Fromborskie legendy odżywają na nowo

Fromborskie legendy odżywają na nowo

Operacja 1001 Frombork była największą akcją harcerską w powojennej historii ZHP

W 1967 r. hm. Henryk Leśniowski był zastępcą komendanta Centralnej Szkoły Instruktorów Zuchowych w Cieplicach Śląskich. Któregoś marcowego dnia na jego biurku zadzwonił telefon. Przyjął wiadomość prosto ze stolicy, że nazajutrz ma się stawić w Głównej Kwaterze ZHP i to u samego naczelnika Wiktora Kineckiego. Z duszą na ramieniu pojechał do Warszawy, gdzie naczelnik, bez owijania w bawełnę, powierzył mu funkcję zastępcy szefa sztabu Operacji 1001 Frombork.

– Tata próbował się wykręcić, tłumacząc, że nie zna się na prowadzeniu drużyn starszych harcerzy, ale naczelnik był nieugięty. Zgodził się więc na jeden turnus, ale słowa nie dotrzymał, bo pracował we Fromborku do końca operacji – opowiada Katarzyna Leśniowska, córka zmarłego trzy lata temu druha Henryka.

Z krzyżem harcerskim na kombinezonie

Pomysł na ogólnopolską operację zrodził się w Głównej Kwaterze ZHP, gdy harcerstwo weszło do szkół zawodowych. Na szczeblu krajowym toczyły się dyskusje, jak wykorzystać aktywność i umiejętności fachowe tych harcerzy dla organizacji i samych druhów. Założenia programowe opracowali Mieczysław Siemieński, potem znany dziennikarz, oraz Ireneusz Sekuła, późniejszy minister i wicepremier w rządzie Mieczysława Rakowskiego. Chodziło o to, żeby była to akcja na skalę ogólnopolską, o dużym wydźwięku społecznym, szlachetnym celu, jednocześnie przydatna, przynosząca konkretne, wymierne rezultaty. Zdecydowano się na odbudowę jednego ze zniszczonych w czasie wojny miast polskich. Wybór padł na Frombork, w 80% zrujnowany podczas walk Armii Czerwonej z Niemcami. Ważne przy tym było symboliczne przesłanie: ponad 30 lat żył tu kanonik warmiński, światowej sławy astronom Mikołaj Kopernik. Na Wzgórzu Katedralnym dokończył swoje główne dzieło „O obrotach sfer niebieskich” i tutaj zmarł w 1543 r. Organizatorzy operacji wyznaczyli sobie długofalową perspektywę, aby zakończyć ją na 500-lecie urodzin Kopernika, czyli w roku 1973.

W nazwie operacji znalazła się liczba 1001, oznaczająca pierwszy rok drugiego tysiąclecia państwa polskiego, co dodatkowo podnosiło rangę przedsięwzięcia. Zostało ono zatwierdzone przez władze krajowe i województwa olsztyńskiego. Operacja miała się zacząć w 1967 r., ale już w kwietniu roku poprzedniego na apel naczelnika Kineckiego zgłosiło się 9 tys. harcerzy ze szkół zawodowych z całej Polski. Pierwsza grupa przyjechała do Fromborka w sierpniu 1966 r. i wtedy przez miasteczko, liczące nieco ponad 1,2 tys. mieszkańców, przejechał gąsienicowy spychacz, z którego na rynku wysiadł szef sztabu, hm. Sekuła, powitał mieszkańców i przedstawił założenia operacji. To spektakularne wydarzenie jako pierwsze przeszło do fromborskiej legendy.

W sumie w ośmiu wakacyjnych turnusach wzięło udział ok. 40 tys. harcerzy z różnych stron kraju. Byli podzieleni na zgrupowania utworzone przez rady resortowe szkolnictwa zawodowego oraz chorągwie ZHP. Byli więc „Budowlani”, „Górnicy”, „Leśnicy”, „Chemicy”, „Rolnicy”, ale i „Archeolodzy”. Młodzież ze szkół budowlanych postawiła pierwszy obiekt – remizę strażacką, która służyła ratownikom długie lata. W innych miejscach harcerze kładli chodniki i asfalt na ulicach, pomagali przy budowie bloków mieszkalnych, szkoły, poczty, piekarni, motelu, pawilonu gastronomicznego, sadzili drzewa, urządzali park miejski, wznosili budynki gospodarcze w miejsce szkaradnych szopek i prowizorycznych chlewików. Te roboty szły w dziesiątki, jeśli nie setki obiektów, które diametralnie zmieniły oblicze Fromborka. Rzecz jasna materiały przychodziły z państwowego rozdzielnika, co stało się przedmiotem krytyki tych, którzy prywatnie czekali na cement czy wapno.

Miasteczko w pełnej krasie

Turnusy trwały po trzy tygodnie w czasie wakacji, ale już wiosną przybywały pierwsze ekipy, aby sadzić drzewa lub przygotować front robót. Niektóre zgrupowania, np. budowlane, zakładały obozy także jesienią. Uczestnicy operacji pracowali po trzy-cztery dni w tygodniu, pozostały czas przeznaczając na szkolenia, poznawanie okolic, zawody sportowe, rekreację i zabawę, tak jak na obozach harcerskich. Pod odrestaurowaną wtedy Wieżą Wodną zbudowano scenę, na której kolejne zgrupowania prezentowały się w pokazach artystycznych. Jeden z uczestników opowiada, że na początkowym turnusie szefostwo operacji kategorycznie zakazało spożywania alkoholu (bo stwierdziło takie przypadki), choć niesubordynowani uczestnicy znaleźli wyjście; jeździli na piwko do pobliskiego Tolkmicka. Ten przykład świadczy o tym, że to nie były aniołki w harcerskich mundurkach, a nic co ludzkie nie było im obce.

– Dzięki naszej pracy Frombork nie tylko został odbudowany, ale i nobilitowany, pokazany w kraju i na świecie. Na zakończenie operacji przyjechał Gierek, a premier Jaroszewicz odsłonił pomnik Kopernika przed Wzgórzem Katedralnym. Niestety, dziś często w mroku zapomnienia ginie pamięć o ofiarnych, pracowitych i dzielnych ludziach, przeważnie zwyczajnych, którzy dali przykład, jak wypełniać powinność harcerską w rozumieniu Aleksandra Kamińskiego „Kamyka”, twórcy współczesnego ZHP – podkreśla hm. Jerzy Chrabąszcz, uczestnik operacji z Braniewa, autor „Księgi Honorowych Obywateli Fromborka” z lat 1967-2010. Bo uczestnicy co najmniej trzech turnusów otrzymali takie odznaki – jest ich w sumie prawie 3 tys.

Miłość ich życia

Jednym z nich jest Stanisław Tołwiński, przed operacją komendant Centrum Wychowania Morskiego Głównej Kwatery ZHP w Gdyni. Ale że do Fromborka wiodły spływy kajakowe szlakiem Wisły, więc i on do grodu Kopernika dopłynął, zostając zwierzchnikiem drużyn wodnych. Potem przez trzy wakacyjne sezony był łącznikiem między sztabem operacji a kadrą obozów.

– To był fajny okres, który wspominam z łezką w oku, ale i satysfakcją, że brałem udział w tak wielkim i pożytecznym przedsięwzięciu – mówi były wodniak, a dzisiaj organizator lotniczych pokazów na Mazurach.

Cztery turnusy zaliczył syn znanego pisarza Henryka Panasa, Jacek, który w latach 70. był asystentem w katedrze drobiu Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie. Co mu się przydało podczas Operacji 1001 Frombork, kiedy jako zaopatrzeniowiec poczęstował kawałkiem indyka hm. Henryka Leśniowskiego. Nic więc dziwnego, że wkrótce został asystentem wiceszefa sztabu, choć niektórzy twierdzą, że faktycznie to on dowodził całą operacją.

Na pewno tak uważała wtedy młoda lekarka Maria Iwulska z Braniewa, którą druh Leśniowski skutecznie przekonał, aby została szefową obozowej służby zdrowia. I „Myszka”, bo tak ją zwą do dzisiaj, zgodziła się przenieść do pobliskiego Fromborka, gdzie m.in. przyczyniła się do zaszczepienia mieszkańców miasteczka i okolic przeciw chorobie Heinego-Medina. Ale nie tylko praca medyczna wśród harcerzy ją zafrapowała, ponieważ wkrótce wybuchnął gorący romans między nią a druhem Henrykiem, za którego wyszła za mąż i żyli razem aż do jego śmierci w 2019 r.

Udział hm. Leśniowskiego w Operacji 1001 Frombork oraz osobiste przymioty tego harcerza, historyka i dziennikarza docenił, tak sam z siebie, obecny właściciel Wieży Wodnej Zygmunt Czarnecki, który ufundował tablicę upamiętniającą tę nietuzinkową postać. Odsłonięcie tablicy, z udziałem obu kobiet życia harcmistrza: żony Marii i córki Katarzyny, a także przyjaciół, harcerzy i władz Fromborka odbyło się 10 czerwca br. W przyszłym roku miasto będzie świętować 550-lecie urodzin Kopernika i półwiecze zakończenia operacji, która już przeszła do legendy.

Fot. archiwum HOF

Wydanie: 28/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy