Gejzery

Zapiski polityczne

Media, szczególnie te inaczej inteligentne, uwielbiają sensacje. Ostatnio bawią publiczność sprawą szpitali dla VIP-ów, że niby są one takie nadzwyczajne, a te dla zwykłych ludzi takie nędzne. To nieuczciwa bzdura. Od kilku lat sporo czasu spędzam w szpitalach. Teraz znowu tkwię, w zwyczajnym, a nie VIP-owskim, chociaż mam do tego prawo. Tkwię zaś w zwyczajnym dlatego, że pobyt tutaj gwarantuje mi wysoki poziom leczenia. Bo to jest istotne. Nie muszę korzystać ze specjalnych wygód, trafiam zazwyczaj do pokoi wieloosobowych, bez odrębnych łazienek i temu podobnych ułatwień życiowych. Kiedy kilka lat temu miałem do wyboru lot helikopterem do tzw. szpitala rządowego, co jako wicemarszałkowi Sejmu dawało mi bardzo korzystne warunki leczenia i pobytu, to wybrałem pozostanie na miejscu, w szpitalu powiatowym w Kutnie, gdyż wiedziałem, że za chwilę zajmie się mną znakomity zespół chirurgów. Zeszłego roku potrzebną mi terminowo opiekę lekarską znalazłem w szpitalu w Suwałkach, dokąd specjalnie pojechałem z Warszawy. Są na pewno w Polsce także i kiepskie szpitale, ale można je znaleźć zarówno w stolicy, jak i na prowincji medycznej. Dlatego uważam za snobistyczne te ciągoty nowo mianowanych VIP-ów do leczenia się w miejscach uprzywilejowanych. Głupie to i bardzo krzywdzące zespoły ofiarnych lekarzy i pielęgniarek pracujących w tych zwykłych, rzekomo koszmarnych szpitalach. Ja bywam w nich bez oporów i dzięki temu jeszcze żyję, wyciągany z różnych kryzysów mego już, niestety, niemłodego organizmu.
Zająłem się szpitalami, a to dlatego, że właśnie stąd śledzę obrady Sejmu, przez radio oczywiście. Wysłuchałem niedawno debaty o ustawie o stanie wojennym, jednej z tych, które prezydent RP złożył w Sejmie blisko cztery lata temu, ale Izba Poselska nie podjęła pracy nad nią, co było jedną z licznych podłości ówcześnie zwycięskiej koalicji Unii Wolności i AWS, w ostatnich wyborach tak haniebnie przegnanej przez wyborców z całego prawie parlamentu.
Prace nad ustawą wznowiła specjalna komisja sejmowa i dzisiaj zaprezentowano rezultat, czyli nowy projekt ustawy oparty na propozycjach prezydenta. Tutaj kilka słów poświęconych gejzerom, co zaraz wyjaśnię.
Spędziłem dawno temu kilka dni w słynnym Parku Narodowym Yellowstone. Był już październik. Park był w zasadzie zamknięty, ale jakoś zgodzili się mnie i moich znajomych Anglików przygarnąć na kilka nocy w hotelu położonym bardzo blisko słynnego gejzeru zwanego Old Faithfull. Było na co popatrzeć. Teren, gdzie przyroda urządza swój niezwykły popis siły, to kawał równiny pokryty cuchnącym błotem, na którym leżą chodniki z desek. Sam gejzer rodzi się w niewielkim stawku pełnym ciemnej mazi, z której regularnie wystrzeliwuje pod niebo gruby strumień pary i wody. Strasznie to cudo cuchnie, gdyż płynom towarzyszy śmierdzący siarką niby w piekle gaz.
Miałem w dawnej młodości mentora, który gdy palnąłem jakieś głupstwo, czy to na lekcji, czy zwyczajnie w życiu domowym, dokuczał mi słowami: „Znowu wybucha z ciebie gejzer głupoty, opanuj się”. Ten gejzer głupoty prześladuje mnie zawsze, gdy słucham kontrowersyjnych debat sejmowych. Kiedy przystępowaliśmy do odbudowy prawdziwego parlamentaryzmu w Polsce, łudziliśmy się nadzieją, że uda się nam powołać do życia Izbę Powagi i Mądrości. Złudzenia szybko się rozwiały. Jeszcze w Sejmie Mądrym, tym zwanym kontraktowym, który uchwalił zasadniczą zmianę ustroju dawnej PRL, ta formuła Powagi i Mądrości jakoś się broniła. Następne wybory sprowadzały do obu izb parlamentarnych ludzi o coraz bardziej rozwichrzonych umysłach i coraz bardziej zgorszonemu społeczeństwu prezentowały się wybuchające w gmachu na Wiejskiej gejzery głupoty. Bywały i wcześniej skandaliczne wpadki jak np. osławiona lista Macierewicza, pokaz fanatyzmu i nieudolności, a także nieuczciwości polityków, ale całość jeszcze się trzymała i pozwalała sądzić, iż o dzieje Polski oraz jej dalsze losy toczą spory ludzie względnie przygotowani do tej pracy i mądrzy. Wybory, które wyniosły do władzy Unię Wolności i AWS, zmieniły dość radykalnie wizerunek polskiego parlamentu. Wszystkimi porami tego organizmu zaczęły przezierać prywata, pazerność i pospolita głupota. Na dodatek w organach władzy wyłonionych przez tę koalicję zaczęli się pojawiać dość liczni pospolici kanciarze i kombinatorzy, łapczywi na publiczne pieniądze oraz inne przywileje i dobra. Wreszcie kiedy towarzystwo rozbestwiło się na dobre, zaczęły wybuchać autentyczne gejzery głupoty jak np. ów wirtualny budżet roku 2001 czy liczne afery prywatyzacyjne. Nie było mnie wtedy na szczęście w Sejmie. Patrzyłem na wydarzenia z perspektywy Czerwonego Krzyża, którym przyszło mi zawiadywać, i dostrzegałem raczej nieudolność nowej władzy niż jej bezdenną głupotę, jaką widzę teraz, gdy muszę słuchać wybuchających raz po raz gejzerów głupoty.
Dzisiejsza debata o stanie wojennym obfitowała również w owe ponure gejzery, mocno cuchnące. Nowa ustawa, której zasadnicze ramy wyznacza obowiązująca konstytucja, porządkuje ewentualne wydarzenia stanu wojennego dość dobrze. Można tam zapewne niejedno poprawić, jeszcze jest prócz drugiego czytania Senat, też może swoje zmiany wprowadzić. Aliści opozycja, czyli w znacznej części ludzie bezpośrednio odpowiedzialni za klęski kraju poniesione w minionych czterech latach, a także za leżakowanie czterech prezydenckich ustaw w przepastnym biurku Macieja Płażyńskiego zachowali się jak zawsze, pluli i potępiali nową ustawę niepomni tego, iż sami mieli aż cztery lata na przygotowanie lepszej. Opozycja urządziła znowu smutne widowisko. Gejzery głupoty tryskały pod niebo. Okazywało się, że niektórzy mówcy nie bardzo dobrze znali krytykowany tekst, a byli i tacy, którzy nawet nie wiedzieli, czego ustawa dotyczy, i wyrzekali, że to do poskramiania buntów społecznych, choć taką ustawę Sejm już niedawno sam uchwalił. Szkoda kraju na taką opozycję.
5 czerwca 2002 r.

 

Wydanie: 23/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy