Ewangelia według Gibsonów

Ewangelia według Gibsonów

„Pasja” wywoła antyżydowskie rozruchy?

Ci, którzy zdołali obejrzeć jedną z wersji „Pasji Chrystusa”, są skłonni przychylić się do poglądu, że do grona ewangelistów – Mateusza, Marka, Łukasza i Jana – mają silną ambicję dołączyć także Hutton i Mel. Ojciec i syn: Gibsonowie.
Na 25 lutego zaplanowano premierę filmu w USA i drugiej ojczyźnie Gibsonów – Australii. W obu tych krajach są zaś dwa miejsca, gdzie prezentację obrazu przeżywa się w sposób specjalny. To Tangambalanga w australijskiej prowincji Victoria oraz kalifornijskie Malibu, duchowa kolebka religijnej wspólnoty tradycjonalistów katolickich o nazwie Święta Rodzina (Holly Family), której założycielem jest 85-letni były kleryk, emerytowany kolejarz, „pogromca” papieży Jana XXIII, Pawła VI, Jana Pawła I i Jana Pawła II, których legalność wyboru kwestionuje, Hutton Gibson. Zbieżność nazwiska jest nieprzypadkowa. Mel to jego syn. Oficjalnie stojący na czele Świętej Rodziny, fundator jej wartego 5 mln dol. kościoła – kwatery głównej w Malibu.
W archidiecezji nowojorskiej parafie zbiorowo wykupują bilety na „Pasję”, by całymi wspólnotami przeżywać mękę Chrystusa. Nowojorscy Żydzi oczekują na premierę z trudno ukrywanym niepokojem. Mieszkaniec chasydzkiej dzielnicy Crown Heights, Shlomo Bialik, polski Żyd po trzech obozach koncentracyjnych, przewiduje nawet rozruchy antyżydowskie.

Papież Hutton

Hutton Gibson przybył do Australii w 1968 r. z jedenaściorgiem dzieci, z których 12-letni Mel był szóstym. Chciał uchronić synów przed powołaniem do Wietnamu i zapewnić rodzinie lepsze warunki życiowe. Zintensyfikował działalność religijną, krytykując Kościół za „zdradę”, jakiej ten dopuścił się podczas Soboru Watykańskiego II za sprawą antykatolików, masonów i Żydów przebranych za kardynałów. Zwalczał przede wszystkim nową liturgię w językach narodowych i msze odprawiane przez kapłanów twarzą do wiernych. U niego odprawia się wyłącznie po łacinie i twarzą do ołtarza. Ze względu na zaciekłą krytykę Watykanu wyrażaną w kolejnych książkach i manieryczne pouczanie papieży nazywany jest ironicznie papieżem Huttonem, Pope Hutton. Nie szczędzi ironii papieżowi Polakowi, mówiąc o nim garrulous Karolus, gadatliwy Karolek. Stawia także pytanie, czy papież jest… katolikiem. Gibson znany jest też ze swego antysemityzmu. Uważa m.in., że Holokaust został sfabrykowany dla celów propagandowo-roszczeniowych. Hołduje spiskowej teorii dziejów, odrzucając m.in. odpowiedzialność bin Ladena za ataki z 11 września 2001 r., które urządzili… sami Amerykanie.
Mel Gibson to w dużej mierze produkt mentalny ojca i religijnego guru. Nie kryje zresztą swego podziwu dla niego i wpływu, jaki miał na jego formowanie.

Ikona z celuloidu

Do tworzenia swego obrazu Mel Gibson użył własnej firmy producenckiej o nazwie Icon Entertainment. Ikona męki Chrystusa malowana przez Gibsonowski Icon wydaje się starannie zaplanowana. Mel Gibson bowiem kontrolował proces powstawania „Pasji” od konstruowania scenariusza poprzez casting i reżyserowanie po finansowanie produkcji i jej marketing.
Arno Lipsky, znawca Hollywood: – Celowym zabiegiem formalnym, mającym „obiektywizować” przekaz w oczach widza, czynić go pochodzącym jakby „nie z tego świata”, jest udźwiękowienie w wersji aramejskiej i łacińskiej, językach Pisma Świętego. Odbiorca, mając do czynienia z „zewnętrznością” obrazu i swoistym odgrodzeniem językowym, ma zostać porażony jego autentyzmem, a zatem prawdą. Efekt taki budowany był przez stulecia m.in. w liturgii Kościoła poprzez mszę po łacinie, co zmieniło Vaticanum II, czyniąc ją bliższą wiernym. U Gibsona sytuacja widza ma być „łacińska”…
Gibsonowski casting zrealizowany przez Shailę Rubin zdaje się odzwierciedlać tę opinię. W obsadzie nie ma żadnej supergwiazdy, która mogłaby swym dorobkiem determinować odtwarzaną rolę. Meksykanin James Caviezel w tytułowej kreacji jest aktorem o ugruntowanym dorobku, znanym m.in. z roli hrabiego Monte Christo (z Dagmarą Dominczyk u boku), ale nikt nie będzie się zastanawiał, na ile Chrystus jest caviezelowski. Krytyka mówi raczej, że to najbardziej semicki w typie urody Jezus z Hollywoodu, zrywający z tradycją niebieskookich brodatych blondynów. Pozostałą obsadę dobrano według podobnego klucza: bez wielkich nazwisk i głównie z Włoch. Marię gra Maia Morgenstern, Marię Magdalenę Monica Bellucci, Kajfasza Mattia Sbragia, a Judasza – Luca Lionello.
Dwie ważne role powierzono Bułgarom. Poncjusza Piłata gra Christo Naumow Szopow, a Jana Apostoła – Christo Żiwkow.
Kiedy Gibson zdecydował się na Caviezela, mówiło się, że rolę Marii Magdaleny może zagrać robiąca interesującą karierę, wychowana na nowojorskim Greenpoincie kielczanka Dagmara Dominczyk. Caviezel był pełen podziwu dla Polki w roli jego filmowej narzeczonej i ponoć polecał Dagmarę Gibsonowi. „Argumentem” miały być także polskie pochodzenie (ukłon wobec papieża) i południowy typ urody Dagmary (ukłon w stronę tradycji). Ile w tym prawdy, nie udało się zweryfikować.
Prawdą jest natomiast, że jedynym polskim akcentem obsadowym jest rówieśnik Gibsona, 48-letni Romuald Andrzej Kłos, aktor od lat występujący we Włoszech. Niestety, w diametralnie różnej od Magdaleny roli oprawcy Jezusa, kierującego pracą biczowników.
Zespół ten wykonał profesjonalną robotę. Trzy kreacje wyrastają ponad pozostałe. Jest to przede wszystkim James Caviezel, który notabene grał Zbawiciela w chrystusowym wieku – 33 lat. Zrealizował wizję naturalistycznego uczłowieczenia męki Jezusa. Przejmującą grozą bestialstwa tortur bez mistycznych transcendencji.
Cierpi człowiek, a widz razem z nim, w narastającym przerażeniu i sprzeciwie. Nie ma cienia wątpliwości, że inspiratorem i motorem tego nieludzkiego cierpienia jest Kajfasz. W filmie ponury psychopatyczny zbir, opętany nienawiścią do Jezusa psującego mu idyllę z rzymskim namiestnikiem Piłatem. Ten ostatni zaś to subtelny i wrażliwy mąż stanu, żywiący sympatię do Chrystusa, ale niemogący mu pomóc ze względu na bezwzględne realia polityki wyznaczane układem przedstawiciela Rzymu z żydowskim arcykapłanem. Mord polityczny ma być ceną spokoju politycznego.
Kajfasz jest entuzjastą tej opcji, Piłat – rozdartym przyzwalającym. Kibicuje rozfanatyzowana żydowska tłuszcza.

Mateusz 27:25

Od początku realizacji wiadomo było, że o wyrazie „Pasji” w wielkiej mierze zadecyduje sposób interpretacji biblijnego problemu określanego przez religijnych Żydów skrótowo: M 27:25. Chodzi o Ewangelię Świętego Mateusza w części 27 i wersecie 25.
W relacji Ewangelisty lud żydowski po wydaniu Jezusa na śmierć i umyciu rąk przez Piłata, dystansującego się od krwi, która będzie przelana, deklaruje: „Krew jego na nas i na dzieci nasze”. I tak bierze na siebie „narodową odpowiedzialność” za bogobójstwo. Dla Żyda jest to największa niegodziwość doznana od chrześcijan, a jej autor stał się wzorcem antysemityzmu. Sobór Watykański II, kategorycznie dystansując się od obarczania narodu żydowskiego winą i uznając takie interpretacje za antykatolickie, dał jasne wskazanie dla wiernych. Jednak Święta Rodzina Gibsonów uznaje Vaticanum II za żydowsko-masońską dywersję. W filmie nie znajdzie się śladów zrównoważonego oglądu sytuacji rozgrywającej się w Jerozolimie. Wina sprawców pojmania Jezusa i jego oprawców jest oczywista.
Już po zapoznaniu się ze scenariuszem „Pasji”, Liga Przeciw Zniesławianiu (ADL) wyraziła obawy, iż zawiera on elementy „mogące fałszować historię oraz dostarczać paliwa wszystkim, którzy nienawidzą Żydów. ADL zaproponowała Konferencji Biskupów Amerykańskich (USCCB) powołanie wspólnego międzyreligijnego komitetu, który wypracowałby jednolite stanowisko teologiczne wobec filmu i wspólnie z producentem przedyskutował, co można zrobić, aby uniknąć wywołania niepotrzebnych konfliktów. Takie ośmioosobowe ciało złożone z teologów katolickich i żydowskich pracowało dyskretnie, bez nadawania rozgłosu sprawie, najprawdopodobniej pod cichym patronatem Watykanu. Problemy zaczęły się, kiedy informacja o komitecie przedostała się do mediów. USCCB ustami swego rzecznika Marka Chopko zdystansowała się od dialogu i konkluzji już wypracowanych. A konkluzje były jednoznaczne. Ks. prof. John T. Pawlikowski z Chicago, jeden z katolickich liderów dialogu z judaizmem w USA, nie owijał w bawełnę i oświadczył, że w jednomyślnej opinii komitetu, scenariusz filmu „pozostaje w sprzeczności z katolicką nauką o Żydach i śmierci Chrystusa”. Zrobiło się zamieszanie, a rzecznik Konferencji Biskupów Amerykańskich zakomunikował, że USCCB nie będzie zajmować stanowiska w kwestii filmu, który nie wszedł na ekrany.
Mel Gibson z kolei oświadczył, że zarzucanie mu antysemityzmu jest nieporozumieniem, ponieważ jako katolik nie może żywić negatywnych uczuć do starszych braci w wierze, zaś jako filmowiec hollywoodzki od lat współpracuje i utrzymuje kontakty z Żydami i bardzo ich ceni. Kiedy film pokazano na pierwszych zamkniętych projekcjach, doszło do kolejnych polemik pomiędzy kierującym ADL Abrahamem Foxmanem a reżyserem „Pasji”. Zaprotestowały środowiska żydowskie. Domagano się przede wszystkim usunięcia sceny M 27:25. „New York Times” przyniósł informację, że Gibson zdecydował się zrezygnować z niej w ostatecznej wersji filmu. Negatywnie odpowiedział jednak na apel Foxmana o dodanie do napisów końcowych „post scriptum”, w którym reżyser zwraca się do widzów, „aby nie pozwolili filmowi wzbudzić w niektórych z nich pasji nienawiści”. W specjalnym wywiadzie udzielonym sieci ABC na tydzień przed premierą Mel Gibson emocjonalnie bronił „Pasji” i kategorycznie odpierał zarzuty antyżydowskiego wydźwięku filmu.

Gra papieżem…

Gibson zdaje się tworzyć wrażenie, że przedstawiona przezeń wizja męki Pańskiej jest tak porażająca w swej prawdzie, że uległ jej nawet zwalczany przez jego ojca Jan Paweł II.
U progu Bożego Narodzenia 2003 r. Peggy Noonan z „Wall Street Journal” poinformowała, że po pokazie „Pasji Chrystusa” Ojciec Święty miał powiedzieć: „Jest tak, jak było”. Dziennikarce opowiedział historię jeden z producentów „Pasji”, Steven McEveety, któremu z kolei miał o tym powiedzieć papieski sekretarz, abp Stanisław Dziwisz. Słów niemal identycznych: „Tells it, like it is” miał użyć po obejrzeniu filmu ojciec reżysera, papież Hutton. Sprawę szybko nagłośniono w celach promocyjno-marketingowych.
Papieskie „imprimatur” było szeroko komentowane w świecie. Jakież było zdziwienie, kiedy agencja Catholic News Service przyniosła oświadczenie abp. Dziwisza, że papież nie wygłaszał jakichkolwiek ocen i komentarzy na temat filmu Gibsona, zostawiając to ekspertom filmowym. Przytaczanie zatem rzekomych wypowiedzi Jana Pawła II nie jest w żaden sposób uprawnione. Zareagował na to Allan Nierob, rzecznik Mela Gibsona, oświadczając, że jest w posiadaniu e-maila od Joaquina Navarro-Vallsa, rzecznika papieskiego, który potwierdza „wypowiedź” Ojca Świętego. Sama Peggy Noonan, nie mogąc najwyraźniej ochłonąć z wrażenia, powiedziała, że gdyby McEveety istotnie cytował Dziwisza, który nic mu nie mówił na temat reakcji papieża, to jest to niedopuszczalne nadużycie.
Na dementi Dziwisza natychmiast zareagowała Anti Defamation League. Abraham Foxman uznał za „bardzo krzepiący” fakt, że Jan Paweł II, światowy lider dialogu chrześcijańsko-żydowskiego, nie popiera filmu odbiegającego od ducha tego dialogu. Dodał, że rzekome poparcie papieskie wydawało się środowiskom żydowskim nieprawdopodobne.
Próba grania papieżem najwyraźniej się nie powiodła. Foxman wyraził jednak nadzieję, że papież i biskupi zdystansują się od obrazu Mela Gibsona.

Ecce homo…

Mówi amerykański rabin, znany ze swego przyjaznego, dialogowego nastawienia do katolicyzmu, admirator papieża Polaka: – Oglądałem film na zamkniętym pokazie. Jest scena, kiedy Piłat wskazuje na umęczonego, zakrwawionego Jezusa i po łacinie zwraca się do tłumu: „Ecce homo… Ujrzyjcie człowieka”. Kajfasz po aramejsku domaga się: „Ukrzyżować go!”. Piłat po łacinie: „Czyż to jednak nie wystarczy?!”. Tłum wtedy zaczyna wykrzykiwać po aramejsku: „Nie! Nie! Nie!”. Przyznam, że zdrętwiałem. Ekspozycja dobra i zła ze wskazaniem palcem, gdzie jest jedno, a gdzie drugie, była porażająca. Siedzący obok mnie amerykański przyjaciel, protestant, nachylił się do mnie i powiedział: „Przepraszam cię”. I to mnie przeraziło jeszcze bardziej. Jeżeli dzieje się coś takiego, to ten film dzieli i dzielić będzie. Mam nadzieję, że nie po to został zrobiony…
Premiera „Pasji Chrystusa” ma o dwa dni wyprzedzić publikację raportu dotyczącego przestępstw seksualnych wobec nieletnich, jakich dopuścili się w USA księża rzymskokatoliccy. Raport został przygotowany na zamówienie Konferencji Biskupów Amerykańskich i jest elementem kampanii samooczyszczania Kościoła i budowania nowego wizerunku. Nie ulega wątpliwości, że Gibson ze swoim dziełem jest dla tej kampanii bezcenny.
Korespondencja z Nowego Jorku

 

 

Wydanie: 9/2004

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy