Głową w mur

Głową w mur

Jak najstarsza rafineria w Polsce zmieniła się w nielegalne składowisko niebezpiecznych odpadów i co się stało z akcjami wartymi kilkaset milionów złotych?

19 stycznia 2005 r. Sąd Rejonowy w Nowym Sączu ogłosił upadłość założonej w roku 1883 gorlickiej Rafinerii Glimar. Szacowano, że zobowiązania spółki sięgały miliarda złotych. Okazało się, że kosztowne, liczone w setkach milionów złotych plany restrukturyzacji tej niegdysiejszej legendy polskiego przemysłu naftowego skończyły się fiaskiem.

Ówczesny prezes Nafty Polskiej Krzysztof Żyndul mimo wszystko zapewniał w wywiadach, że jest nadzieja na powstanie na tej ruinie efektywnie działającej spółki. Owo przekonanie oparte było na fakcie, że na terenie Glimaru budowana była najnowocześniejsza w Polsce instalacja do przerobu ropy naftowej, nazywana potocznie hydrokompleksem. Inwestycję zrealizowano w ponad 80%, a jeśli wierzyć mediom, efektywnym wykorzystaniem majątku gorlickiej rafinerii zainteresowani byli główni wierzyciele – Grupa Lotos, Nafta Polska oraz Bank BPH. Do pracy wzięli się też prokuratorzy szukający odpowiedzi na pytanie, kto winien, oraz wyznaczony przez sąd syndyk masy upadłościowej.

Wydawało się, że nie wszystko stracone. Potencjalnych inwestorów miała przyciągnąć nowoczesna instalacja hydrokompleks, która, jeśli oczywiście wierzyć dziennikarzom, miała służyć do produkcji paliwa dla polskich myśliwców F-16! Nic dziwnego, że syndyk wycenił ją najpierw na 326 mln zł, a potem na 180 mln zł… Szkoda, że zainteresowanie tymi ofertami było nieszczególne.

Quid pro quo (coś za coś)

Przez trzy lata próbowano „coś zrobić” z Glimarem. Pojawiali się i znikali różni oferenci zainteresowani przejęciem rafinerii. W roku 2007 warszawska spółka Petrolog miała już podpisaną umowę przedwstępną, ale w ostatniej chwili się wycofała. Na horyzoncie błysnął też ukraiński inwestor Michaił Reszetnik, właściciel zarejestrowanej w słowackim Popradzie spółki Interneftegas Company, który plany miał ambitne, możliwości zaś skromniejsze.

Zniecierpliwiony tym, że wokół rafinerii nic się nie działo, a wysiłki syndyka skończyły się niepowodzeniem, wiosną 2008 r. sąd umorzył upadłość Glimaru, którego przyszłością ponownie zajęli się dawni właściciele.

Wyjściem z sytuacji okazała się transakcja z początku grudnia 2008 r. – 9,52 mln akcji, stanowiących 91,54% kapitału rafinerii, kupił od Grupy Lotos Podkarpacki Holding Budowy Dróg Drogbud ze Strzyżowa, firma znana w regionie i ciesząca się dobrą reputacją.

Prezes Drogbudu Grzegorz Wojtaszek chciał dokończyć budowę hydrokompleksu i rozpocząć produkcję asfaltu. Pomysł wydawał się sensowny. W Polsce realizowano wówczas liczne projekty drogowe współfinansowane ze środków unijnych i każda tona asfaltu była na wagę złota. Nowy producent mógł liczyć na szybki zbyt i spore zyski.

Jednak rafineria Glimar wymagała restrukturyzacji zobowiązań i inwestycji. Na początek nowy właściciel m.in. wyremontował kotłownię i odbudował instalację do produkcji asfaltu. Łączna wartość zainwestowanych wówczas środków przekroczyła 45 mln zł.

Prezesowi Wojtaszkowi udało się też rozwiązać problemy z dostawami surowca niezbędnego do produkcji. Miał on być sprowadzany z Holandii. Ponadto zaadaptowano kilkanaście zbiorników do przechowywania asfaltu drogowego poprzez wykonanie systemu nagrzewnic i izolacji termicznej zbiorników. Dzięki temu można było zmagazynować 50 tys. ton asfaltu.

Na przełomie lutego i marca 2010 r. w rafinerii Lotos zakupiono ponad 12 tys. ton asfaltu i zmagazynowano go w nowych zbiornikach. Został on potem wykorzystany przy budowie dróg przez Drogbud i spółki zależne. Już samo magazynowanie asfaltu w martwym dla budownictwa drogowego sezonie dawało znaczące zyski – w tym czasie jego zakup był tańszy o 50%. Prezes Wojtaszek zakładał, że powoli kończą się problemy Glimaru i wkrótce rafineria zacznie przynosić spore zyski. Wtedy nastąpił gwałtowny zwrot akcji.

Na przełomie 2010 i 2011 r. prezes Wojtaszek otrzymał ofertę zakupu Glimaru od ekonomisty, przedsiębiorcy i polskiego konsula honorowego w Monako Wojciecha Janowskiego, który wraz z kilkoma, powiedzmy, wspólnikami zaproponował mu nietypową – choć, przyznajmy, wyglądającą solidnie – umowę warunkową. Na jej mocy spółka konsula honorowego stałaby się głównym udziałowcem najstarszej polskiej rafinerii. Istota transakcji polegała na tym, że akcje Glimaru oraz spółki Hydronaft z siedzibą w Gorlicach, których głównym posiadaczem był Grzegorz Wojtaszek, miały zostać przeniesione na cypryjską spółkę Fortionell Limited, której właścicielem była kanadyjska spółka Hudson Oil Corporation Limited kontrolowana przez Wojciecha Janowskiego. Interesy „Cypryjczyków” reprezentował wówczas nad Wisłą znany i ceniony mecenas Robert Nogacki, co dodawało sprawie wiarygodności.

Z kolei na rachunek maklerski prezesa Wojtaszka miały trafić akcje Hudson Oil Corporation Limited notowane na Toronto Stock Exchange lub – jak zapisano w umowie – „innym renomowanym rynku papierów wartościowych”, a których wartość nie miała być niższa niż 30 mln dol. Dodatkowym zabezpieczeniem transakcji miała być warta 6 mln dol. gwarancja bankowa. W połowie 2011 r. dokumenty transakcji były gotowe, a następnie zostały podpisane.

Niestety, szybko się okazało, że z akcjami kanadyjskiej spółki coś jest nie tak. Nikt też nie słyszał o gwarancji bankowej na 6 mln dol. Jednocześnie polscy przedstawiciele „Cypryjczyków” zadbali o to, by w stosownych urzędowych księgach, dokumentach i rejestrach jako właściciel udziałów Hydronaftu figurowała spółka Fortionell Limited. Co oznaczało, że w rafinerii Glimar pojawili się nowi właściciele. Gdy prezes Wojtaszek zorientował się, w czym rzecz, uznał, że padł ofiarą oszustwa.

Prowincjonalna prokuratura, prowincjonalne sądy

Na początku listopada 2011 r. do Prokuratury Rejonowej Kraków-Śródmieście Wschód trafiło doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez wyżej wspomniane osoby, złożone przez prezesa Grzegorza Wojtaszka. Jednocześnie wszczęte zostały postępowania sądowe, gdyż nowi właściciele Rafinerii Glimar zachowywali się jak u siebie.

Wojtaszek chciał dowieść, że cypryjska spółka Fortionell Limited uzyskała wpis do Krajowego Rejestru Sądowego (jako główny udziałowiec Hydronaftu, a co za tym idzie, Rafinerii Glimar) na podstawie wyłudzonego podpisu. Jednocześnie starał się ustalić, co się stało z prawie 4 mln akcji spółki Hudson Oil Corporation Limited, które trafiły na jego rachunek maklerski prowadzony przez Dom Inwestycyjny BRE Banku.

Z wyjaśnień pracowników owego domu inwestycyjnego wynika, że 3 sierpnia 2011 r. otrzymali drogą mejlową wstępne potwierdzenie, że owe akcje zostaną zaksięgowane na rachunku powierniczym DI BRE w Commerzbank AG. Tak też się stało.

Za to 18 sierpnia 2011 r. Commerzbank WYKSIĘGOWAŁ akcje z rachunku powierniczego DI BRE, „BEZ DYSPOZYCJI ze strony naszej Spółki”, jak napisano w wyjaśnieniach!

Należy podkreślić, że do dziś, mimo wysiłków prokuratury i samego zainteresowanego, nie wiadomo, co i dlaczego stało się w sierpniu 2011 r. z akcjami, które z mocy umowy należały do Grzegorza Wojtaszka. Commerzbank AG dowodzi, że owe walory zostały zaksięgowane na rachunku DI BRE „w wyniku błędu”, w związku z tym zapis został skorygowany.

Obecnie ani mBank (dawnej BRE Bank), ani tym bardziej Commerzbank (będący głównym udziałowcem mBanku) nie poczuwają się do winy i uważają sprawę za zamkniętą.

Historia ta jest tylko jednym z wielu dramatycznych zwrotów akcji. Prezesowi Drogbudu nie udało się odzyskać pełnej kontroli nad majątkiem Glimaru.

W kolejnych latach Grzegorz Wojtaszek starał się zainteresować swoimi problemami organy ścigania i wymiar sprawiedliwości. Składał doniesienia do prokuratury, stawał przed sądami w sprawach cywilnych, gromadził dowody, wysyłał i odpowiadał na pisma procesowe. A jedyne, co się zmieniało, to spółki dowodzące, że są właścicielami rafinerii Glimar „po linii Hudson Oil Corporation – Fortionell Limited”.

Wykorzystując kruczki prawne, przeciągały one rozstrzygnięcie spraw, a gdy miały już zapaść wyroki, okazywało się, że tak naprawdę właścicielem rafinerii był zupełnie inny podmiot gospodarczy i sprawa musiała rozpoczynać się od nowa. Co gorsza, składniki majątku spółki zmieniały właścicieli, tak że coraz trudniej było ustalić, co do kogo należy.

Kolejne prokuratury, którym przyszło zmierzyć się z postępowaniem wyjaśniającym w tej sprawie, natrafiały na problemy z biegłymi oraz pomocą prawną ze strony Niemiec, Kanady i Cypru. Banki także niezbyt ochoczo odpowiadały na pytania prokuratury i udostępniały dokumenty. Z czasem osłabł również zapał przedstawicieli kompetentnych organów, którzy doszli do wniosku, że sprawa jest trudna, niejasna i nie rokuje nic dobrego, więc może lepiej, by umarła śmiercią naturalną.

Kłopoty nie ominęły samego prezesa Grzegorza Wojtaszka. W roku 2016 został zaatakowany przez nieznanego sprawcę i, jak mu potem powiedzieli lekarze w szpitalu, ledwie uszedł z życiem. Łatwo się domyślić, że i tym razem organom nie udało się wyjaśnić sprawy. Cóż, Nowy Sącz, Gorlice, prowincja… Jedno jest pewne – w tej sprawie działanie zgodne z prawem jest, delikatnie mówiąc, bezsensowne i niebezpieczne dla Wojtaszka.

Smutny koniec konsula honorowego

Smutny koniec spotkał również wspomnianego ekonomistę, przedsiębiorcę oraz polskiego konsula honorowego w Monako Wojciecha tym razem J., który, jak się wydaje, był główną postacią operacji przejęcia Rafinerii Glimar.

6 maja 2014 r. przed szpitalem w Nicei została postrzelona przez wynajętego zabójcę Hélène Pastor, najbogatsza kobieta w Księstwie Monako, przyjaciółka książęcej rodziny Grimaldich. Mimo kilku operacji lekarzom nie udało się jej uratować, zmarła 21 maja. Francuska policja początkowo podejrzewała, że za zamachem stoi włoska mafia. Jednak dość szybko ustalono, że zleceniodawcą był znany nam dobrze konsul honorowy w Monako, Wojciech J., prywatnie związany z córką miliarderki Sylvią Pastor. Powodem, jak się okazało w trakcie procesu sądowego w roku 2018, były problemy finansowe naszego bohatera.

Hélène Pastor każdego miesiąca wystawiała córce czek o wartości 500 tys. euro, na życie. Sylvia, mając pełne zaufanie do konkubenta, zgodziła się, by to on zarządzał jej finansami. Po jakimś czasie odkryła, że wytransferował ponad 7 mln euro z jej rachunków na swoje prywatne konta. Ale interesy, które planował i realizował, nie wypaliły i zamiast zysków przyniosły straty. Sylvia zaczęła też podejrzewać, że jego tytuły i dyplom ukończenia studiów w Cambridge nie są prawdziwe.

Wojciech J. obawiał się, że chora na raka Sylvia Pastor umrze wcześniej niż jej matka, a wtedy zostanie on oddalony przez rodzinę monakijskich miliarderów i straci źródło dochodów. Znalazł więc pośrednika, który podjął się wynajęcia strzelca.

W październiku 2018 r. francuski sąd skazał byłego już honorowego konsula RP w Monako na dożywocie.

Składowisko

Konsekwencją wszystkiego, co się stało z Rafinerią Glimar, jest to, że od 2012 r. magazyny i potężne stalowe zbiorniki powoli zamieniały się w składowisko groźnych odpadów. Także dlatego, że odpowiedź na pytania, kto jest właścicielem i kto za co odpowiada, była nieoczywista.

Gorlickie gazety lokalne i portale internetowe pełne są rewelacji na temat potężnej „bomby ekologicznej”, która znajduje się na tym terenie. Wspomina się o 1,6 tys. ton niebezpiecznych substancji, które grożą skażeniem środowiska. Oczywiście sprawą interesują się prokuratura oraz lokalne władze samorządowe. Obawiam się, że bez szczególnych sukcesów.

W sierpniu 2017 r. na terenie Glimaru doszło do wycieku substancji żrących z jednego ze zbiorników. Zebrał się sztab kryzysowy z udziałem burmistrza oraz władz spółek odpowiedzialnych za te odpady. Prezes jednej z nich, Multibestu, zadeklarował, że na swój koszt do końca sierpnia wywiezie z terenu Gorlic szkodliwe substancje zgromadzone w zbiornikach. Niestety, nie podał, kiedy konkretnie miałoby to nastąpić. W listopadzie 2017 r. „Gazeta Krakowska” doniosła, że w tej sprawie nic się nie zmieniło.

W roku 2018 Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Nowym Sączu nałożył pół miliona złotych kary administracyjnej na wspomnianą firmę. Nie sądzę, by kogokolwiek zdziwił fakt, że nie miała ona zezwolenia na gospodarowanie odpadami, które zostały przewiezione do Gorlic, rzecz jasna, bez wymaganych dokumentów!

Egzekucja zobowiązań i należności będzie trudna, gdyż spółka Multibest nie dysponuje żadnym majątkiem, podobnie jak jej właściciele.

Zamiana rafinerii w składowisko niebezpiecznych odpadów chemicznych zaniepokoiła też posłankę Elżbietę Zielińską z Kukiz‘15, która wysłała kilka listów do odpowiednich ministrów, w tym do ministra sprawiedliwości prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. Rzecz jasna, bez większych efektów. Można być pewnym, że sprawa ta będzie się ciągnąć latami. Wymiar sprawiedliwości i wszelkie inne kompetentne organy dowiodły, że nie są w stanie wyjaśnić kwestii związanych z Glimarem. Prezes Grzegorz Wojtaszek czeka na sprawiedliwość, a mieszkańcy Gorlic na decyzje, które zlikwidują składowisko niebezpiecznych odpadów na terenie rafinerii. O pociągnięciu do odpowiedzialności osób winnych tej historii nie ma nawet mowy.

Fot. mostostal.com.pl

Wydanie: 36/2019

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Tata
    Tata 4 września, 2019, 17:11

    Serdecznie proszę Państwa o pomoc i wsparcie na leczenie syna, Siepomaga Kajetan Najdzion. Dziękuję! !

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy