Gest Putina

Gest Putina

Najmniejszy wkład w polsko-rosyjskie pojednanie wokół Katynia ma prezydent Kaczyński. Mimo to bardzo chce wziąć udział w uroczystościach, na które nie został zaproszony

Zaproszenie Donalda Tuska przez Władimira Putina na uroczystości do Katynia w roku wyborów prezydenckich w Polsce jest wyraźnym wskazaniem, że Rosjanie uważają premiera i jego obóz polityczny za partnera, z którym można rozmawiać i robić interesy. Takim partnerem nie jest Lech Kaczyński ani kierowane przez jego brata Prawo i Sprawiedliwość.
Bracia Kaczyńscy słono płacą za szkolne błędy w polityce wschodniej. W styczniu Dmitrij Miedwiediew zignorował zaproszenie Lecha Kaczyńskiego do wzięcia udziału w obchodach wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz, uchodzący zaś za jednego z najbliższych sojuszników i przyjaciół polskiego prezydenta Wiktor Juszczenko przyznał tytuł Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze oraz uznał członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii za uczestników walk o niepodległość. Nieznane są efekty wielkiej miłości Lecha Kaczyńskiego okazywanej prezydentowi Gruzji Micheilowi Saakaszwilemu, który, podobnie jak polski prezydent, lubi prowokować Rosję, a gdy to mu się uda – odgrywać rolę niewinnej ofiary.
Przed wyborami w 2005 r. bracia Kaczyńscy

oskarżyli rządzącą lewicę

i urzędującego w Pałacu Prezydenckim Aleksandra Kwaśniewskiego o uległość wobec Moskwy. Gdy Kwaśniewski zdecydował się na udział w moskiewskich obchodach 60. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem, Jarosław Kaczyński obwieścił: „Moskwa dysponuje takimi dokumentami dotyczącymi przeszłości prezydenta, które czynią go niesuwerennym w decyzjach. Polityk, który w PRL w tak młodym wieku awansował na stanowisko ministerialne, musiał korzystać ze wsparcia Moskwy. Jak to się stało, można by zapewne odtworzyć na podstawie dokumentów przechowywanych w Moskwie”. Nie tylko wywodząca się z PZPR lewica miała, według prezesa PiS, moskiewskie korzenie. Absolwenci rosyjskich uczelni byli rugowani ze służby dyplomatycznej. Od początku lat 90. Jarosław Kaczyński opowiadał, że zmiany ustrojowe w Polsce zaprojektowało KGB jeszcze w stanie wojennym. Szykując Magdalenkę, KGB miało dokonać głębokiej penetracji środowisk opozycyjnych. Z takiego postrzegania świata wziął się „skrót myślowy” Antoniego Macierewicza o ministrach spraw zagranicznych III RP jako sowieckich agentach.
„Rosja musi przyjąć do wiadomości, że epoka, w której rządziła także w Warszawie, już się skończyła”, grzmiał na łamach dziennika „Fakt” premier Jarosław Kaczyński w czasie polsko-rosyjskiej wojny mięsnej. Szef rządu stawiał Moskwie ultimatum: „Albo Rosjanie zmienią swoją postawę, albo Unia Europejska zrobi to, co do niej należy”. Wspierał go ówczesny członek PiS-owskiego rządu, Radosław Sikorski, ostrzegając Unię Europejską, że gazociąg pod Bałtykiem jest nowym paktem Ribbentrop-Mołotow. Nigdy po 1989r. stosunki z Rosją nie były tak silnie uzależnione od fobii polityków jak za rządów PiS.
Znajdujący się pod wpływem brata Lech Kaczyński podzielił jego opinię, że Kwaśniewski za często jeździł do Moskwy, rosyjscy prezydenci zaś za rzadko gościli w Warszawie. Postawił warunek: najpierw Władimir Putin złoży wizytę w Pałacu Prezydenckim, a dopiero potem on wybierze się na Kreml. Putin nie wybrał się do Warszawy, za to po przegranych przez PiS wyborach w 2007 r. na Kremlu pojawił się premier Donald Tusk. Jarosław Kaczyński był oburzony jego wizytą nie mniej niż wyjazdem Kwaśniewskiego. Uznał moskiewską podróż Tuska za „całkowicie nieudaną”, oskarżył premiera o poświęcanie polskich interesów i zapewnił: „Ja bym do Moskwy w tych warunkach nie pojechał”. Ale Jarosław Kaczyński był już jedynie liderem słabnącej opozycyjnej partii i nikt go do Moskwy nie zapraszał.

Prezydent próbował popsuć

rządowi Tuska szyki w czasie konfliktu gruzińsko-rosyjskiego, oskarżając Kreml o dokonanie aktu agresji. Jednostronność w ocenie sytuacji eliminowała Lecha Kaczyńskiego jako poważnego partnera do rozmów z Rosją, stawiała go w jednym szeregu z prezydentami Gruzji i Ukrainy, którzy stali się w Rosji obiektem powszechnych kpin.
Lech Kaczyński w ostatnich miesiącach prezydentury chętnie pojechałby do Moskwy, nie czekając, aż Miedwiediew zawita do niego. Współpracownicy prezydenta nieoficjalnie poinformowali, że wziąłby on udział w uroczystościach 65. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem, gdyby… został potraktowany lepiej niż Aleksander Kwaśniewski pięć lat wcześniej. Kolejne porażki prezydenta na Wschodzie nakładają się na coraz bardziej nerwowe poszukiwania sukcesu w polityce wobec Rosji. Zegar wyborczy tyka w Pałacu Prezydenckim coraz głośniej.
Donald Tusk ma powody do zadowolenia. Przed wyborami w 2005 r. jego ocena wyjazdu Kwaśniewskiego do Moskwy przypominała stanowisko Jarosława Kaczyńskiego: „W dniu zakończenia wojny Polacy są na Westerplatte i Monte Cassino i wszędzie tam, gdzie mogą czcić pamięć swoich bohaterów, a nie chwałę jakiegokolwiek imperium. I dlatego tak wielu Polaków pyta dziś i pytać będzie jutro: Gdzie jesteś, panie prezydencie, przed kim jutro w imieniu Polaków złożysz w Moskwie hołd?”. Tusk opowiadał się za rozmową z Rosją „z pozycji siły”. Wtórował mu Bronisław Komorowski, który ogłosił, że na Rosję trzeba ryczeć, bo inny ton Kreml odbiera jako znak słabości.
Po sukcesie wyborczym w 2007 r. Tusk był już innym politykiem. Nie zamierzał stawiać Moskwie warunków wstępnych. Nie uzależniał, jak bracia Kaczyńscy, poziomu relacji polsko-rosyjskich od postępu w rozmowach dotyczących Katynia.
Odwrócił logikę Kaczyńskich – uznał, że normalizacja stosunków polsko-rosyjskich może sprzyjać rozwiązaniu trudnych kwestii historycznych. Ten pragmatyczny pogląd okazał się trafny. W czasie spotkania na Kremlu prezydent Władimir Putin oświadczył, że Katyń to zbrodnia stalinowska. 1 września 2009 r. Putin, jako premier, wziął udział w obchodach 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. W wygłoszonym przemówieniu uznał pakt Ribbentrop-Mołotow za niemoralny. PiS chciało za wszelką cenę utrudnić Tuskowi dialog z Moskwą. Domagało się, by w uchwale Sejmu w sprawie agresji ZSRR na Polskę umieszczono stwierdzenie, że zbrodnia katyńska to ludobójstwo. W tej kwestii PiS uzyskało wsparcie Lecha Kaczyńskiego. Jednak partia Jarosława Kaczyńskiego nie miała siły, by dopiąć swego i sprowokować gniew Moskwy. W uchwale Katyń

nazwano zbrodnią wojenną.

Dużą rolę odegrał w tej sprawie Bronisław Komorowski, który jako marszałek Sejmu nie realizuje zapowiedzi ryczenia na Rosję.
Należy docenić gest Putina. Rosyjski premier znalazłby, gdyby chciał, wiele powodów, by wysłać na uroczystości do Katynia któregoś ze swoich ministrów. Takie zachowanie byłoby dla większości Rosjan bardziej zrozumiałe niż oddanie hołdu obywatelom kraju, który – jak sądzą – jest do nich uprzedzony i źle nastawiony. W Rosji wciąż jest wiele wpływowych środowisk, które chętnie zrzuciłyby winę za Katyń na Niemców lub samych Polaków. Cztery dni przed spotkaniem Tuska z Putinem w Moskwie „Niezawisimaja Gazieta” opublikowała artykuł przekonujący, że to nie ZSRR był odpowiedzialny za zbrodnię. Kilka miesięcy wcześniej rosyjska prokuratura zakwalifikowała zbrodnię jako jedynie przekroczenie uprawnień przez członków kierownictwa radzieckiej partii komunistycznej.
Odcięcie się od Katynia niewątpliwie przysporzyłoby myślącemu o powrocie na Kreml Putinowi zwolenników w silnym obozie konserwatywnym. Dlaczego postąpił inaczej? Zapewne z przyczyn pragmatycznych. Polska jest dużym krajem w Unii Europejskiej, ważnym partnerem handlowym Rosji. Przez nasz kraj wiodą najkrótsze trasy tranzytowe w głąb Europy. Izolowanie się od Polski może sprzyjać narastaniu w niej nastrojów antyrosyjskich, umacnianiu dążeń Warszawy do tworzenia wokół Rosji koalicji nieprzyjaznych jej państw. Lepiej więc szukać w Polsce partnera niż wroga.
Po raz pierwszy szef rosyjskiego rządu weźmie udział w uroczystościach w Katyniu. Nawet jeśli nic nie powie, będzie to wydarzenie historyczne. Zamknie kolejny etap w długim okresie starań o pojednanie historyczne, który rozpoczęli w 1987 r. Wojciech Jaruzelski i Michaił Gorbaczow, powołując komisję historyczną. W kwietniu 1990 r. Michaił Gorbaczow wręczył na Kremlu prezydentowi Jaruzelskiemu dokumenty świadczące, że odpowiedzialność za zbrodnie ponoszą władze ZSRR. W latach 90. dzięki dobrym relacjom Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego z Borysem Jelcynem Polska otrzymała najważniejsze dokumenty katyńskie, a władze Rosji zgodziły się na urządzenie cmentarzy w Katyniu i Twerze. Zdecydowanie najmniejszy wkład w polsko-rosyjskie pojednanie wokół Katynia ma prezydent Lech Kaczyński. Mimo to bardzo chce wziąć udział w uroczystościach, na które nie został zaproszony.

Wydanie: 6/2010

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy