Gdzie się podziało 100 mln kobiet

Gdzie się podziało 100 mln kobiet

O Juarez, meksykańskim „mieście umarłych kobiet” jest głośno. Tyle udało się osiągnąć lokalnym i międzynarodowym organizacjom. Inna rzecz to wykrycie i ukaranie sprawców zabójstw kobiet. Zabójstw tak masowych, że mówi się już o „kobietobójstwie”, czyli „zjawisku społecznym związanym z systemem patriarchalnym, który predysponuje kobiety do tego, by były zabijane, albo dlatego, że są kobietami, albo dlatego, że nie są nimi we właściwy sposób. Jednak te zbrodnie są tylko ekstremalnym przejawem powszechnej przemocy wobec kobiet – np. co piąta Meksykanka przyznaje, że została pobita przez męża. Sąsiednie Gwatemala i Salwador też przerażają statystykami zabójstw (miasto Gwatemala – 525 w 2004 r., 590 w 2005), ale tego już nie udało się nagłośnić.
Analiza tendencji demograficznych wykazuje, że w Azji brakuje ok. 100 mln kobiet. Dlaczego? Bo nie żyją. W takich krajach jak Indie czy Bangladesz preferowane są dzieci płci męskiej. Dziewczynkom nie pozwala się przyjść na świat, a jeśli już się urodzą, są często zabijane albo przynajmniej gorzej żywione i gorzej pielęgnowane w czasie choroby.
Te dwa przykłady pochodzą z rozdziału „Bezpieczeństwo osobiste” „Czarnej księgi kobiet” – zbioru tekstów przeszło 40 autorów pod redakcją znanej dziennikarki i pisarki Christine Ockrent (pierwszej kobiety we Francji, której powierzono redakcję głównego wydania wiadomości w telewizji publicznej). Pozostałe rozdziały noszą tytuły „Nietykalność”, „Wolność”, „Godność” i „Równość”. Omawiane w nich różne przykłady i aspekty dyskryminacji kobiet składają się na swoistą podróż dookoła świata, przez jego najmroczniejsze obszary, jak mówi współpracująca przy opracowaniu książki Sandrine Treiner, również dziennikarka i pisarka. Do polskiego wydania dołączone zostały teksty z naszego podwórka – Moniki Płatek o tym, że prawo karne nie uwzględniając kategorii płci, niedostatecznie dba o bezpieczeństwo kobiet, Magdaleny Środy o Kościele i katolicyzmie wobec kobiet, Wandy Nowickiej o prawach reprodukcyjnych i Małgorzaty Fuszary o polityce jako obszarze nierówności między płciami.
Bardzo dobrze, że „Czarna księga kobiet” ukazuje się w tym momencie. Z jednej strony, może się stać ważnym głosem w toczącej się właśnie dyskusji na temat praw kobiet (chyba że jako głos niewygodny zostanie starannie przemilczana). Agnieszka Graff, uczestniczka dyskusji na temat tej publikacji, zorganizowanej przez „Gazetę Wyborczą”, poleca ją zwłaszcza „uwadze polskich mizoginów, którzy twierdzą, że dyskryminacji nie ma, ale również tych, którzy mówią, że dyskryminacja jest, ale to dobrze. Bo ta książka nie pozwala takich rzeczy mówić. Strona po stronie pokazane jest niebywałe okrucieństwo wobec kobiet w różnych kontekstach”.
Z drugiej strony, lektura „Czarnej księgi…” uświadamia, że skupiając się na kwestiach dotyczących nas bezpośrednio, a właściwie jednej tylko kwestii – aborcji, zapominamy, że nasze problemy są ważnym, ale tylko wycinkiem sytuacji globalnej. Nawet hipokryzja lekarzy, powołujących się na klauzulę sumienia, by nie dokonywać przerwania ciąży w szpitalach państwowych, lecz wolnych od dylematów moralnych w prywatnych gabinetach, nie jest czysto polskim wkładem w łamanie praw kobiet, bo podobnie zachowują się lekarze we Włoszech i w Portugalii.

Czarna księga kobiet, pod redakcją Christine Ockrent, współpraca Sandrine Treiner, tłum. Katarzyna Bartkiewicz, Jolanta Piejko, Daria-Anna Polszewska, Ewa Biernacka, Aleksandra Mańka-Chmura, Magdalena Kowalska, W.A.B., Warszawa 2007

 

Wydanie: 15/2007

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy