Monarchia pozorów

Monarchia pozorów

Arabia Saudyjska łamie prawa człowieka, choć Muhammad ibn Salman podaje się za reformatora

Prezydent USA Joe Biden, przemawiając w Warszawie, zwrócił uwagę na uzależnienie Europy od rosyjskich paliw kopalnych, które napędza machinę wojenną prezydenta Rosji Władimira Putina. Zapowiedział też, że Waszyngton pomoże w zdywersyfikowaniu źródeł dostaw, najpewniej korzystając z sieci partnerów handlowych, potencjalnych lub obecnych. Jednym z nich jest Arabia Saudyjska.

Waszyngton od pierwszych dni wojny naciska na Rijad i inne stolice naftowych monarchii Półwyspu Arabskiego, by zwiększyły podaż ropy na rynku i pomogły tym samym w obniżeniu światowych cen surowca. Te naciski nie odnoszą jednak skutku.

Już w marcu „Wall Street Journal” informował, że następcy tronów Arabii Saudyjskiej i Abu Zabi, a de facto władcy swoich krajów, nie chcą się zgodzić na rozmowę telefoniczną z Bidenem. Choć zarówno Arabia Saudyjska, jak i Zjednoczone Emiraty Arabskie uchodzą za bliskich sojuszników Waszyngtonu, w rzeczywistości ich relacje z Amerykanami znacząco się pogorszyły, od kiedy Donald Trump opuścił Biały Dom. Joe Biden bardziej krytycznie patrzy na politykę w arabskich monarchiach, jednak w relacjach z Rijadem kluczowe są interesy, a nie promocja demokracji.

Więzienia dla działaczy i dziennikarzy

Wśród pierwszych decyzji administracji Bidena znalazła się publikacja raportu dyrektorki Wywiadu Narodowego Avril Haines, który odpowiedzialnością za zabójstwo dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego w 2018 r. obarczył bezpośrednio księcia koronnego Muhammada ibn Salmana, stwierdzając, że ten całkowicie kontroluje procesy decyzyjne w królestwie, w tym kwestie operacji wywiadu. Choć raport Haines opierał się na raczej słabych przesłankach i nie podawał niezbitych dowodów, nie spodobał się na dworze Saudów. Tym bardziej że w Stanach Zjednoczonych księcia Muhammada czekają procesy sądowe w sprawie stosowania tortur, więzienia osób trzecich i właśnie zabójstwa Chaszukdżiego. Jeden z procesów wytoczyła mu narzeczona Chaszukdżiego, Hatice Cengiz, wraz z założoną przez publicystę organizacją Democracy for the Arab World Now.

Chociaż książę Muhammad ibn Salman przeprowadził w ostatnich latach liczne reformy, przyciągnął zagranicznych inwestorów i otworzył kraj bardziej na Zachód, wciąż wiele do życzenia pozostawia kwestia przestrzegania praw człowieka i wolności osobistej.

Freedom House, amerykańska organizacja przygotowująca co roku raporty o stanie demokracji i wolności na świecie, za 2021 r. przyznała Arabii Saudyjskiej druzgocący wynik 7 pkt na 100, niżej oceniając jedynie takie państwa jak Korea Północna, Sudan Południowy czy Syria. Na niską ocenę składa się wiele czynników, choćby wolność zgromadzeń, która w Arabii Saudyjskiej praktycznie nie istnieje. Wszelkie demonstracje mogą być tłumione przez policję, a protestującym często stawiane są zarzuty na podstawie przepisów zwalczających terroryzm. Wielu aktywistów przekonało się już, że w tej kwestii nie ma żartów, a sądy skazują ich na wysokie grzywny, a w niektórych przypadkach nawet na karę śmierci.

Organizacja zwraca uwagę także na mocno ograniczoną wolność wyrażania własnych przekonań i poglądów religijnych. Ateizm może podlegać karze do 20 lat pozbawienia wolności, a niemuzułmańskim mniejszościom religijnym nie wolno swobodnie uczestniczyć w zgromadzeniach religijnych. Władze ściśle kontrolują też media, wymagając od blogów i stron internetowych uzyskania licencji Ministerstwa Informacji. Nierzadkie są przypadki aresztowania niepokornych dziennikarzy, którzy decydują się na krytykę urzędników rządowych czy dostojników religijnych. Komitet na rzecz Obrony Dziennikarzy podaje, że w 2021 r. w Arabii Saudyjskiej aresztowano 14 dziennikarzy.

W państwie Saudów nielegalne są partie polityczne. Nie znaczy to oczywiście, że ugrupowania polityczne czy stowarzyszenia nie istnieją, działają jednak w ukryciu lub na emigracji, jak Bracia Muzułmanie, uznawani za organizację terrorystyczną, lub założona dwa lata temu prodemokratyczna Partia Zgromadzenia Narodowego.

Jej lider Jahja Assiri, były oficer saudyjskich sił powietrznych, z Arabii Saudyjskiej wyjechał w 2013 r. na studia; już rok później poprosił Brytyjczyków o azyl polityczny, obawiając się, że po powrocie do kraju może zostać aresztowany pod zarzutem udziału w licznych protestach. Do ubiegania się o azyl popchnęło go aresztowanie dwóch liderów Saudyjskiego Stowarzyszenia Praw Obywatelskich i Politycznych, Abdullaha al-Hamida i Muhammada Fahada al-Kahtaniego, którym w 2013 r. postawiono zarzuty m.in. destabilizacji porządku publicznego, zwracania organizacji międzynarodowych przeciwko królestwu, podburzania opinii publicznej i nielojalność wobec władcy. Wszystko dlatego, że oskarżali Rijad o łamanie praw człowieka i wzywali do ustanowienia monarchii konstytucyjnej. Al-Kahtani usłyszał wyrok 10 lat pozbawienia wolności, Al-Hamid został skazany na pięcioletnie więzienie, a dodatkowo musiał odbyć karę sześciu lat z wcześniejszego wyroku, mimo że w 2006 r. ułaskawił go król Abd Allah. Kiedy w 2020 r. Al-Hamid doznał wylewu, Amnesty International wzywało do jego uwolnienia ze względu na stan zdrowia. Niestety, bezskutecznie i sktywista zmarł w więzieniu.

Kara śmierci i chłosta

Wyroki nie sprowadzają się jedynie do więzienia. Organizacje walczące o prawa człowieka od lat krytykują Arabię Saudyjską za stosowanie kar cielesnych i tortur. Głośna jest sprawa uwolnionego w zeszłym miesiącu blogera Raifa Badawiego, który w 2014 r. został skazany na 10 lat więzienia za „obrazę islamu”. Miała nią być przede wszystkim krytyka policji religijnej na jego blogu. Badawi usłyszał od sędziego, że oprócz więzienia wymierzone zostanie mu 1000 batów, po 50 tygodniowo przez 20 tygodni. 9 stycznia 2015 r. na oczach tłumu przed meczetem w Dżuddzie został publicznie wychłostany, co spotkało się z krytyką społeczności międzynarodowej, a sam Badawi otrzymał od Parlamentu Europejskiego Nagrodę im. Sacharowa. Wymierzanie dalszej kary wstrzymano ze względu na zły stan zdrowia blogera.

W 2020 r. karę chłosty zniesiono, by dostosować saudyjskie przepisy do międzynarodowych standardów. Wciąż jednak sądy orzekają karę śmierci, w tym nieletnim. Wykonuje się ją zazwyczaj przez ścięcie głowy. 12 marca 2022 r., ledwie dzień po uwolnieniu Badawiego, dokonano egzekucji 81 osób. Część została skazana za morderstwo lub udział w międzynarodowych grupach terrorystycznych, ale inni np. za niejasne „śledzenie funkcjonariuszy publicznych”. Human Rights Watch podaje, że wśród zabitych było siedmiu Jemeńczyków, jeden Syryjczyk i 41 przedstawicieli saudyjskiej mniejszości szyickiej, która od lat jest represjonowana w zdominowanym przez sunnitów królestwie. Organizacja dotarła do dokumentów procesowych pięciu skazanych, w których ujawniono przede wszystkim poważne błędy proceduralne sądów, jak również fakt, że przyznawali się oni do winy pod wpływem tortur. Co więcej, rodziny zabitych nie zostały zawczasu poinformowane o wykonywaniu wyroków i nie miały możliwości pożegnać się z bliskimi.

Co prawda, Saudyjczycy twierdzą, że nie skazują nieletnich na karę śmierci, ale w rzeczywistości takie wyroki zapadają w przypadku osób, które były aresztowane wcześniej. Abd Allah al-Huwaiti został zatrzymany w wieku 14 lat pod zarzutami zabójstwa i napadu z bronią w ręku. W procesie sąd miał zignorować dowody na to, że Al-Huwaiti miał alibi, choć zebrane zostały przez saudyjskie służby. Sąd zignorował także skargę wszystkich sześciu oskarżonych, którzy twierdzili, że zeznania zostały na nich wymuszone torturami. Proces Al-Huwaitiego powtarzano trzykrotnie, za każdym razem jednak słyszał on wyrok śmierci. I to mimo że w 2018 r., kilka miesięcy po rozpoczęciu jego pierwszego procesu, w Arabii Saudyjskiej wprowadzono prawo ograniczające wyroki dla osób nieletnich do 10 lat, o ile kara za popełnione przestępstwo nie została już określona przez Koran lub hadisy.

W ubiegłym roku Rijad szczycił się też, że zniósł głośno krytykowany system kafali, będący współczesnym niewolnictwem. Według niego imigranci mogą się ubiegać o pracę w królestwie, znajdując kafila (sponsora), który odpowiedzialny jest za wizę pracownika i jego status prawny. Kontrowersje budziła konieczność uzyskania zgody kafila na zmianę miejsca pracy czy nawet opuszczenie Arabii Saudyjskiej i powrót do domu. Dzisiaj nie trzeba już prosić o to sponsora, choć migranci muszą się ubiegać o zgodę urzędników rządowych. Co więcej, wiele osób wciąż nie może się cieszyć swobodą, bo kafilom wolno konfiskować paszporty swoich pracowników. Michael

Page, wicedyrektor ds. Bliskiego Wschodu w Human Rights Watch, twierdzi, że wprowadzone w królestwie zmiany są „ograniczone, problematyczne i w żaden sposób nie rozmontowują systemu kafali. Miliony pracowników domowych i innych robotników są z tych reform wykluczone, co pozostawia ich całkowicie na łasce pracodawcy”.

Okaleczanie kobiet

Nadal wiele do życzenia pozostawia kwestia praw kobiet, chociaż w ramach reformowania systemu pozwolono Saudyjkom prowadzić samochód. Walczyły o to takie aktywistki jak zwolniona w lutym zeszłego roku z więzienia Ludżajn al-Hazlul, która przez trzy lata była pozbawiona wolności i ograniczano jej kontakt z rodziną. Mimo że reforma przepisów nastąpiła już w 2018 r., saudyjski wymiar sprawiedliwości nie śpieszył się z wypuszczeniem Al-Hazlul na wolność. I nawet dzisiaj nie może ona się cieszyć pełnią praw. Nałożono na nią bowiem pięcioletni zakaz podróży za granicę i trzy lata probacji, co może sprawić, że wróci do więzienia, kiedy tylko postanowi znowu działać.

Do niedawna kobiety nie mogły podróżować za granicę bez opiekuna, którym zwykle jest ojciec, brat lub mąż. Dzisiaj sytuacja się zmieniła i każda kobieta, która ukończyła 21. rok życia, może uzyskać paszport i podróżować. Wciąż jednak będzie potrzebowała zgody opiekuna, jeśli postanowi wyjść za mąż, rozwieść się – i aby wyjść z więzienia. A rodziny często nie zgadzają się na ponowne przyjęcie do domu kobiet, które odbywały wyroki za przestępstwa obyczajowe, np. za utrzymywanie pozamałżeńskich relacji seksualnych, nawet za obopólną zgodą. Jeśli po odsiedzeniu kary kobietom tym nie udaje się porozumieć z rodziną, trafiają do specjalnych schronisk, gdzie przebywają do czasu „pojednania”, jak określają to saudyjskie władze i media. Mogą się starać o zmianę opiekuna, ale taka operacja nie jest łatwa. Udało się to Samar Badawi, siostrze Raifa Badawiego, którą ojciec oskarżył o nieposłuszeństwo, a ona jego o uniemożliwianie wyjścia za mąż. Ostatecznie Samar trafiła w 2010 r. do aresztu, skąd wyszła po pół roku, gdy Sąd Generalny w Dżuddzie uczynił opiekunem jej wuja.

Kobiety w Arabii Saudyjskiej są również ofiarami praktyki okaleczania narządów płciowych. ALQST, organizacja zajmująca się dokumentowaniem przypadków łamania praw człowieka, cytuje badania przeprowadzone w Dżuddzie w latach 2016-2017, z których wynika, że okaleczonych zostało ok. 18% kobiet. Na zachodnim wybrzeżu ten odsetek sięgać może nawet 80%, w większości przypadków procedurę wykonują lekarze.

W państwie Saudów nie ma przepisów, które zabraniałyby obrzezania. Nawet prawa, które zakazują znęcania się nad dziećmi, nie wymieniają go wśród nielegalnych zachowań. Co więcej, według ALQST władze zajmują się jedynie pojedynczymi sprawami, kiedy np. okaleczona dziewczynka wymaga hospitalizacji, ponieważ obrzezania dokonano prymitywnymi narzędziami w domu.

Naloty na Jemen

Arabia Saudyjska zaangażowana jest też w walkę przeciwko ruchowi Huti w Jemenie, którą Rijad rozpoczął w 2015 r., by wesprzeć prezydenta Abd Rabbuha Mansura Hadiego. Do dzisiaj wojna ta pochłonęła według ONZ 377 tys. ofiar, w tym aż 15 tys. cywilów zabitych głównie w saudyjskich nalotach, których celem często były wesela czy targowiska. Jest to kość niezgody między Bidenem a Muhammadem ibn Salmanem, bo w początkach prezydentury amerykański prezydent usunął ruch Huti z listy organizacji terrorystycznych i ogłosił, że do Arabii Saudyjskiej eksportowana może być jedynie amerykańska broń defensywna, co wywołało niemałe oburzenie w Rijadzie.

Waszyngton często zapewnia, że promowanie norm demokratycznych i praw człowieka jest istotne dla jego polityki zagranicznej. Jednak mimo licznych raportów dokumentujących zły stan swobód obywatelskich w Arabii Saudyjskiej niewiele zdaje się robić w tej kwestii. Wystarczy przypomnieć, że na saudyjskiego następcę tronu, choć raport Avril Haines przekonuje, że to on odpowiada za śmierć Chaszukdżiego, nie zostały nałożone żadne sankcje. Wygląda więc na to, że jeśli w grę wchodzi ropa, liczą się nie deklarowane wartości, lecz czysta kalkulacja.

Fot. Reuters/Forum

Wydanie: 17/2022

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy