Fiat: katastrofa zapowiedziana

Fiat: katastrofa zapowiedziana

Fiat zwalnia 1500 osób. Wszyscy są oburzeni postawą włoskiego koncernu, tyle że było o tym wiadomo od dawna

Przełom 2009 i 2010 r. Produkcja samochodów w skali świata spadła o 12%. Koncerny motoryzacyjne, które wcześniej postawiły na globalną ekspansję, nagle przypomniały sobie o narodowych korzeniach. Jak trwoga, to do państwa, niech państwo pomoże. Tak było z bankami i tak było z koncernami motoryzacyjnymi – dyrekcja Fiata rozpoczęła negocjacje z włoskim rządem. Coś za coś. Będzie rządowe wsparcie, masowe cięcie praw pracowniczych – nawet niezgodne z włoskim kodeksem pracy (Fiat wycofa się ze związku pracodawców, aby omijać układy zbiorowe), a w zamian koncern przeniesie produkcję nowego modelu pandy pod Neapol, do Pomigliano d’Arco. W tym czasie Tychy świętują – w 2009 r. z taśm tyskiej fabryki Fiata zjechało 606 tys. samochodów, absolutny rekord w historii zakładu. Połowa z nich to właśnie pandy. W efekcie ustaleń Fiata z włoskim rządem wiadomo już jednak było, że produkcja pandy w Polsce ma się zakończyć w ciągu trzech lat – do końca 2012 r. Informacje o tym pojawiają się w polskich mediach. I co? I nic. Brak reakcji rządu, bez odpowiedzi pozostają pisma zdesperowanych związkowców, domagających się działań w związku z groźbą zwolnień w Tychach. „Zbrodnią byłoby zignorowanie zagrożenia dla tysięcy miejsc pracy, które po wycofaniu produkcji Fiata Panda mogą ulec likwidacji. (…) Utrata miejsc pracy przez tylu ludzi może spowodować załamanie na rynku pracy i wywołać olbrzymi kryzys społeczny, co miało miejsce w przypadku doprowadzenia do upadku polskich stoczni czy likwidacji przemysłu górniczego w Wałbrzychu”, czytamy w piśmie związków zawodowych, wystosowanym z inicjatywy „Sierpnia 80” 11 stycznia 2010 r.
Właściwie to odpowiedź była. – Minister gospodarki nie ma bezpośredniego wpływu na decyzje biznesowe podejmowane przez zarząd Fiata – skwitował sprawę były wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak. Wtórował mu premier Tusk, który rok wcześniej stwierdził: – Decyzją ratującą Polskę jest zaniechanie panicznych decyzji, np. że nie wydamy 2 mld zł na wsparcie przemysłu samochodowego. Ludzie w Niemczech czy w USA kupili dzięki dopłatom dużo nowych samochodów i co teraz mają robić te fabryki, skoro na pięć lat mają zablokowany popyt na nowe auta?
Inną postawę przyjęły rządy Francji, Niemiec, Włoch czy choćby naszych południowych sąsiadów, starające się utrzymać u siebie produkcję, ponadto jest oczywiste, że polskie władze miały ten „bezpośredni wpływ na decyzje biznesowe podejmowane przez zarząd Fiata”. No bo jak inaczej ocenić ogromne publiczne wsparcie dla działalności Fiata w Polsce?

Publiczne wsparcie, prywatne zyski

Fiat przejął fabrykę w Tychach w 1992 r. – największą i najnowocześniejszą fabrykę aut w Europie Środkowej – za równowartość… czteromiesięcznego zarobku pracownika na linii montażowej w FSM. Od tego czasu koncern nie zapłacił ani grosza podatku dochodowego, a bez cła sprowadził maszyny i części do produkcji aut warte ponad 600 mln euro. Oficjalnie Fiat zainwestował w produkcję w Tychach 2,5 mld euro, nie była to jednak działalność charytatywna – poza zyskami ze sprzedaży samochodów dostał jeszcze 1,36 mld zł dywidendy z zysków tyskiej fabryki. A weźmy pod uwagę, że mówimy o oficjalnych danych, podczas gdy system powiązań między filiami koncernów jest zwykle mało przejrzysty, co ułatwia transfer zysków.
Już 10 lat temu prof. Wacław Wilczyński wskazywał, że Fiat każe płacić swoim polskim zakładom tak wysokie ceny za części potrzebne do montażu, że pochłaniają cały zysk. W tej sytuacji nie dziwi strata firmy w 2001 r., wynosząca aż 289 mln zł. A jak traktować ponaddziesięciokrotne pogorszenie wyników finansowych Fiata między 2009 i 2010 r. (choć w 2010 r. po raz pierwszy po kryzysie 2007/2008 znacząco wzrosła sprzedaż samochodów w świecie)? 2009 r.
– 820 mln zł zysków, następny rok – prawie 82 mln zł straty (mimo że znów wyprodukowano w Tychach ponad pół miliona samochodów). Tłumaczenie Fiata: winny był wzrost wartości złotówki, co miało wpływ na wyniki zakładu produkującego głównie na eksport. Tyle że w 2008 r. kurs złotego do euro był jeszcze mniej korzystny dla eksporterów, a Fiat Auto Poland zakończył rok zyskiem.
Straty jednak się przydają. Prawo do ulgi podatkowej FAP dostał na podstawie przygotowanej w 1991 r. przez rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego ustawy o spółkach z udziałem zagranicznym. Zwalniała ona zagranicznych inwestorów z podatku dochodowego do wysokości kwoty zainwestowanej w kapitał zakładowy spółki w Polsce, a spółka mogła wydłużyć korzystanie z tego bonusu podatkowego, o ile w jakimś roku wykazała stratę.

Cięcie po Europie

Marzec 2012 r. „Branża motoryzacyjna ma nadwyżkę produkcji rzędu 20%. To dokładnie ten sam problem, z którym zderzyły się Stany Zjednoczone w latach 2007-2008. Jednakże tam amerykańscy producenci zlikwidowali 20% swych zdolności produkcyjnych i teraz wszyscy znowu zarabiają”, tłumaczył przewodniczący Stowarzyszenia Europejskich Producentów Samochodów, a równocześnie szef koncernu Fiat-Chrysler, Sergio Marchionne. I nie tylko Polska znalazła się na celowniku.
We wrześniu dyrekcja Fiata spotkała się z masową krytyką we Włoszech, po zapowiedziach zawieszenia planu „Fabbrica Italia” i inwestycji w wysokości 20 mld euro we włoskie fabryki, co obiecano jeszcze w 2010 r. Latem Marchionne stwierdził, że wobec spadku sprzedaży samochodów w Europie Fiat będzie musiał ograniczyć o jedną piątą produkcję we Włoszech. Przestraszona włoska minister pracy Elsa Fornero apelowała do koncernu, aby pamiętał o zobowiązaniach, ale ostatecznie dodała, że „rząd nie może narzucić swoich kierunków firmie prywatnej”. Skąd my to znamy?
Po spotkaniu z premierem Montim 22 września Marchionne stwierdził, że „Fiat zobowiązuje się do uratowania obecności przemysłowej grupy we Włoszech”, a do inwestycji przystąpi w „odpowiednim momencie”, gdy odbije się w górę rynek motoryzacyjny w Europie. Czyli nie wiadomo kiedy…
„Krótko mówiąc, czuć wyraźnie, że Fiat nie uważa już Europy za podstawę swojej strategii przemysłowej, a obietnice w sprawie włoskich fabryk są wystarczająco ogólne, aby zobowiązywać tylko tych, którzy je przyjmują”, stwierdził Christophe Chaptal de Chanteloup, autor bloga Auto-Stratégie.
Inny przykład stosunku producentów samochodów do władz publicznych: we Francji, która w imię ratowania swoich zakładów motoryzacyjnych wprowadziła w czasie kryzysu premię za złomowanie starych aut, grupa PSA zapowiedziała w lipcu likwidację 8 tys. miejsc pracy. Rząd poprosił o ograniczenie liczby planowanych zwolnień. 11 grudnia dyrekcja koncernu zapowiedziała jednak zwolnienie 3 tys. dodatkowych stanowisk. Rząd może sobie prosić.
Jak to ujął Sergio Marchionne, „Fiat ma prawo i obowiązek dokonywania autonomicznych wyborów przemysłowych w sposób racjonalny, myśląc przede wszystkim o rozwoju i stawaniu się coraz bardziej konkurencyjnym”. Kawa na ławę. Liczy się konkurencyjność, zysk, a nie interesy społeczne czy wydumany „interes narodowy”.

Nie odpuszczać

Zwolnienia w tyskim Fiacie odbiły się echem w całej Europie. Francuska „La Tribune” napisała: „Kryzys zaczyna uderzać w niskokosztowe fabryki w Europie Wschodniej. Po raz pierwszy”. Dodajmy, że uderza w ogromnej skali.
Do tych 1,5 tys. zwolnionych trzeba dodać jeszcze tysiąc, który stracił pracę w ciągu ostatniego roku, bez procedury zwolnień grupowych, po kilkudziesięciu zwalnianych miesięcznie. Ponadto według Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar na jedno miejsce pracy w fabryce samochodów przypadają cztery inne u kooperantów i dwa w sektorze usług. Firma Johnson Controls, wytwarzająca w Bieruniu obok Tychów elementy foteli samochodowych dla Fiata, już zapowiedziała zwolnienie 120 osób.
Czy jednak nic nie da się zrobić? „Jesteśmy do Pana dyspozycji o każdej porze dnia i nocy. Dziś, jutro, pojutrze zapraszamy Pana na Śląsk. Mamy gotowe rozwiązania. Miejsca pracy w Tychach można uratować. Rząd może w ciągu jednego dnia przyjąć i przeprowadzić w Sejmie stosowną ustawę. Wystarczy tylko, aby miał taką wolę”, zaapelował do Janusza Piechocińskiego, nowego ministra gospodarki, Bogusław Ziętek, szef związku zawodowego „Sierpień 80”.
Wystarczy rzut oka na sąsiadów. Słowacja, gdzie 20 lat temu w ogóle nie było przemysłu motoryzacyjnego, właśnie wyprzedziła nas pod względem produkcji samochodów, a Czechy górują nad nami już od dawna – wkraczając do elitarnego klubu państw produkujących ponad milion pojazdów rocznie.
Sprawa zwolnień w Fiacie podgrzeje zapewne atmosferę podczas demonstracji organizowanej przez związkowców 17 grudnia w Katowicach, a na pewno będzie jednym z głównych tematów strajku generalnego szykowanego na Śląsku przez główne centrale związkowe.
– Czy coś można jeszcze zrobić? – słychać pod bramami tyskiego zakładu. Tego samego, w którym 20 lat temu doszło do największego strajku w historii III RP.

Wydanie: 51-52/2012

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy