Od Mieszka do Leszka

Od Mieszka do Leszka

Bez uprzedzeń

Nic tak naszego narodu nie nudzi, jak gadanie o przyjęciu Polski do Unii Europejskiej. Nie wiadomo, czy w referendum więcej będzie zwolenników, czy przeciwników, pewne jest tylko to, że najwięcej będzie obojętnych. Mówią nam, że mamy przed sobą wydarzenie takiej doniosłości jak przystąpienie do chrześcijańskiej Europy za Mieszka I. Podobieństwo jakieś jest, dla chrześcijaństwa również nie było alternatywy w średniowieczu, ale chyba Mieszko nie tym argumentem zachęcał do chrztu. Chrześcijaństwo stało się na kilka wieków siłą cywilizującą Europę, ale jeszcze nie w wieku chrztu Polski, gdy na dworze papieskim panowała tak zwana pornokracja, ale trochę później. Mimo tego, że mieliśmy taką samą religię jak Europa, cywilizacja zachodnia przyjmowała się w Polsce źle, aż doszło do tego, że (w XVIII wieku) Polska uchodziła w oczach oświeconej Europy za kraj bardziej zacofany i bardziej orientalny niż Rosja Piotra i Katarzyny. Nie było to prawdziwe w stosunku do całych krajów, ale jeśli chodzi o kręgi rządzące i stolice, to Europa się nie myliła.
Utrzymywanie się przez tysiąclecie granicy cywilizacyjnej na zachodniej granicy Polski jest tematem do rozważenia dla tych, którzy snują tak śmiałe analogie historyczne. Różnica poziomów zmniejszyła się w okresie, gdy Niemcy wyroili się na Wschód i wracała do normy, gdy wsiąkali w żywioł polskości lub się wycofywali.
Cywilizacja chrześcijańska, mimo że nie było dla niej alternatywy, nie zdominowała czynników innej natury, a jeśli chodzi o jak najbardziej zachodni katolicyzm kontrreformacyjny, który na Zachodzie, w Wiedniu, Paryżu i gdzie indziej wspierał oświecony absolutyzm, w Polsce stał się sojusznikiem anarchii i niezniszczalnym bastionem zacofania. „To byłoby na tyle”, jeśli chodzi o analogię historyczną, nie moją zresztą.
Jeżeli wynik referendum europejskiego nie jest pewny, to głównie dlatego, że do tej pory nikt Polakom poważnie nie przedstawił ani rzeczywistych korzyści, ani innych przypuszczalnych konsekwencji przynależności do Unii. Unia Wolności zabiegała przede wszystkim, a prawdę mówiąc wyłącznie, o swój wizerunek partii najbardziej europejskiej, a innych starała się nie dopuszczać do tego przywileju. Robiła proeuropejskość na pokaz, starając się pokazać przede wszystkim siebie. Podobno ma być wszczęta jakaś nowa akcja reklamowania Europy jako rzeczy bardziej „sexy”, czyli cała sprawa ma być przedstawiana ludziom jeszcze bardziej powierzchownie niż dotychczas. Jeżeli zakłada się, że ludzie są tacy głupi, to lepiej nie pytać ich o zdanie.
Rząd na razie nie może o niczym innym myśleć jak tylko o deficycie budżetowym i trudno, żeby nie wierzył w fundusze pomocowe, jakie mają z Unii spłynąć do Polski wielką falą. Prosty człowiek, który nie ma kłopotów rządowych, jakoś nie potrafi uwierzyć, że Polska może otrzymać tyle pieniędzy co kiedyś, dajmy na to, Grecja czy Hiszpania.
Dużo szkody wyrządzają sprawie konkurencjoniści: najlepszy jest ten, kto wygrywa w konkurencji, po przyłączeniu do Unii konkurencja będzie jeszcze trudniejsza, zwycięzcy będą jeszcze lepsi. Niestety, przedsiębiorcy wiedzą, że przy takim stosunku państwa polskiego do gospodarki jak dotychczas, tymi zwycięzcami nie będziemy my. Dobrodziejstwa konkurencji przypadają konsumentom, jednakże obok konkurencji rynkowej nadal będzie istniała rywalizacja, a nawet próba sił między krajami i narodami takimi, jakie ukształtowały się historycznie. Nie wszyscy są tak jednowymiarowi, aby zadowolić się rolą konsumenta. Nadal będzie toczyło się to, co w filozofii politycznej nazwano „walką o uznanie”. Mieszkańcy Europy, w tym Polacy, będą pragnąć szacunku nie tylko jako jednostki, ale również jako członkowie wspólnot etnicznych i narodowych. Polska wchodzi do Europy jako jeden z krajów najbardziej zacofanych, najbiedniejszych i najniechlujniej wyglądających. Proszę w rozważaniach o świetlanej przyszłości nie pomijać tego ważnego faktu. Tu nie chodzi o żadne przedawnione stereotypy, lecz o aktualną rzeczywistość. Nie ma więc wątpliwości, że będą pogardzani. Sam wzrost konsumpcji nie sprowadza jeszcze na ludzi dobrego samopoczucia. Izrael daje Palestyńczykom lepsze warunki materialne i więcej indywidualnej wolności, niż mogliby mieć w swoim wymarzonym państwie palestyńskim. I czy to ich uszczęśliwia, czy okazują wdzięczność? Uważają, że należy im się więcej szacunku, choć nie potrafią powiedzieć, z jakiego powodu.
Polaków się zapewnia, że w zjednoczonej Europie nie grozi im utrata tożsamości narodowej. Jest to obietnica nie a propos. Kto się dziś troszczy o tożsamość narodową? Nowa emigracja szybko się depolonizuje. Nastrój może się jednak zmienić, gdy do zjednoczenia już dojdzie. Przegrana walka o uznanie może podgrzać wyziębione obecnie emocje narodowe. Jak pisze Paweł Kozłowski w książce „Szukanie demokracji”, jednym z powodów odrodzenia się obecnie idei narodu w Europie są „dążenia integracyjne Unii Europejskiej” (s. 123). Ten fakt mieści w sobie wiele możliwości, także destrukcyjnych. Dla Roberta Schumana i Jean Monneta celem było zjednoczenie Europy, dla następców jest to środek, a celem zniesienie państw narodowych. Na pozór wydaje się, że są to dwie nazwy dla tego samego. W istocie różnica jest taka, jak między tworzeniem tego, czego nie ma, a niszczeniem tego, co jest. Dużo na ten temat można mówić i jeszcze się powie, tymczasem chciałbym zakończyć napomnieniem: niech się Polakom nie zdaje, że ktoś będzie na nich pracował i doprowadzi ich zapaskudzony kraj do jakiego takiego ochędóstwa, że się tak wyrażę słowem z czasów Mieszka I.
*
Sprawę o złe potraktowanie Barbary Labudy 18 lat temu przez prokuratora Kaucza przekształcono według wzoru ustawy lustracyjnej w sprawę o mówienie nieprawdy. W ten sposób można oskarżyć każdego ministra, zarzucając mu cokolwiek, na przykład, że w stanie wojennym pił mleko prosto od krowy. Oskarżony z pewnością będzie się wypierał, zacznie przepraszać, zaplącze się w słowa i wtedy UOP albo IPN znajdzie krowę, która zezna, że była dojona i już przyłapaliśmy gościa na kłamstwie. Leszek Miller ani się spostrzeże, jak mu opozycja tym sposobem wymieni rząd i skończy on urzędowanie z innym rządem, niż zaczynał.

 

Wydanie: 47/2001

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy