Obama na zdrowie

Obama na zdrowie

Problemy z reformą ubezpieczeń zdrowotnych w USA zniechęcają nawet tych, którzy mogą na niej najwięcej zyskać

Jeżeli jeden temat pozostaje aktualny od początku urzędowania Baracka Obamy – i nie chodzi o wątpliwości niektórych republikanów co do miejsca urodzenia prezydenta oraz wyznawanej przez niego religii (twierdzą, że to urodzony w Kenii muzułmanin) – jest nim reforma systemu ochrony zdrowia.

Krótka historia reformy

Demokratyczna większość w Kongresie doprowadziła do przyjęcia w 2010 r. Patient Protection and Affordable Care Act (w skrócie ACA) – ustawy, która zreformowała system opieki zdrowotnej w Stanach Zjednoczonych. Zgodnie z planami nowe prawo miało do 2020 r. doprowadzić do objęcia ubezpieczeniem zdrowotnym 40 mln mieszkańców USA, którzy do tej pory z różnych powodów byli go pozbawieni. Nie wprowadzono jednak systemu opartego na jednym płatniku – pozostawiono system prywatnych ubezpieczeń, nakładając jedynie obowiązek ubezpieczenia się, gdy kogoś na to stać. Rozszerzono przy tym obowiązek ubezpieczania pracowników przez pracodawców, a także zwiększono grupę objętych opieką zdrowotną dotowaną przez państwo. Firmom ubezpieczeniowym zakazano rozwiązywania umów w przypadku rosnących kosztów leczenia osoby ubezpieczonej.
Reforma miała też doprowadzić do obniżenia ponoszonych przez Amerykanów wydatków na opiekę zdrowotną – obecnie najwyższych na świecie. W 2011 r. łączne wydatki na ochronę zdrowia w Stanach Zjednoczonych przekroczyły 8,5 tys. dol. na mieszkańca, co odpowiadało 17,7% PKB. Na drugim miejscu pod względem wysokości wydatków na osobę były: Norwegia, w której łączne wydatki na ochronę zdrowia wynosiły ok. 5570 dol. na każdego mieszkańca (razem 9,3% PKB), i Szwajcaria – ok. 5640 dol. na mieszkańca (razem 11% PKB). Gdyby z kolei oceniać, jaki procent PKB stanowią wydatki na opiekę zdrowotną, na drugim miejscu byłaby Holandia, w której ochrona zdrowia pochłania prawie 12% PKB.
W żadnym z tych państw wydatki na opiekę zdrowotną nawet nie zbliżyły się do poziomu amerykańskiego. Co więcej, w USA rosły one znacznie szybciej niż wynagrodzenia i gospodarka. O ile od 1960 r. wynagrodzenia w Stanach Zjednoczonych wzrosły tylko o 16%, PKB zaś o 168%, o tyle wydatki na ochronę zdrowia aż o 818%. Jednocześnie średnia długość życia Amerykanów, którzy tak dużo wydają na opiekę zdrowotną, jest niższa od średniej dla państw należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) i o zaledwie dwa lata wyższa niż średnia długość życia w Polsce, gdzie wydatki na opiekę zdrowotną w przeliczeniu na mieszkańca są mniej więcej czterokrotnie niższe.
Chociaż Demokratom i prezydentowi Obamie podczas szykowania reformy przyświecały szczytne cele, niewzbudzające kontrowersji – nie ma bowiem nic złego w zagwarantowaniu obywatelom dostępu do opieki zdrowotnej przy jednoczesnym obniżeniu jej kosztów – treść nowego prawa wzbudziła zaciekły sprzeciw Republikanów. Uznali oni, że Obamacare – jak je nazwali – to pomyłka i dowód, że Barack Obama usiłuje wprowadzić w USA socjalistyczne rozwiązania, które podniosą koszty leczenia i utrudnią dostęp do opieki medycznej, a ponadto doprowadzą do upadku gospodarczego państwa. Gdy po wyborach 2010 r. Republikanie zdobyli większość w Izbie Reprezentantów, natychmiast przegłosowali odwołanie reformy, chociaż mieli świadomość, że kontrolowany przez Demokratów Senat zablokuje tę ustawę. Przez następne trzy lata Izba Reprezentantów głosowała za unieważnieniem lub ograniczeniem Obamacare ponad 30 razy. Jednocześnie Republikanie usiłowali podważyć nowe prawo na drodze sądowej, Sąd Najwyższy jednak orzekł, że ustawa wprowadzająca reformę nie jest sprzeczna z konstytucją. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że rozwiązania, które Demokraci zaproponowali na poziomie federalnym jako Obamacare, zaledwie kilka lat temu były wprowadzane przez Republikanów na poziomie stanowym.
Nie tylko politycy, ale i zwykli Amerykanie są podzieleni w sprawie reformy. W uproszczeniu można powiedzieć, że przeciwnikami są osoby głosujące na Republikanów, biali oraz ludzie starsi. Natomiast zwolennikami – przede wszystkim Afroamerykanie, Latynosi, ludzie młodzi oraz osoby głosujące na Demokratów. W skali społeczeństwa całkowicie przekonani o tym, że reforma jest nieudana, lub uważający, że część jej elementów jest zła, stanowią wyraźną większość. Taką opinię wyraża dwie trzecie Amerykanów, co paradoksalnie oznacza wzrost poparcia dla Obamacare, ponieważ jeszcze niedawno negatywnie o reformie wypowiadało się trzy czwarte mieszkańców USA.

Kosztowny falstart

Dlaczego nie tylko politycy – kierujący się ideologią lub doraźną kalkulacją – ale i zwykli obywatele, często będący beneficjentami nowych rozwiązań, mają negatywną opinię o zmianach, które w gruncie rzeczy dopiero zaczynają w pełni wchodzić w życie? Dwie podstawowe przyczyny są związane z samym wprowadzeniem reformy. Pierwsza przyjęła postać listu, który w drugiej połowie 2013 r. otrzymały miliony Amerykanów. W liście tym firmy, w których byli ubezpieczeni, informowały, że w związku z wejściem w życie kolejnych przepisów ACA ich polisy zostaną rozwiązane. Tymczasem Obama zapewniał, że osoby, które przed reformą miały ubezpieczenie zdrowotne i chcą je zatrzymać, nie utracą go. Ostatecznie przepisy odpowiednio zmieniono, dzięki czemu z dotychczasowych polis chętni mogą korzystać jeszcze przez rok. Chociaż ostatecznie prezydent wywiązał się z obietnicy, złe wrażenie pozostało.
Druga ważna przyczyna to zamieszanie związane ze stroną internetową Healthcare.gov. Strona ta, element systemu, którego przygotowanie kosztowało ok. 500 mln dol., miała pomóc mieszkańcom 36 stanów (w pozostałych to władze stanowe zdecydowały się przygotować podobne strony) znaleźć ofertę odpowiadającą ich możliwościom finansowym i uwzględniającą ich potrzeby, a następnie ubezpieczyć się. Niestety, szumnie zapowiadany start jednego z najważniejszych elementów zreformowanego systemu okazał się falstartem – przez pierwsze tygodnie strona, o ile w ogóle była sprawna, działała źle. Korzystanie z niej rzadko kiedy kończyło się sukcesem. Co gorsza, udostępniane oferty wcale nie były bardzo atrakcyjne. W efekcie osób, które zdecydowały się skorzystać z tej metody i ubezpieczyć się zgodnie z nowymi możliwościami i zasadami, było znacznie mniej, niż zakładano.

Co dalej z reformą?

Jak potoczą się losy reformy? Wiele zależy od tego, jak będzie działał sam system. Jeżeli w najbliższych miesiącach nie zdarzy się kolejna duża wpadka, liczba korzystających z nowych sposobów ubezpieczania może osiągnąć planowany pułap. Tym samym administracja Obamy będzie mogła ogłosić następny sukces reformy. Jeden już otrąbiono: spadek tempa wzrostu wydatków na opiekę zdrowotną. Demokraci twierdzą, że to zasługa Obamacare, w rzeczywistości jednak zmiany, które mogłyby się do tego przyczynić, dopiero zaczynają wchodzić w życie.
Im więcej realnych lub pozornych sukcesów Obamacare, tym większe szanse Demokratów na utrzymanie przewagi w Senacie i być może na odzyskanie większości w Izbie Reprezentantów, co uspokoi sytuację wokół reformy. Będzie to jednak bardzo trudne, ponieważ listopadowe wybory do Kongresu Republikanie najprawdopodobniej będą chcieli przekształcić w referendum w sprawie tej reformy. Wiele wskazuje na to, że sprzeciw będzie motywem przewodnim ich kampanii wyborczej, a mobilizacja zasobów finansowych i organizacyjnych w celu odwołania znienawidzonej reformy – pełna. Już teraz powiązane z Republikanami organizacje wydają dziesiątki milionów dolarów na reklamy telewizyjne atakujące tych członków Kongresu, którzy popierają Obamacare. Skala ataków i moment ich rozpoczęcia nie mają precedensu i niektórzy kongresmani zaczynają wpadać w panikę.
Nastrój ten nie udziela się firmom oferującym ubezpieczenia zdrowotne, które zdecydowały się w ostatnich tygodniach przeznaczyć 500 mln dol. na reklamy swoich produktów związanych z wchodzeniem w życie postanowień ACA. Decyzja ta ma dowodzić – jak twierdzi Paul Krugman, laureat Nagrody Nobla z ekonomii – pewności wielkiego biznesu ubezpieczeniowego, że mimo trudnego startu reforma, przeforsowana przez Demokratów w 2010 r., okaże się sukcesem. Zweryfikowanie tego stwierdzenia wymaga jednak czasu, którego Obamacare po ewentualnym zwycięstwie Republikanów może nie mieć.

Wydanie: 7/2014

Kategorie: Świat
Tagi: Jan Misiuna

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy