Europa traci cierpliwość

Europa traci cierpliwość

Widać jednak, że Unii znudziło się już zaciskanie zębów, gdy izraelskie buldożery rozjeżdżają ufundowane przez nią zabudowania, bo ostatnio zaczęła protestować. Wcześniej wolała poszukać nowych pieniędzy na namiot, który tymczasowo posłuży palestyńskiej rodzinie za dom. Albo na zbiornik na wodę, gdy ofiarą buldożerów padły palestyńskie studnie lub starożytne cysterny. Unijni dyplomaci w Jerozolimie komentują sarkastycznie, że Unia to wielka i bardzo droga zamrażarka, utrzymująca status quo na palestyńskich terytoriach okupowanych. Wobec pogarszającej się systematycznie sytuacji Palestyńczyków ma zazwyczaj jedną odpowiedź: odkręca kurek z pieniędzmi.

Wydaje się, że czarę przelała kolejna wojna w Strefie Gazy. Unia pomogła ją odbudować już dwa razy. Teraz ma to zrobić po raz trzeci i wcale nie ma na to chęci bez gwarancji, że za dwa lata Izrael znowu nie zbombarduje tej małej enklawy wciśniętej między Egipt i Morze Śródziemne. Około 80% jej mieszkańców to uchodźcy wygnani ze swoich wiosek i miast na terenach, które zajął Izrael. Większość jest uzależniona od zagranicznej pomocy, bo siedmioletnia izraelska blokada Gazy doprowadziła jej mieszkańców na skraj katastrofy humanitarnej. Są odcięci od Zachodniego Brzegu – do Gazy trudno wjechać, jeszcze trudniej z niej wyjechać. Dramatycznie sytuację pogorszyły ostatnie bombardowania – zginęło w nich blisko 2200 osób, w większości palestyńskich cywilów. 100 tys. osób zostało bez dachu nad głową, całe dzielnice zrównano z ziemią. Na Bliskim Wschodzie zaczęła się właśnie zima, więc deszcze powodują powodzie na gazańskich ulicach. Nie działa kanalizacja, a prądu wciąż brakuje, bo Izrael zbombardował i tak ledwo działającą w Gazie infrastrukturę.

Jeszcze dobrze kurz nie opadł po izraelskich bombardowaniach Strefy Gazy, gdy w październiku Szwecja została pierwszym zachodnim państwem i 134. krajem świata, który uznał Palestynę. Izrael zareagował oburzeniem.

– Szwedzki rząd musi zrozumieć, że stosunki na Bliskim Wschodzie są bardziej skomplikowane niż składanie w domu mebli z Ikei – powiedział wtedy izraelski minister spraw zagranicznych, Awigdor Lieberman. Po Szwecji parlamenty kolejnych europejskich krajów wezwały swoje rządy do podobnego gestu. Następny ma być Parlament Europejski.

Palestyńczycy grożą

To nie pierwszy raz, gdy Palestyńczycy, straciwszy nadzieję na to, że po izraelskiej stronie są partnerzy do negocjacji, podjęli próbę wyzwolenia się spod okupacji przez szukanie uznania państwowości na scenie międzynarodowej. Najpierw w 1988 r. Jasir Arafat ogłosił powstanie państwa palestyńskiego; Palestynę uznało wówczas około 100 krajów, w tym blok radziecki z Polską włącznie.

Palestyńczycy ponownie zwrócili się do społeczności międzynarodowej o uznanie swojego państwa, gdy pod koniec 2010 r. fiaskiem zakończyła się kolejna runda negocjacji. Izrael odmówił wtedy zaprzestania rozbudowy żydowskich osiedli na terytoriach palestyńskich. Z wypowiedzi palestyńskich polityków przebijała nadzieja na to, że uznanie ich kraju poprawi ich pozycję negocjacyjną. W tej chwili bowiem palestyński prezydent nie może nawet przyjechać na negocjacje do Jerozolimy bez izraelskiego pozwolenia. Palestyńczycy nie sprawują kontroli nad swoimi zasobami, granicami, polityką celną i fiskalną ani nad przestrzenią powietrzną. Gdy jesienią 2011 r. UNESCO przyjęło Palestynę w poczet członków, Izrael „za karę” nie przekazał Palestyńczykom podatków z ceł, które zbiera w imieniu władz Autonomii.

Gdy jesienią 2011 r. Abbas groził, że zwróci się do ONZ z wnioskiem o przyjęcie Palestyny w poczet państw członkowskich, nikt się nie spodziewał, że trzy lata później europejskie kraje zainteresują się pomysłem. Palestyńska ulica nie wiązała z nim specjalnych nadziei. Pierwsi spanikowali izraelscy osadnicy mieszkający na Zachodnim Brzegu. Zaczęli obawiać się, że nagle staną się mieszkańcami Palestyny. Radykalne skrzydło ruchu osadniczego zaczęło atakować palestyńskie wioski. Palestyńczycy próbowali się wtedy organizować, z meczetów zamiast wezwania do modlitwy, płynęły ogłoszenia: w wiosce pojawili się osadnicy, mają broń, potrzebna pomoc. Cała wieś ruszała na pole, by przegonić intruzów. W wiosce Qusra, na północy Zachodniego Brzegu doszło do kilku takich incydentów, osadnik postrzelił jednego z rolników i jego syna. Kilka dni później, tuż przed przemową Abbasa na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ, w trakcie kolejnego najścia osadników jeden z mieszkańców Qusry został zabity.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 50/2014

Kategorie: Świat

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy