Freud się pomylił

Freud się pomylił

Wielu ludzi traktuje życie w kategorii spełniania zadań: założę rodzinę, zrobię karierę. Gdy to osiągną, odczuwają pustkę i… zaludniają gabinety psychoterapeutów Rozmowa z profesorem Kazimierzem Obuchowskim, psychologiem osobowości – Co zmieniło się w pojmowaniu człowieka od czasów pana pierwszej książki “Psychologia dążeń ludzkich”? – Ogromnie wiele, ale myślę, że najważniejsza zmiana dotyczy głównego odniesienia człowieka. Wówczas podstawowym jego odniesieniem było społeczne otoczenie. Teraz natomiast za podstawową można uznać relację człowieka z sobą. Stało się tak, gdyż wraz ze zmianami cywilizacji, w wyniku rewolucji podmiotów, zmienił się obiekt, któremu człowiek może przypisać odpowiedzialność za swoje postępowanie. Stał się nim on sam. – Czy to jedyna ważna zmiana? – Nie. Druga zmiana dotyczyła znaczenia przystosowania jednostki. Kiedy zaczynałem pracę psychologa, ujmowano człowieka jako istotę przystosowującą się. Albo spełniał to, czego po nim oczekiwano, albo był nieprzystosowany i z tego trzeba go było leczyć lub “resocjalizować”. W szkole, w domu i w pracy ocena człowieka zależała od poziomu jego przystosowania. Również on sam oceniał siebie według tego kryterium. Czuł się winny, gdy nie był takim, jakim powinien być. Starał się więc przystosować, albo godził się z tym, że jest niewłaściwy. Wówczas karano go za to, a on odpowiadał agresją lub autoagresją. Natomiast obecnie pojęcie przystosowania straciło swoje znaczenie. – Pojawiło się za to pytanie o rozwój człowieka? – Dziś podstawową wiedzą o człowieku jest wiedza nie o tym, jaki on jest, ale o tym, jakim się staje, jak siebie określa, czego pragnie, jakimi drogami zmierza. Wiąże się to z tym, że świat zmienia się coraz szybciej, narasta jego zróżnicowanie i tym samym spada znaczenie doświadczenia na rzecz kreacji i rozumienia tego, co nowe. Współcześni ludzie coraz rzadziej mają podstawy do tego, aby sądzić, że to, czym są, jest wystarczające i że inni mogą wiedzieć lepiej od nich o tym, co jest ważne. I nie chodzi tu tylko o podział na wierzących i niewierzących. Wielu wierzących próbuje na własną rękę dociec, dlaczego wierzą. Pytają, czytają, zastanawiają się. Naturalna wiara przejęta w dzieciństwie okazuje się dla nich niezadowalająca. Ludzie coraz rzadziej chcą przejmować wzorce, bez względu na ich szlachetność. Moi studenci ironicznie nazywają takie wzory “gotowce”. Wynika to z ich przekonania, że aby coś uznać za własne, musi to być rzeczywiście własne, przefiltrowane przez siebie, dostosowane do własnej osobowości. – Wydana niedawno pana książka “Człowiek intencjonalny, czyli o tym, jak być sobą”, sądząc po tytule, wpasowuje się w schemat modnych poradników, tymczasem już pierwsze strony rozczarowują. Zamiast prostych recept, czytelnik otrzymuje kolejny wykład na temat osoby. – Bo o ile można powiedzieć człowiekowi, którędy ma iść, jakich ścieżek unikać, o tyle nie da się już mu wmówić, kim ma być albo do czego powinien dojść. Co najwyżej można go upewniać w tym, że iść w ogóle warto. W “Galaktyce potrzeb” posłużyłem się przykładem najtrudniejszego egzaminu, jaki złożyły matki na zsyłce w Majkainie. Wiele z nich w ekstremalnych warunkach uratowało i dzieci, i siebie, gdyż dokonywały dramatycznych wyborów, gdy wydawało się, że nie mają żadnej szansy na ratunek. Nikt im nie mógł pomóc, a one wiedziały, że niepodjęcie decyzji na pewno skończy się śmiercią. – Pisze pan: “Osobą nazywam jednostkę ludzką, która, utrzymując dystans psychiczny wobec potrzeb i pragnień, rozwija się, kierując się sensem swojego istnienia”. Po co jeszcze jedna teoria, w filozofii np. są ich dziesiątki, a problem przez to nie staje się łatwiejszy? – No właśnie, pojęcie osoby zawsze wychodziło od filozofii i w obrębie niej się zamykało. Zazwyczaj zresztą ujmowano człowieka-osobę jako zwierzę, które wyszło poza swoje zezwierzęcenie i uspołecznienie. Psychologia też zwykle operowała wymiennie terminami: człowiek, jednostka, osoba, osobowość – bez dokładnego definiowania, co one oznaczają. Napisałem kilka książek tylko po to, aby psychologiczne pojęcie osoby umocować w systemie wyraźnie zdefiniowanych pojęć psychologii osobowości – takich jak potrzeba sensu życia, potrzeba dystansu psychicznego, podmiotowość, rozwój osobowości, autonomia. – Wychodząc od pańskiej koncepcji osoby, można by powiedzieć, że z osobami mamy do czynienia stosunkowo od niedawna, w PRL-u osób nie było lub

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 16/2001, 2001

Kategorie: Wywiady