Groźne wieże Temelina

Na cmentarzu przy elektrowni atomowej ekolodzy postawili krzyżku czci ofiar Czarnobyla. W wypadku awarii cmentarz będzie napromieniowany

Zaiskrzyło w stosunkach między Pragą a Wiedniem. Władze Austrii ostrzegły, że mogą zablokować przystąpienie Czech do Unii Europejskiej. Rząd czeski oskarżył natomiast Austriaków o uprawianie “atomowej histerii”.
Powodem sporu jest elektrownia nuklearna, budowana od 17 lat w pobliżu Budziejowic w południowo-czeskim Temelinie. Cztery ogromne, bladoniebieskie wieże chłodnicze elektrowni o wysokości 155 metrów górują nad idyllicznym krajobrazem łąk, ogrodów i stawów rybnych. Na asfaltowym placu przed kombinatem czescy przeciwnicy energii nuklearnej wymalowali kilkadziesiąt razy swoje “Ne” (nie).
Inwestor, koncern energetyczny CEZ, zapowiada, że reaktor zostanie włączony lada dzień. Już zainstalowano w Temelinie 163 uranowe pręty paliwowe. Elektrownia oddalona jest około 60 km od granicy austriackiej i 70 km od bawarskiej. Nic dziwnego, że inwestycja ta

budzi niepokój sąsiadów.

Niemiecki minister ochrony środowiska, Jürgen Trittin, nazwał Temelin “przedwczorajszym projektem, który nie przyczyni się do zaspokojenia potrzeb energetycznych Czech zgodnie z duchem przyszłości”. Znacznie ostrzejsza była reakcja Austriaków. Ekologowie i rolnicy zaczęli na znak protestu blokować przejścia graniczne z Górnej Austrii do Czech. Tylko w jednej takiej akcji wzięło udział 3 tysiące manifestantów. Rozsierdzeni chłopi zjechali 200 traktorami. 22 września prawie wszystkie austriacko-czeskie przejścia graniczne były zablokowane aż do wieczora. Manifestanci, wśród nich wielu Czechów, domagali się, aby włączenie reaktora zostało odłożone o co najmniej pół roku. Czeski MSZ złożył w Wiedniu oficjalny protest, zarzucając władzom austriackim bezczynność wobec takich akcji.
Premier Austrii, Wolfgang Schüssel, oświadczył, że jeśli Praga rzeczywiście wprawi w ruch reakcję łańcuchową w Temelinie, nie uwzględniwszy obaw sąsiadów dotyczących stanu bezpieczeństwa elektrowni, Wiedeń zareaguje stanowczo. Austria może nawet zablokować przystąpienie Czech do Unii Europejskiej, postawiwszy swoje weto podczas negocjacji dotyczących kwestii energii. W odpowiedzi szef czeskiego rządu, Milos Zeman, stwierdził, że jego kraj odpowie na austriackie naciski nie słowem, lecz czynem – po prostu włączy reaktor i to jak najszybciej. Według Zemana, Austriacy to hipokryci: sami kupują przecież prąd pochodzący z elektrowni atomowych Bawarii. Dlaczego nie protestowali wcześniej, gdy powstawała inna czeska elektrownia, w Dukovanach, o wiele bardziej przestarzała niż Temelin? Komentatorzy nad Wełtawą, jak Adam Cerny, przypuszczają, że po upokorzeniu, jakim były sankcje UE, Austriacy szukają po prostu odpowiednio słabego “wroga”, na którym mogliby wziąć odwet. A Czechy były przecież jedynym krajem kandydackim, który w pełni poparł sankcje. Czy więc pod pretekstem Temelina Wiedeń po prostu chce się odpłacić Pradze

pięknym za nadobne?

Dyrektor CEZ, Jaroslav Mil, a także władze czeskie zapewniają, że elektrownia jest absolutnie bezpieczna. “Nie jesteśmy przecież samobójcami”, głoszą rządowi dygnitarze znad Wełtawy.
Eksperci z niemieckiego Stowarzyszenia ds. Bezpieczeństwa Instalacji i Reaktorów (GRS), którzy przeprowadzili inspekcję Temelina, są innego zdania. Raport GRS wskazuje na różne “otwarte kwestie bezpieczeństwa”:
t Akumulatory Temelina, zapasowe źródło energii w przypadku awarii, mają za małą moc.
t Nie podjęto wystarczających kroków, by zapewnić szczelność instalacji przewodzących parę i wodę zasilającą.
t Stan ważnych wentyli i zaworów bezpieczeństwa nie został odpowiednio sprawdzony.
Rzecznik GRS, Heinz-Peter Butz, twierdzi, że podobna elektrownia w Niemczech nie otrzymałaby zezwolenia na rozpoczęcie działalności. Czesi argumentują natomiast, że być może Temelin nie spełnia wyśrubowanych niemieckich norm bezpieczeństwa, lecz w pełni odpowiada normom amerykańskim. W Temelinie miał zostać zastosowany radziecki reaktor ciśnieniowy typu WWER 1000 o mocy 981 megawatów. Po “aksamitnej rewolucji” reaktor został jednak gruntownie zmodernizowany za pomocą zachodniej technologii kosztem prawie 5 miliardów marek. Głównym dostawcą był amerykański koncern Westinghouse, który sprzedał Czechom m.in. jądro reaktora wraz z prętami paliwowymi. Niektóre elementy siłowni pochodzą z niemieckich firm AEG i Siemens. To właśnie budzi obawy specjalistów – Temelin jest

“składanką” różnych części
i technologii,

jakiej w historii energii atomowej chyba jeszcze nie widziano. W dodatku niektóre części konstrukcji, liczące sobie już kilkanaście lat, nie budzą zaufania – z upływem czasu mogło dojść do “skruszenia” materiału.
Zapewne nie są to całkowicie bezpodstawne zarzuty. 21 września czeski Urząd Kontroli Instalacji Promieniotwórczych (SUJB) niespodziewanie nie udzielił zezwolenia na uruchomienie elektrowni – podczas testów jeden z zaworów w kotle reaktora okazał się nieszczelny.
Przewodniczący czeskiej organizacji ekologicznej Greenpeace, Jiri Tutter, uważa, że urzędnicy SUJB tak naprawdę nie wiedzą, co się dzieje w Temelinie. Jeden z byłych pracowników siłowni zeznał pod przysięgą, że w 1994 roku został wadliwie zespawany zbiornik ciśnieniowy. Usterkę usunięto potajemnie i podobno sfałszowano nawet dokumenty, by ukryć to kompromitujące wydarzenie przed Urzędem Kontroli. Koncern CEZ odrzucił powyższe oskarżenia i podał organizację Greenpeace do sądu, domagając się za “oszczerstwo” odszkodowania w wysokości 5 milionów koron. Jeśli Greenpeace przegra, będzie musiała z braku środków zamknąć swoje biuro w Pradze. Krytycy Temelina wskazują, że Czechy wcale nie potrzebują nowego kombinatu energetycznego – i tak mają nadwyżkę prądu, którą eksportują po cenach dumpingowych do krajów zachodnich – w 80% do Niemiec.
Tylko w 1999 roku Niemcy, głównie energetyczne koncerny bawarskie, zakupiły ponad 3 miliardy terawatogodzin taniego czeskiego prądu (1 terawatogodzina = miliard kilowatogodzin). Dyrektor CEZ, Ivan Batka, oświadczył, że jego firma zamierza założyć filie w Niemczech i w Polsce, i działać jako dystrybutor taniego prądu z Białorusi, Rosji i Ukrainy, również częściowo pochodzącego z siłowni nuklearnych. Niemiecki gigant E.on (powstały z połączenia koncernów Bayernwerk i PreussenElektra) finansuje nową magistralę energetyczną, by sprowadzić jeszcze więcej prądu z Ukrainy, ojczyzny Czarnobyla. Szefowie przemysłu nuklearnego RFN, zrażeni antyatomową polityką rządu Gerharda Schrödera, zamierzają i tak stopniowo przenieść działalność za granicę. “Ceny paliwa rosną, a więc

energia nuklearna
przeżyje renesans”,

głosi dyrektor Bayernwerku, Dieter Brosche. Ważną rolę w tych planach odgrywa energia, która zapewne już wkrótce popłynie z Temelina.
Na małym cmentarzu w cieniu wież chłodniczych elektrowni Temelin grupa ekologów postawiła krzyż ku czci ofiar Czarnobyla. “Jeśli dojdzie do poważnej awarii, cmentarz zostanie napromieniowany – krzyż dla ofiar Temelina trzeba będzie postawić daleko stąd”, mówią przeciwnicy elektrowni atomowej.

 

Wydanie: 41/2000

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy