Edukacja etyczna non-fiction

Edukacja etyczna non-fiction

Publiczna debata nad wprowadzeniem etyki do szkół naznaczona jest nie tylko hipokryzją, lecz także bezsilnością Debaty fikcyjne i bezsilne Siła demokracji przejawia się w tym, że społeczeństwo otwarcie i swobodnie szuka porozumienia co do wspólnych priorytetów, słabością demokracji jest partyjny system przekładania woli społecznej na decyzje polityczne. Dlatego publiczna debata nad wprowadzeniem etyki do szkół naznaczona jest nie tylko hipokryzją, jak zauważył Jan Hartman („Polityka”, 29.01.2011), lecz także bezsilnością. Jest to też debata monolog z przeciwnikiem domniemanym – bo kto z czystym sumieniem przyzna, że niesamodzielny, powierzchowny osąd moralny i niezdolność rozumowania w obliczu codziennych sytuacji, nieuchronnych, nagłych, wymagających odpowiedzialności, są dla człowieka dobrodziejstwem? Kto nie zdaje sobie sprawy z tego, że ignorancja i nieudolność rodzą bezsilność, a bezsilność to zaproszenie „lepiej wiedzących”, wszelkiej maści autorytetów, demagogów i dyktatorów do wyręczania innych w decyzjach, do manipulowania cudzymi umysłami i kontrolowania czyichś osobistych wyborów i odpowiedzialności, gdzie – nie wiedzieć czemu – większość ludzi uważa się za ekspertów? „Nie wiem, kto potrafi chronić społeczeństwo od przemocy lepiej niż sami obywatele: a jeśli ktoś uważa, że są zbyt niedouczeni, aby umieć sprawować kontrolę nad sobą, to lekarstwem na to nie jest odebranie im tej kontroli, lecz wzmacnianie u nich tej umiejętności przez (wy)kształcenie” (Thomas Jefferson). W jałowe dysputy nad „tak-czy-nie” dla lekcji etyki wolą się nie wdawać nauczyciele, zmęczeni własną bezsilnością i obarczeni odpowiedzialnością za systemowe nieprzygotowanie oświaty do współpracy z kolejnym już pokoleniem dzieci rewolucji społecznej, kulturalnej i moralnej, jaka przetoczyła się przez Europę Środkową w ostatnich dwóch dekadach. Pomni własnych, studenckich doświadczeń nie ufają zanadto akademikom przymierzającym się do kształcenia nauczycieli etyki. Jak zauważył Hartman, niedbale, pospiesznie i książkowo wyedukowana kadra nauczycielska nie jest nikomu potrzebna. Tylko wysokie standardy kształcenia mogą sprawić, że nauczyciele etyki wniosą do powszechnej edukacji nową jakość – chodzi o jakość ludzką i międzyludzką. Jak powiedział Herder, niezależnie od tego, ile człowiek wie i jaką zdobywa profesję czy pozycję, pozostaje zawsze i nade wszystko człowiekiem – istotą żyjącą pośród ludzi, zasługującą na szacunek i zrozumienie, współdziałającą z innymi dla własnego i wspólnego dobra. Bycie człowiekiem jest przywilejem, ponieważ człowiek wyposażony jest w zdolności poznawcze, emocjonalne, moralne i społeczne, jakich nie mają inne żywe istoty. Ale jest to też wyzwaniem – wyzwaniem dla ludzkiej cywilizacji, a zwłaszcza edukacji – ponieważ wspomniane zdolności nie są wrodzone w gotowej, jednakowej dla wszystkich postaci, lecz należy je umiejętnie wzmacniać, rozwijać i doskonalić. Skoro bycie dobrym lekarzem czy sprawnym sportowcem wymaga określonego rodzaju poznania i ćwiczenia odpowiednich umiejętności, to dlaczego poznania i ćwiczenia nie miałaby wymagać umiejętność osądu moralnego czy wspólnego rozwiązywania problemów społecznych bez użycia przemocy, za to z użyciem tych racji etycznych, które ludzie powszechnie uważają za najważniejsze: sprawiedliwości, wzajemnego szacunku, autonomii, uczciwości, solidarności społecznej itd.? Liczne pilotażowe lekcje etyki w szkołach podstawowych i średnich pokazują, że te wartości i racje są powszechnie deklarowane przez młodych ludzi. Największym deficytem edukacyjnym jest za to umiejętność ich praktycznego stosowania w codziennym życiu. Wobec tego każdy, „kto podejmuje się uczyć tego przedmiotu (etyki), musi dać rękojmię swojej intelektualnej wolności i niezależności” (Hartman) w imię normatywnej obfitości i różnorodności, od których nie ma już dzisiaj odwrotu i z którymi młodzi ludzie sobie jeszcze nie radzą. Zamiast posądzać młodzież o brak wartości, w ramach edukacji trzeba jej zaoferować dogodne warunki stymulujące umiejętność indywidualnej i zbiorowej refleksji etycznej, poszanowania odmiennych racji i poszukiwania wspólnych rozwiązań ponad różnicami, by sprawniej włączać ludzi do życia społecznego, ekonomicznego i demokratycznego. Fikcje rodem ze szkolnych realiów Rozmawiając z nauczycielami i pedagogami, słyszymy, że skoro młodzi ludzie „znają” określone wartości i powinności, a mimo to postępują czy zachowują się inaczej, to chodzi o „trudny charakter” i „trudną młodzież”, która najwyraźniej zapomina o wartościach i powinnościach. Tymczasem młodzież jest najczęściej zmęczona i poirytowana monotonnym przypominaniem o rzeczach, które już są jej dobrze znane. Wpajanie wiedzy już posiadanej nie jest szczególnie efektywne. O wiele skuteczniejsze jest ćwiczenie umiejętności samodzielnego budowania sądów i decyzji etycznych – a ponieważ mówimy o ćwiczeniu, powinno być ono wolne

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 10/2011, 2011

Kategorie: Opinie
Tagi: Ewa Nowak