Kongo – piekło kobiet

Kongo – piekło kobiet

Szokująca przemoc w afrykańskim jądrze ciemności

Kobiety padają ofiarą niewyobrażalnych okrucieństw. Są gwałcone, okaleczane i zmuszane do kanibalizmu, umierają na skutek tortur i uszkodzeń genitaliów.
Taki horror rozgrywa się w prowincji Południowe Kivu wielkiego afrykańskiego państwa, Demokratycznej Republika Konga. Specjalna wysłanniczka ONZ, Yakin Ertürk, która przez trzy tygodnie badała sytuację w ogarniętym chaosem regionie, twierdzi, że w całej swej karierze nie widziała takiego koszmaru.
Od początku roku zarejestrowano w Południowym Kivu 4,5 tys. przypadków przemocy seksualnej. Ale to tylko niewielka część popełnionych zbrodni. Zazwyczaj ofiary żyją w trudno dostępnych obszarach lub boją się zgłaszać na policję. Wiele kobiet traci życie w wyniku napadów, a martwi nie składają skarg.
Prawdziwe polowania na kobiety urządzają rebelianci z ugrupowania FDLR (Demokratyczne Siły Wyzwolenia Rwandy), którzy schronili się w Południowym Kivu. Bojówkarze z FDLR palą całe wioski, mordują mężów na oczach żon. Kobiety zmuszane są do zjadania ekskrementów lub nawet ciał swoich zabitych bliskich. Powszechne gwałty są narzędziem terroru. Zgwałconym ofiarom napastnicy często okaleczają organy rodne. Do szpitala Panzi w Bukavu na granicy z Rwandą trafia co roku 3,5 tys. Kongijek z poważnymi obrażeniami genitaliów. 10-letnia dziewczynka Janet opowiada, że została uprowadzona wraz z rodzicami, a potem okaleczona kijem. Tylko szybka operacja uratowała jej życie. Rebelianci często porywają kobiety, które zmieniają

w niewolnice seksualne.

Po pewnym czasie uprowadzone ofiary są gwałcone i zabijane. Do ulubionych praktyk sprawców należy gwałcenie żon na oczach mężów. Ci ostatni zazwyczaj odtrącają później „pohańbione” kobiety.
Niekiedy mężczyźni pod groźbą wymierzonych karabinów są zmuszani do gwałcenia własnych żon lub córek.
Niebezpieczeństwo zagraża także ze strony policjantów i żołnierzy armii rządowej. Jak ocenia Yakin Ertürk, co piąty akt przemocy wobec kobiet popełniany jest przez funkcjonariuszy aparatu państwowego. Kiedy władze w Kinszasie wysłały batalion z Północnego do Południowego Kivu, żołnierze nie dostali żywności ani pieniędzy. Maszerowali pieszo, po drodze siali terror i łupili wioski, co spowodowało masową ucieczkę ludności. W Demokratycznej Republice Konga stacjonuje 16 tys. żołnierzy sił pokojowych ONZ. Błękitne hełmy często jednak starają się uniknąć sytuacji, z których mogą wyniknąć kłopoty. Setki żołnierzy pełniących służbę pod flagą ONZ w tym afrykańskim kraju zostało oskarżonych o seksualne wykorzystywanie kobiet. Pod koniec lipca br. Manfred Nowak, specjalny sprawozdawca Narodów Zjednoczonych, rejestrujący przypadki tortur w świecie, zażądał, aby oddziały wojskowe kierowane do misji pokojowych wybierać znacznie staranniej.
W ubiegłym roku skompromitował się batalion pakistański, gdy okazało się, że jego żołnierze za złoto sprzedawali broń przywódcom rebeliantów, noszącym malownicze pseudonimy Kung Fu i Dragon (Smok). Przedsiębiorczy Pakistańczycy zorganizowali prawdziwy międzynarodowy handel, wciągając do tego procederu oficerów armii kongijskiej oraz indyjskich kupców zamieszkałych w Kenii. Rebelianci mieli dostęp do bogatych złóż złota i diamentów, toteż wkrótce po każdej konfiskacie ich broni znów pojawiali się uzbrojeni po zęby i mogli bez przeszkód terroryzować kraj.
Właśnie

nieprzebrane zasoby surowców

naturalnych są przekleństwem Konga. Od razu po uzyskaniu niepodległości rebelianci podjęli próbę oderwania bogatej w kopaliny prowincji Katanga. Potem władzę przechwycił płk Mobutu Sese Seko, który zaprowadził system przerażającej korupcji i łupił kraj przez 32 lata. W 1997 r. Mobutu wreszcie został obalony przez bunt, na czele którego stał Laurent Kabila. Ale od razu wybuchł potworny konflikt, nazwany przez komentatorów afrykańską wojną światową (1998-2003). Antyrządowi rebelianci uzyskali poparcie Rwandy i Ugandy. Po stronie Kabili opowiedziały się Angola, Namibia i Zimbabwe. Wszystkie te państwa były zainteresowane przedłużaniem konfliktu, który umożliwiał im rabunkową eksploatację kongijskich kopalń. Wojna pochłonęła 2 mln ofiar. Do większości zgonów doprowadziły choroby i głód. Zanim udało się zakończyć wojnę, kongijska gospodarka i infrastruktura zostały zrujnowane. W ubiegłym roku w Kongu odbyły się wybory parlamentarne, co może się wydać symbolem stabilizacji. Ale władze wciąż nie mają kontroli nad wieloma obszarami, a urzędnicy uważają akty przemocy wobec kobiet za niemal normalne. W nielicznych przypadkach sądy nakazały władzom wypłacenie odszkodowań ofiarom przestępstw seksualnych, popełnionych przez policjantów lub żołnierzy. Do tej pory nie wypłacono ani centyma.

 

Wydanie: 33/2007

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy