Gorące słońce Urugwaju

Gorące słońce Urugwaju

Urugwajczycy zarabiają na turystyce przeszło miliard dolarów więcej od nas

Korespondencja z Montevideo

Wschodnia Republika Urugwaju – tak brzmi oficjalna nazwa tego niewielkiego (200 tys. km kw.) państwa, liczącego 3,2 mln ludności, z czego połowa zamieszkuje stolicę, Montevideo.
500-kilometrowa plaża nad Atlantykiem i Rio de la Plata z reprezentacyjną miejscowością Punta del Este oraz ośrodkami La Paloma, Piriapolis czy Santa Teresa to magnes przyciągający turystów, którzy nie mają kłopotów z wydawaniem pieniędzy w licznych kasynach, hotelach i barach.
Turystyka przynosi Urugwajowi blisko jedną trzecią wpływów dewizowych, tj. około 7 mld dol. rocznie. To o przeszło miliard więcej, niż wpływa do budżetu Polski. Nadmorskie kąpieliska w Punta del Este i Montevideo oraz łagodny klimat, zapach drzew eukaliptusowych i uprzejmość mieszkańców powodują, że najczęstszymi gośćmi są przybysze z Brazylii i Argentyny, a także ze Stanów Zjednoczonych. Europejczyków jest niestety mało. Polacy to niemal zupełna rzadkość. Chociaż wcześniej bywali tu Ignacy Jan Paderewski, Julian Tuwim, kilku pisarzy i dziennikarzy.
Pierwsi polscy emigranci przybyli do Urugwaju z Garibaldim. W jego szeregach walczyli o wolność tego kraju. Po I wojnie światowej fala nowej emigracji składała się głównie z rolników i rzemieślników szukających lepszych warunków pracy i życia. Warto przy tej okazji wspomnieć o kilku Polakach, którzy doszli w Urugwaju do bardzo wysokich stanowisk w administracji państwowej. Juliusza Jurkowskiego wybrano na pierwszego dziekana nowo utworzonego wydziału medycyny, Luis Wypychowski, profesor i wychowawca, został głównym reformatorem urugwajskiego szkolnictwa. Prof. Ryszard Czyszkowski de Pował – głównym inspektorem farmacji i środków leczniczych. To tylko parę polskich nazwisk, które dobrze się zapisały w historii Urugwaju.
Najczęstszymi gośćmi byli jednak polscy marynarze. Przywozili do portu Montevideo maszyny rolnicze, materiały budowlane, części do samochodów itp., a zabierali owoce cytrusowe, skóry, mięso, ryż i fasolę. Niestety, wymiana gospodarcza między naszymi krajami jest zbyt mała jak na potrzeby i możliwości. Główni partnerzy handlowi Urugwaju to Argentyna, Brazylia, Paragwaj i inne państwa Ameryki Południowej.
Na przybyszach z innego kraju duże wrażenie robi Montevideo, zaliczane do najładniejszych stolic Ameryki Południowej. Ciągnie się wzdłuż wybrzeża Atlantyku z szeroką piaszczystą plażą, z której mieszkańcy korzystają od wczesnego rana do późnego wieczoru, z wyjątkiem godzin południowych, kiedy żar leje się z nieba, rozgrzewając powietrze do 36 C. Wówczas trwa sjesta, a życie w mieście zamiera na dwie-trzy godziny.
Charakterystycznym obrazkiem urugwajskiej ulicy są ludzie trzymający kuliste naczynie, z którego popijają yerba mate, zwaną urugwajską herbatą. Ma ona dziwny, trochę cierpki smak, ale – o czym sam się przekonałem – orzeźwia i pobudza do działania, co w tutejszym klimacie nie jest bez znaczenia.
I jeszcze półnagie ładne dziewczyny, które w odróżnieniu od młodych Polek nie uprawiają cmok nonsensów ani na ulicy, ani w środkach komunikacji.
Miasto z okazałymi domami w dawnym stylu, nowoczesnymi wieżowcami i sporą liczbą samochodów różnych marek robi wrażenie wielkomiejskiej aglomeracji. Jego atrakcją jest także Estadio Centenario, wybudowany na pierwsze mistrzostwa świata w piłce nożnej, organizowane przez Urugwaj w 1930 r. Uznany został za pomnik historyczny Światowej Federacji Piłkarskiej. Na Centenario, położonym w samym centrum Montevideo, nadal rozgrywa się mecze piłkarskie, a spotkania z Brazylią i Argentyną, odwiecznymi rywalami Urugwajczyków, są świętem narodowym. Ciekawostką dla naszych budowniczych stadionów może być to, że ten 80-tysięczny kolos kibice opuszczają po zakończeniu zawodów w kilka minut. Tak dużo jest wyjść i wejść na wypadek „zadymy”, o którą przy temperamentach ludzi Południa nie jest tak trudno.
Rozwój sportu jest godny pozazdroszczenia, podobnie jak znakomicie rozwinięte szkolnictwo i ochrona zdrowia obywateli. Nigdzie na świecie nie widziałem tak wielu ludzi biegających dla zdrowia, a wielki szpital Dr. Manuela Quintelasa w Montevideo jest nazywany miastem zdrowia. Urugwajczycy szczycą się zresztą długowiecznością. Większość kobiet dożywa tu przeciętnie 75 lat, a mężczyźni 72.
Ceny artykułów spożywczych i przemysłowych są bardzo zróżnicowane. I jak na polską kieszeń niskie. Dobre buty można kupić za 300-1000 peso, męski garnitur – 2,5 tys. peso (1 dol. USA to 27,85 peso). Dobrej jakości ubiory dla pań, skrojone według najnowszej mody, są znacznie tańsze niż w Polsce. Pomarańcze, banany i inne owoce kosztują 8-12 peso, tyle co lody.
Obsługa w restauracjach i kasynach jest miła i nadzwyczaj sprawna. Nie zdarzyło się, abym po zajęciu stolika czekał na kelnera dłużej niż dwie minuty. Zamówione potrawy podawane są niemal natychmiast, a dla Polaka kuchnia urugwajska jest rewelacyjna. Ciekawostką jest to, że Urugwajczycy zjadają rekordowe ilości mięsa, ponad 80 kg rocznie, głównie wołowiny.
Ale najbardziej zazdroszczę Urugwajczykom słońca, słońca i jeszcze raz słońca. Gdy opuszczałem Urugwaj w środku południowoamerykańskiego lata, w Polsce panowała zima. I jak tu wracać?

 

Wydanie: 10/2005

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy