Grad nieszczęść

Grad nieszczęść

Marsz Niepodległości znowu zmienił się w chuligańskie zamieszki. Bojówki, które na apel prezesa miały bronić kościołów przed najazdem barbarzyńskich kobiet, 11 listopada jako wroga wybrały sobie policję. Oraz balkon, na którym była tęczowa flaga i symbol Strajku Kobiet. Chybiły i racami wznieciły pożar w pracowni Stefana Okołowicza, witkacologa. Przechowuje on oryginały niezwykłych fotografii Witkiewicza, który był nie tylko zdumiewającym pisarzem i malarzem, ale też wybitnym fotografem. Nagle przypominam sobie, że z Okołowiczem, na początku lat 90., zorganizowaliśmy wystawę w Sztokholmie, w muzeum Strindberga, byłem wtedy dyrektorem Instytutu Polskiego i attaché kulturalnym. Ze zdumieniem odkryłem, że szwedzki dramaturg, podobnie jak Witkiewicz ekscentryk, także był dobrym fotografem. Wpadłem więc na pomysł, by zestawić ich zdjęcia. Jak mogłem zapomnieć o tej wystawie, to jedna z ciekawszych rzeczy, jakie zrobiłem w Szwecji. Pożar okazał się potrzebny, by wzbudzić moją pamięć.

Na tle zachowania barbarzyńców jak grzeczne zdają się teraz manifestacje kobiet. To strajki ludzi dobrych i kulturalnych. Jak ktoś ironicznie napisał: „Z wydarzeń ostatnich tygodni wyłania się czytelny obrazek »cywilizacji śmierci« i »cywilizacji życia«, jeśli trzymać się narracji organizatorów Marszu Niepodległości. Oto w trwających od trzech tygodni w całym kraju protestach »cywilizacji śmierci« nie doszło nawet do jednego aktu agresji wobec policji, a »wandalizm« ogranicza się do malowania haseł na budynkach. »Cywilizacji życia« wystarczyła jedna impreza, żeby spowodować poważne walki z policją i rozpirzyć kawał miasta”. Piotr Gliński uważa, że chuligańskie wybryki 11 listopada to wina manifestacji zwolenników mordowania płodów, bo one podgrzały atmosferę w Polsce. I pobudziły prawdziwych Polaków, którzy stracili panowanie nad sobą.

Trump nadal się waha, czy dobrowolnie opuścić Biały Dom. A mnie się marzy scena, jak go wynoszą. Złorzeczy na swoim Twitterze. Pisze o Bidenie: „On wygrał, gdyż wybory zostały sfałszowane (…), fałszywe i milczące media”. Mój kolega dziennikarz pisze do mnie z Waszyngtonu: „Trump jak pijak na weselu niezadowolony, że uczta się kończy, ściąga obrus ze stołu z całą zastawą. A nasz młodszy syn przyznał się, że głosował na Trumpa. Poczułem się, jakby ktoś mi wbił nóż w plecy. Nie bardzo mogę się pozbierać”. Zareagowałbym podobnie, tak głębokie są nasze emocje, sięgają do rdzenia naszego sumienia. Kolega dalej pisze: „Poza tym klincz, bo paranoja lub cynizm zdominowały republikanów”. Też widzę, że republikanie upodabniają się do PiS i kwestionują demokratyczne reguły gry. Tak samo będzie z PiS, jak przegra wybory, a prezes pójdzie na emeryturę. Podzielone, skłócone i okrojone będzie nadal zatruwać nasze życie społeczne i polityczne. W Stanach i w Polsce zainfekowano na dziesięciolecia myślenie milionów ludzi. Dlatego tak trudno być optymistą, gdy chodzi o przyszłość.

Grad nieszczęść sypie się na prawicę, sojusznik, czyli Kościół, znowu pada ofiarą dobrze udokumentowanych oskarżeń. A przecież kard. Dziwisz wydawał się uosobieniem poczciwości, chociaż na Wawelu zrobił wielkie świństwo Piłsudskiemu, kładąc obok zwłoki Lecha Kaczyńskiego. Nie wierzę, by Jan Paweł II krył pedofilów, wierzę, że był skutecznie przez Dziwisza odcinany od informacji. To był jednak grzech naiwności i bezradności, są stanowiska, w przypadku których to trudne do wybaczenia. Teraz nawet kościelni publicyści zaczynają Kościół atakować, ale czerń radiomaryjna karmiona mediami rządowymi o niczym nie wie.

Upadek instytucji Kościoła ma w Polsce wymiar polityczny. Prezes postawił na Kościół. Nauczał, że Kościół jest skarbnicą polskich zalet, ten, kto w to nie wierzy, jest nihilistą. Prezes ma fatalną opinię o moralności Polaków, naród może wielki, ale moralnie wątły. Bez szlachetnego Kościoła zapadnie się w moralne bagno. A tu okazuje się, że sam Kościół zabagniony.

Zawsze byłem antyklerykalny, choć nie, to nieprawda, w stanie wojennym istniał wspólny wróg, więc zawiązała się braterska przyjaźń, ale zupełnie pozareligijna. Gdy jeździłem na spotkania autorskie po kościołach, księżom w ogóle nie przeszkadzało, że nie chodzę na msze. Inna sprawa, że nie rozumiem, po co wierzącemu instytucja, która w tej wierze pośredniczy. Pamiętam, jak przed laty ks. Jacek Prusak mówił mi, że Kościół polski przeszkadza mu w wierze. Przeszkadza wszystkim mądrze wierzącym.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 48/2020

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy