Europejska solidarność na przykładzie Mazowsza

Europejska solidarność na przykładzie Mazowsza

To, jak będzie wyglądać nasze najbliższe otoczenie: drogi, pociągi, parki, w znacznym stopniu zależy od tego, ile pieniędzy otrzymają polskie regiony w ramach unijnej polityki spójności. W 2014 r. zacznie funkcjonować nowy siedmioletni budżet Unii Europejskiej. To, jak będzie wyglądał, decyduje się już dzisiaj. Aby przybliżyć samorządowcom, działaczom społecznym i zwykłym obywatelom, jak ważne kwestie decydują się dzisiaj w Parlamencie Europejskim, zaprosiłem do Warszawy delegację posłów z grupy socjalistycznej (S&D) pracujących na co dzień w Komisji Rozwoju Regionalnego.
Wybór stolicy Mazowsza nie był przypadkowy. To właśnie rozwój tego regionu stoi na ostrzu noża. Do tej pory na największe wsparcie w ramach polityki spójności mogły liczyć w Unii Europejskiej regiony o PKB niższym niż 75% średniego unijnego. Utrzymanie tej zasady byłoby bardzo złą wiadomością dla Warszawy i Mazowsza, gdyż PKB Mazowsza wynosi obecnie ok. 86% średniego unijnego. Zachowanie dotychczasowych zasad oznaczałoby dla Warszawy i Mazowsza zakręcenie kurka z pieniędzmi na rozwój.
Wiadomo – statystyki zawyża Warszawa, a reszta Mazowsza nadal jest regionem potrzebującym dużych środków na inwestycje. Zresztą każdy warszawiak ma świadomość, że i w stolicy jest wiele do zrobienia: dokończenie obwodnic i rozbudowa II linii metra to tylko najpilniejsze inwestycje. Po drugie, po wejściu do UE Rumunii i Bułgarii doszło do obniżenia średniego unijnego PKB i wirtualnego „wzbogacenia się” polskich regionów. Wreszcie po trzecie, Mazowsze będzie musiało w tym roku oddać blisko 628 mln zł janosikowego. Niestety, unijna metodologia nie dostrzega tego transferu.
Problem dostrzegli natomiast socjaliści pracujący w Komisji Rozwoju Regionalnego. W czasie prac nad tzw. Raportem Piepera udało się nam wprowadzić do jego treści kategorię tzw. regionów przejściowych, których PKB na mieszkańca wynosi pomiędzy 75% a 90% PKB UE. Regiony te – w tym Mazowsze – nadal będą mogły liczyć na stosunkowo duże wsparcie w ramach polityki spójności. W przyjętych przez Parlament Europejski Wieloletnich Ramach Finansowych również znalazła się kategoria regionów przejściowych.
W niektórych publikacjach prasowych ten sukces przypisano europosłom Europejskiej Partii Ludowej (w tym PO i PSL). To co najmniej nieporozumienie. Frakcja ta podzieliła się na pół podczas głosowania nad poprawką dotyczącą regionów przejściowych. Połowa głosowała za rozwiązaniem korzystnym dla Warszawy i Mazowsza, połowa przeciw. Jednocześnie aż 90% posłów grupy socjalistycznej – drugiej co do wielkości w PE – głosowało za regionami przejściowymi. To głos socjalistów okazał się najistotniejszy. A argumenty europosłów SLD – jak pokazują wyniki głosowań – najbardziej przekonujące. Na marginesie można wspomnieć, że polityczny lobbing posłów PiS i PJN był jeszcze mniej skuteczny niż ich kolegów z PO i PSL. Zdecydowana większość konserwatystów głosowała przeciwko regionom przejściowym. Do korzystnego dla Warszawy i Mazowsza głosowania udało się namówić tylko sześciu kolegów z grupy konserwatywnej. Nie od dziś wiadomo, że brytyjscy konserwatyści nie są skorzy do popierania „Europy solidarnej”.

Autor jest deputowanym do Parlamentu Europejskiego wybranym z listy SLD-UP

 

DEREK VAUGHAN (Wielka Brytania): Zadaniem europejskiej lewicy jest obrona funduszy strukturalnych przed zakusami prawicy. Brytyjscy konserwatyści najchętniej zlikwidowaliby politykę spójności. Celem minimum są dla nich daleko idące cięcia. To bardzo krótkowzroczna polityka. Na polityce spójności zyskują nie tylko regiony w Europie Wschodniej, ale również Walia, z której pochodzę i którą reprezentuję w Parlamencie Europejskim.

MOJCA KLEVA (Słowenia): Cieszę się, że to polska prezydencja będzie prowadziła debatę nad polityką spójności po 2013 r. Polska jest silnym adwokatem państw, których regiony nadrabiają zapóźnienie rozwojowe. Z drugiej strony szkoda, że ze względu na wybory w Polsce najważniejsze decyzje w sprawie polityki spójności zapadną zapewne już po zakończeniu polskiej prezydencji.

CONSTANZE KREHL (Niemcy): Fundusze strukturalne są w rzeczywistości inwestycją antykryzysową. Naszym celem jest minimalizowanie różnic w rozwoju różnych regionów Europy. Wspieranie zarówno obszarów wiejskich, jak i metropolii. Stąd propozycja regionów przejściowych, na której skorzystają m.in. Warszawa i Mazowsze.

VICTOR BOSTINARU (Rumunia): Prawica na kryzys proponuje tylko cięcia oraz wprowadzenie odpłatności za usługi publiczne takie jak edukacja czy służba zdrowia. Lewica proponuje solidarność między bogatymi a biednymi. Zarówno na poziomie regionów, jak i państw oraz całej Europy. Fundusze strukturalne są wielkim impulsem rozwojowym. Ich wykorzystywania Rumunia uczy się właśnie od Polski.

Wydanie: 27/2011

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy