Grecja otrząsa się z faszyzmu

Grecja otrząsa się z faszyzmu

Złoty Świt obiecywał bezpieczeństwo i Grecję dla Greków. Udało się stworzyć atmosferę zagrożenia


Dionisios Sturis – ur. w 1983 r. w Grecji, autor książek, m.in. „Grecja. Gorzkie pomarańcze”, „Zachód słońca na Santorini” i wraz z Ewą Winnicką „Władcy strachu”. Wielokrotnie nominowany do prestiżowych nagród dziennikarskich, m.in. Grand Press, Nagrody PAP i Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki.


Portretujesz polityczną minioną dekadę w Grecji. Pokazujesz taktykę faszystowskiego Złotego Świtu: wejście do oficjalnej polityki, utworzenie partii, wejście do parlamentu, garnitury, obecność w mainstreamie medialnym – wszystko po to, by zamaskować stosowaną cały czas przemoc, z zabójstwami włącznie. Zamordowanie przez członków bojówki Złotego Świtu rapera, antyfaszysty, „prawdziwego Greka” Pavlosa Fyssasa, dogłębnie wstrząsnęło Grecją. Pierwsze wyroki zapadły.
– Być może ta sądowa potyczka potrwa jeszcze następną dekadę, prawo przewiduje kolejne poziomy apelacji, ale skazani czekają na nie w więzieniu, a nie na wolności. Inaczej, niż chciała prowadząca sprawę prokuratorka.

Mający posłów w parlamencie Złoty Świt został uznany za organizację przestępczą, jego przywódcy wylądowali za kratami, a stało się to po śledztwie w sprawie Fyssasa.
– W książce opisuję, jak działał Złoty Świt od samego początku: w ukryciu i tajemnicy, potem coraz bardziej jawnie dzięki sprzyjającemu klimatowi politycznemu, aż do startu w wyborach i zdobycia mandatów poselskich. Ważny jest kryzys gospodarczy, który wywindował popularność faszystów. Ale dopiero ten wyrok sądu (jesień 2020 r.) pokazał, jaką formacją był Złoty Świt od samego początku. Od zawsze był po prostu organizacją przestępczą, a ustrojenie się w szaty partii politycznej było tylko rodzajem kamuflażu. Po to, żeby doprowadzić w Grecji do wojny domowej, w wyniku której chcieli przejąć władzę i ustanowić rządy faszystowskie. To był podstawowy cel, choć nie mówili o nim wprost, udawali, że grają w demokratyczną grę. Partia została zarejestrowana, brała udział w wyborach, „politycy” debatowali z dziennikarzami, rozliczali subwencje. Chcieli uchodzić za normalną partię polityczną, choć od zarania była to przykrywka dla głównego celu – powtórki z wojny domowej. To jest kluczowe i najciekawsze – taki właśnie cel i podporządkowany mu modus operandi. To się nie udało. Ale bardzo długo nawet uważni i krytyczni obserwatorzy działań Złotego Świtu tego nie widzieli, nie rozumieli, nie nazywali tymi słowami.

Kładę na to nacisk, na tezę, że cały czas chodziło o siłowe przejęcie władzy w wyniku wojny domowej, do której doprowadzono świadomie, skrajnie polaryzując społeczeństwo. Ta teza nie wybrzmiała tak jasno w debacie europejskiej nad studium przypadku Złotego Świtu.

Jak to możliwe, że prawdziwy cel i natura tych działań mogły tak długo pozostać nierozpoznane?
– Mamy tu fenomen specyficznie grecki, pewien rodzaj ciągłości inspiracji i identyfikacji faszystowskiej. Wracają echa wojny domowej z lat 40., późniejsze rządy czarnych pułkowników; ten rodzaj ukąszenia faszystowskiego tlił się w Grecji od dekad. Równocześnie to doświadczenie nie zostało nigdy jednoznacznie zdyskredytowane. Złoty Świt ten fakt politycznie zagospodarował. Dlatego wyrok jest tak ważny. Być może oznacza koniec faszyzmu w Grecji. Nie skrajnej prawicy, ale kres nazwanej, rozpoznawalnej faszystowskiej formy.

To się stało po raz pierwszy. Mam nadzieję, że będzie oznaczać koniec możliwości funkcjonowania takiej partii politycznej – otwarcie posługującej się przemocą i jawnie odwołującej się do dziedzictwa Hitlera. Nie jesteśmy jednak tacy naiwni, żeby uważać, że to koniec historii. Będzie jeszcze apelacja, a poza wszystkim elektorat Złotego Świtu nie rozpłynął się w niebycie, ci ludzie nadal uważają to samo, przechodzą jedynie w stan uśpienia, niewidzialności na jakiś czas. Nie wiemy, jak trwale. W Grecji obserwujemy, jak partia rządząca przejmuje, przytula po faszystach niektóre formy poglądów, np. antyuchodźczych, i twórczo je rozwija. Przykładem jest choćby zakup i wykorzystanie na granicy z Turcją takich urządzeń jak „działa soniczne”, wytwarzające niewiarygodny hałas skierowany w stronę osób koczujących przy granicy. Nawet Złoty Świt na to nie wpadł. Bruksela niby się oburza, ale słyszy w odpowiedzi: to nasze przepisy, mamy prawo strzec naszych granic.

Głos tych, którzy od początku wskazywali rzeczywisty charakter działań, celów i metod Złotego Świtu: anarchistów, antyfaszystów, radykalnej lewicy (środowisk będących również cały czas na celowniku faszystów), nie był słyszalny, traktowany poważnie. Ci, których przemoc Złotego Świtu nie dotykała bezpośrednio, nie reagowali na sygnały od atakowanych, bitych. Ponieważ ich to nie dotyczyło – nie istniało. Także dlatego ten kamuflaż działał tak długo. Kasandry tradycyjnie nie słyszy się ani nie traktuje poważnie.
– Poza tym mamy tu figurę zbawcy pojawiającego się znikąd w czasie kryzysu, bez balastu wcześniejszych doświadczeń i obciążeń w rządzeniu, bez piętna nieskuteczności. Taką legendę miały dwie partie rządzące na przemian Grecją przez 30 lat, PASOK i Nowa Demokracja. Nie umiały zapobiec kryzysowi, a potem na niego zareagować. I nagle pojawia się partia pozornie nowa, nieskalana, nieobarczona porażkami. Pojawia się elokwentny, dobrze wykształcony rzecznik, który przebojowo występuje w mediach, rozpościera wachlarz obietnic, nic, że nie do spełnienia, zapowiada wyjście z kryzysu – i ludzie to kupują. I najważniejsze: faszyści wskazują wroga (najprostszy sprawdzony schemat polityczny) – uchodźców. Oskarża się ich nie tylko o zabieranie miejsc pracy, ale też o przestępstwa, takie jak morderstwa i gwałty. Złoty Świt obiecuje bezpieczeństwo i Grecję dla Greków. Udało się wytworzyć tę atmosferę zagrożenia, całkowicie zmistyfikowaną. Analogią jest to, co działo się w Polsce w 2015 r. i może jeszcze bardziej teraz.

Grecy w kryzysie dali się na to nabrać. Uwierzyli w tę opowieść, zresztą podobnie jak media. Niewątpliwie tematyka zagrożenia uchodźczego się klikała, grzała emocje. Karuzela się kręciła.

Chyba dopiero dwa lata temu BBC uznało, że nie ma obowiązku zapraszania do każdej rozmowy o zmianach klimatycznych tzw. negacjonistów, że to nie buduje żadnego „bardziej obiektywnego” przekazu.
– I takie decyzje trzeba podejmować, także w polskich mediach.

Ale w sprawie faszystów media nie decydują się na taki krok.
– Dymitras Psaras, który od kilkudziesięciu lat dokumentuje i śledzi działania faszystów (m.in. przechował i ma niejawne dokumenty ideowe, założycielskie Złotego Świtu, opisujące rolę Führera, strukturę i cele działania), obiecał sobie od samego początku, że nie będzie z nimi rozmawiał, i nie przeszkodziło mu to w kompetentnym opisywaniu ich działań, ujawnianiu przestępstw, pokazywaniu modus operandi. Nigdy nie rozmawiał z członkami partii, wysłuchiwał tych, którzy odeszli – ta postawa nie przeszkodziła mu w zbudowaniu najpełniejszego, rzeczywistego obrazu funkcjonowania Złotego Świtu.

Powtarzanie politycznych „przekazów” partii faszystowskiej przez media legitymizuje ją i oswaja nas z jej poglądami. To bardzo groźne. Media greckie (podobnie jak polskie) nie potrafiły tego przerwać. Dopiero zabójstwo Pavlosa Fyssasa dokonało przełomu. Kiedy przed rokiem byłem na granicy grecko-tureckiej, gdzie trwało napięcie związane z obecnością uchodźców, byłem świadkiem symbolicznej sceny. Do grupy dziennikarzy zbliżył się były członek Złotego Świtu, Lagos, a oni nawet nie odwrócili się w jego stronę, nie rozmawiał z nim nikt, kto wiedział, kim jest. Żadna kamera ani mikrofon nie zwróciły się w jego stronę. Jeszcze rok, dwa lata wcześniej taka scena była nie do wyobrażenia. Wcześniej media, jak również inne instytucje państwa w znacznym stopniu przyczyniły się do wywindowania popularności Złotego Świtu. Aż przyszło opamiętanie.

Nie sposób nie zapytać o zaangażowanie w budowanie potęgi faszystów udających partię takich instytucji państwa jak policja i prokuratura, które przez lata patrzyły przez palce na to, co robi Złoty Świt, faktycznie rozpościerały nad nim rodzaj politycznego parasola ochronnego i wzmacniały poczucie bezkarności.
– To pokłosie społecznej tęsknoty za rządami silnej ręki. Są na to badania opinii społecznej, których jednak nie upubliczniano. Przywódcy Złotego Świtu mieli też mocne, często rodzinne powiązania z wojskiem. Kilka posterunków ateńskiej policji chciało nawet założyć związek zawodowy o nazwie Złoty Świt. Kiedy Grecję dotknął kryzys: gospodarczy, społeczny, polityczny, Złoty Świt jawił się jako siła użyteczna, porządkująca, wyręczał policję w interesie „zaniepokojonych mieszkańców”. W prokuraturze i sądownictwie było podobnie. Do dzisiaj można usłyszeć, że jak rządzili pułkownicy, to było czysto, budowano mosty, szkoły, a że mordowano przeciwników politycznych w obozach koncentracyjnych gdzieś na wyspach – to już trudno.

W Grecji do niedawna wciąż obowiązywało też prawo, które nie pozwalało na delegalizację partii politycznych – to reakcja na doświadczenia rządów dyktatorskich Joanisa Metaksasa (1936-1941), kiedy partię można było zlikwidować „jednym podpisem”. Tak działo się wiele lat później. Kiedy junta upadła, nowa konstytucja dała mocną legitymację dla istnienia partii politycznych. Z tego skorzystał Złoty Świt. Często stąd wynikał brak reakcji i pomysłu, jak się dobrać do faszystów, bo przecież są partią polityczną. To dawało im polityczną i prawną nietykalność. Dlatego wyrok delegalizujący partię faszystowską nie był ani oczywisty, ani bezsprzecznie oczekiwany, spodziewano się raczej, że elementy zachowawcze państwa przeważą i sąd nie zdobędzie się na taką odważną decyzję.

Prokurator, mając niepodważalne dowody zbrodni, wygłasza przed sądem de facto mowę obrończą oskarżonych. Sędzia prowadząca sprawę każe zaprotokołować, że w tej mowie prokurator po prostu kłamie.

W tej historii wielką nieobecną jest Unia Europejska.
– Tak, mamy choćby przykład polityki antyuchodźczej Unii czy posła Janisa Lagosa, który po skazaniu go przez sąd na 13 lat więzienia przez wiele miesięcy zasłaniał się immunitetem europarlamentarzysty. Fyssas zginął na jego rozkaz, a dwa lata po morderstwie Lagos został europosłem. I nic się nie stało. Europa nie widziała, nie słyszała, nie reagowała.

Są jednak w tej politycznej opowieści postacie i wzorce pozytywne, ludzie, których determinacja i odwaga doprowadziły do zatrzymania faszystów w ich marszu po władzę.
– Taką osobą była przypadkowa świadek zbrodni na Fyssasie, która odważyła się zeznawać, a jej słowa pogrążyły i w konsekwencji zaprowadziły za kraty polityków Złotego Świtu. To również wspomniany dziennikarz Psaras. To z jednej strony jednostki – silne, które w sytuacji konfrontacji zdecydowały się nie chować głowy w piasek, zeznawać przed sądem, opisywać w mediach, zabierać głos, organizować opór. Myślę, że w takich procesach zmiany społecznej muszą być podobne jednostki, które z determinacją i siłą podejmują walkę. Z drugiej strony jest też oczywiście bohater zbiorowy, antyfaszyści greccy, którzy od lat nagłaśniali, analizowali, upubliczniali „dokonania” Złotego Świtu. I przez lata byli jedynymi na tym froncie. Nie traktowano ich poważnie, mieli łatkę awanturników, zadymiarzy. Byli nie do zaakceptowania dla głównego nurtu mediów, polityków, debaty politycznej. Ale bez nich greckie instytucje by sobie nie poradziły. Przy samym procesie cała grupa antyfaszystowskich prawników pracowała przez kilka lat nieodpłatnie. To był niewyobrażalny wysiłek.

Symbolem antyfaszyzmu została matka zamordowanego Pavlosa, Magda Fyssas, która stała się bohaterką narodową, jak niegdyś bohaterowie walki z hitleryzmem, jak Manolis Glezos, który zrywał flagę ze swastyką z Akropolu, niedawny parlamentarzysta Syrizy. Obecna zmiana polityczna est wspólnym zwycięstwem ich wszystkich.

Kto może być dzisiaj Grekiem?
– Od kilku lat, po zmianie prawa, obywatelami greckimi mogą zostać różne osoby, które wcześniej nie miały takiej możliwości, bo nie każdy jest wybitnym koszykarzem i gra w NBA. Ale już kłopot ma Negros Tou Moria, czarny raper z obskurnej, imigranckiej dzielnicy Aten, władający greckim w niewiarygodny, doskonały, twórczy sposób, urodzony w Grecji, tworzący grecką kulturę – tu opór wciąż istnieje. Czyli prawnie już tak, społecznie jeszcze nie, ale najważniejsze jest to, że zmiana następuje. Ideał greckości Złotego Świtu powoli odchodzi do historii – wzorce sprzed 200 lat, że Grek musi być białym chrześcijaninem z małej wioski na prowincji. Do niedawna trzeba było Grekiem się urodzić. Ja, który urodziłem się Grekiem, czuję się Polakiem, ale Grecy uznali mnie za Greka i chcieli ukarać za to, że nie byłem w greckim wojsku. Z Grecji wyjechałem do Polski z mamą, kiedy miałem rok. Ale dla Greków już byłem na zawsze Grekiem. Prawdziwym.

Ta historia jest ciekawa także dlatego, że pytanie o tożsamość narodową jest obecnie kompletnym anachronizmem, pochodzi z innej epoki. Narodowość przestaje nas opisywać. Zygmunt Bauman mówił, że mamy dzisiaj swobodę i wolność wyboru tożsamości. Wielu przedstawicieli różnych mniejszości wciąż takiego prawa nie ma. Walka się nie skończyła.

W rozmowie z prof. Dimitrisem Christopulosem, profesorem na Wydziale Nauk Politycznych i Historii Uniwersytetu Panteion, prezesem Międzynarodowej Federacji Praw Człowieka (FIDH), usłyszałem, że niczego się nie uczymy z historii. Holokaust może się powtórzyć. To, że w Grecji rozwiązano Złoty Świt, skazano jego przywódców, oznacza, że wymiar sprawiedliwości stanął na wysokości zadania, ale nie ma pewności, że zagrożenie faszyzmem znika na zawsze. Ten wyrok był jednak także zaskoczeniem, dotąd bezkarność i brak rozliczeń były polityczną regułą. Złociści byli pewni, że nikt ich nie tknie. Policjant, zatrzymując zabójcę, usłyszał: „Jestem jednym z was”. „Jesteś policjantem?”. „Jestem ze Złotego Świtu”.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 49/2021

Kategorie: Świat, Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy