżeństwa i rodziny”.

Powołuje się także na ustalenia tajemniczych „środowisk naukowych i społecznych poczuwających się do odpowiedzialności za przyszłość Polski”. Zdaniem bp. Deca, „wszystko wskazuje na to, że ustawa została przyjęta nie w wyniku merytorycznej, rozumnej oceny, ale jakiegoś ukrytego dyktatu”. Ten „ukryty dyktat” jest pouczający, bo zawiera jednoznaczną sugestię, że polski Sejm, zamiast być suwerennym, ulega tajemniczym, bliżej nieokreślonym siłom. Następnie autor listu odwołuje się do katolickiej tożsamości prezydenta: „Jest Pan katolikiem od chwili chrztu, a zwolennikiem określonej partii od pewnego czasu. Partie i rządy przemijają, a słowo Boga trwa na wieki (Ps 119,89; Iz 40,8), słowo, którego aktualnie strzeże Kościół, którego Pan jest członkiem”. Mówiąc wprost, biskup sugeruje, że doraźny interes polityczny powinien ustąpić przed prawdami wiecznymi, które biskup i jego koledzy w Episkopacie właściwie odczytali. Szczególnie kuriozalne jest odwołanie się do Dziejów Apostolskich i zapisanych tam słów Piotra Apostoła. Jak wiadomo, kontekstem był tu konflikt między zwolennikami Jezusa a tymi, którzy nie uznawali go za Mesjasza. Dec, przywołując te słowa w kontekście politycznym, jednoznacznie sugeruje, że prezydent Polski jest prześladowany przez polski Sejm, ale jako wierny syn Kościoła nie powinien się poddać, tylko strzec wiary, stąd prośba: „Prosimy o niepodpisywanie aktu ratyfikacji”. Wzmocniona zresztą modlitwą, by „Pan Prezydent stał zawsze po stronie prawdy i prawdziwego dobra Narodu”.

Pomijam kompletny brak rozeznania biskupów w treści inkryminowanego dokumentu i w jego głównym celu – ochronie ofiar przemocy. Najważniejsza jest zastosowana retoryka, w której prośba właściwie ma charakter ukrytej groźby: jesteś katolikiem i jeśli podpiszesz ten dokument, twój katolicyzm stanie się wątpliwy i właściwie będziesz wrogiem Kościoła. Jeszcze bardziej zdumiewające są jednak argumentacja i posługiwanie się tekstem biblijnym do uzasadnienia własnego stanowiska. Pomijam osobliwe stwierdzenie, że „rządy przemijają, a słowo Boga trwa na wieki”, które z równym uzasadnieniem można zastosować do religii i Kościołów, w tym Kościoła katolickiego w Polsce. O wiele bardziej zaskakuje przywołanie konfliktu pierwszych wyznawców Jezusa z Nazaretu z władzami żydowskimi. Sugestia jest oczywista: to my, Kościół, jesteśmy prześladowani przez wrogie nam władze i ty jako katolik, przypadkowo pełniący funkcję prezydenta tego kraju, stajesz po stronie wrogów i zwalczasz Kościół Chrystusowy. Taka aktualizacja tekstów biblijnych nie wystawia najlepszego świadectwa bp. Decowi, profesorowi teologii. Mówiąc wprost – po prostu go ośmiesza.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 20/2015

Kategorie: Kościół

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy