”Getto” Bartelskiego

Tak się jakoś złożyło, że ostatnimi czasy i ja, i Lesław Bartelski zajęliśmy się podobnym tematem. Już i przedtem co nieco nas łączyło. Obaj zasiadamy na wysokich stołkach w Zarządzie Głównym ZLP (prawda, jak to brzmi?), obaj otrzymaliśmy Nagrodę Reymonta, obaj pijemy niewiele z konieczności, chociaż obaj brzydzimy się abstynencją i tak dalej. Oczywiście, Lesław to ho, ho. Znał jeszcze i Baczyńskiego, i Borowskiego, walczył w powstaniu, wydał książek tak wiele, że się zimno robi, a wśród nich wiersze, powieści, eseje na rozliczne tematy. Ale najważniejszy pośród nich to okupacja, jej walka i kultura. Wiadomo, “Genealogia ocalonych”. No i nade wszystko ukochany Mokotów.
Otóż teraz Lesław przeniósł się do Warszawy północnej i napisał “Warszawskie Termopile 1943”, czyli rzecz o powstaniu w getcie. A ja też napisałem książkę o Żydach, tyle że o całej żydowskiej historii od Abrahama poczynając, wcześniej zacząłem i chyba wcześniej, bo rok temu, skończyłem, ale trafiłem na wydawcę-perfekcjonistę, w związku z czym moja praca ma się rzekomo ukazać za dwa, trzy tygodnie dopiero. Ale wróćmy do Bartelskiego.
O powstaniu w getcie pisano już wiele razy, pisał dwukrotnie i sam Bartelski. Niby wiemy o nim prawie wszystko. Ale były to ujęcia patetyczne, jak Bernarda Marka, czy znowu szalenie antypatetyczne jak Hanny Krall i Marka Edelmana. Zmieniały się także oceny stosunku Polaków do walczących Żydów i to bardzo krańcowo. Bartelski jest przede wszystkim rzeczowy i stara się bardzo o obiektywną ocenę. Co nie jest sprawą łatwą, zważywszy przedwojenne swary polsko-żydowskie. Ja bym może tę część książki nieco inaczej napisał. Nieco. Zresztą jak się moja ukaże, każdy zainteresowany może porównać. Natomiast Bartelski uświadamia nam, a w każdym razie mnie, że Niemcy mordując żydowską Warszawę, zlikwidowali w ten sposób główny ośrodek kultury żydowskiej w skali całego świata.
Natomiast nie jest prawdą, co się u nas automatycznie powtarza, że powstanie w getcie było pierwszym żydowskim czynem zbrojnym od upadku powstania Bar Kochby w starożytności. Żydzi wielokrotnie walczyli – czy to w Hiszpanii, czy to we własnej obronie w średniowieczu. Prawda, bardzo dawno temu. Zresztą Bartelski akurat tym się zajmuje.
Natomiast jako po trosze znawca historii Żydów, jestem w kłopocie – nie potrafię sobie wyobrazić getta i wśród nowych budynków i ulic odnaleźć tego, co minione. Niemcy zamienili przecież całe getto w kamienisto-ceglaną równinę, a przed wojną chyba nigdy tu po prostu nie byłem. Zresztą miałem trzy lata. Ale mieszkając na rogu Książęcej, coś sobie przecież z Alej Ujazdowskich przypominam, jakieś cienie do mnie docierają. Getto jest jednak krainą całkowicie nieznaną, Muranów stojący na jego ruinach to coś całkiem, całkiem innego. Inne miasto, inni ludzie, inne melodie. Getto to kraina nie do wiary, niemal nierzeczywista, niemal wymyślona. Resztę Warszawy odbudowano mniej więcej wedle starego wzoru, tamtej części – nie. Była zresztą strasznie biedna i obdrapana, cóż tu się mogło nadawać do rekonstrukcji?
Między zdjęciami getta czy to przedwojennego, czy też już okupowanego, a kolorowym dodatkiem, przedstawiającym skwery, pomniki i tablice kommemoracyjne nie ma najmniejszego związku, łączności, kontynuacji, następstwa. Czy można sobie wyobrazić na tym świątecznym, wymuskanym tle prawdziwych mieszkańców tego miejsca? Ja wszystko rozumiem, nikomu niczego nie zarzucam, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu jakiegoś straszliwego fałszerstwa. I nie ma tego oszusta i fałszerza, chyba że jest nim sam Los. Żydzi to w Polsce już sprawa prehistorii. Ci Żydzi, którzy ocaleli, nie są już żadnymi Żydami, spolonizowali się ze szczętem, nie sposób ich odróżnić. To, że ktoś jest Żydem, nadaje się tylko do wyszeptania na ucho stokroć sprawdzonemu przyjacielowi. Ale i to pociąga za sobą konieczność długich komentarzy, ponieważ Polacy o sprawach żydowskich nie wiedzą nic a nic.
Nasza niewiedza jest tragiczna i śmieszna, zważywszy długie wieki wspólnej ojczyzny i mieszkania. Zresztą z wiedzą Żydów o nas nie jest wcale lepiej – u Singera po polskich polach uwijają się skunksy, na wigilię jada się smażoną wieprzowinę, w lasach rosną cedry… Cóż, ani Bartelski, ani ja tego nie zmienimy. Ale starać się trzeba.

Wydanie: 16/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy