Grzmot to sygnał do ucieczki

Grzmot to sygnał do ucieczki

Tragedia na Giewoncie obnażyła słabość działań mających zapobiegać takim nieszczęściom

Zginęły cztery osoby, w tym dwoje dzieci, 157 poszkodowanych trafiło do szpitali – to fatalny bilans, ale gdyby akcja ratownicza nie przebiegła tak sprawnie, liczba ofiar byłaby większa. Z pewnością jednak byłaby mniejsza, gdyby turyści po usłyszeniu grzmotów zrezygnowali z wejścia na Giewont. Minęło ponad pół godziny, nim pioruny uderzyły w krzyż. Tyle że mało kto, widząc już wierzchołek, rezygnuje. Myśli się wtedy, że burza jest jeszcze daleko, nie wiadomo, czy do nas się zbliża, a jeśli nawet, to uważamy, że jeszcze mamy czas.

Jan Krzysztof, naczelnik TOPR, oświadczył: – Słyszymy, że turyści byli zaskoczeni, nie wiedzieli, że będzie burza. W dobie dostępu do informacji można to śledzić. Zachęcam ludzi, by korzystali z aplikacji pogodowych. To turyści muszą sięgać po te informacje. Nie sposób ostrzegać wszystkich pewnymi ogólnymi informacjami.

Trudno do końca zgodzić się ze słowami naczelnika TOPR. Ludzie zwykle postępują racjonalnie we własnych sprawach. Mogliby zrezygnować z wejścia, gdyby 22 sierpnia rano widzieli jednoznaczną zapowiedź burz, z wyjaśnieniem, że w Tatrach pogoda zmienia się błyskawicznie. Zwłaszcza gdyby ten komunikat znalazł się na stronie internetowej TOPR. Giewont jest masowo odwiedzany, także przez ludzi niewiedzących o gwałtowności tatrzańskich burz. Trzeba ciągle o tym mówić, szczególnie gdy chodzi o naszą najpopularniejszą górę, w dodatku zwieńczoną krzyżem, w który regularnie biją pioruny. Na stronie TOPR można znaleźć półgodzinny film „Burze” z pożytecznym instruktażem, co robić, gdy grożą pioruny. Ale ilu turystów, nawet doświadczonych, zechciało go obejrzeć?

– Ta prognoza pogody nie była w ogóle przewidywana, nikt się nie spodziewał takich gwałtownych wyładowań atmosferycznych – powiedział premier Mateusz Morawiecki. Premier chce w ten sposób usprawiedliwić brak ostrzeżenia ze strony podległego mu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. RCB ma już na koncie alerty dla województw, w których nie doszło do zapowiadanego załamania pogody. Można to tłumaczyć chęcią dmuchania na zimne, ale trudniej usprawiedliwić brak ostrzeżenia, gdy jednak doszło do nieszczęścia. Jak zwykle w takich sytuacjach winy się szuka u innych, toteż RCB wyjaśnia, że Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej nie wydał na ten dzień ostrzeżenia burzowego dla Tatr, a więc i RCB nie ogłosiło alertu. IMGW wydał natomiast 22 sierpnia, po burzy, komunikat zaczynający się od słów: „Natura udowodniła po raz kolejny, że każda burza jest niebezpieczna”, w którym stwierdza: „Dzisiejsze burze nie spełniały obowiązujących w naszym kraju kryteriów przewidywanych dla ostrzeżenia o burzach”. Czyli winne kryteria, nie ludzie. IMGW przypomina w tym komunikacie także swoją poranną zapowiedź z 22 sierpnia: „W Tatrach po południu możliwa burza”. Tyle że w Tatrach niemal zawsze może być burza, a „możliwa” to nie to samo co „prawdopodobna” czy „spodziewana”.

Na stronie TOPR jest zakładka „Pogodynka” z oceną sytuacji meteorologicznej na dni 16-19 sierpnia, sporządzona przez IMGW. Ocena zawiera też prognozę od 19 do 23 sierpnia, ale nie ma tam słowa o groźbie burz. Zapewne ostrzeżenie o burzach znalazłoby się w ocenie sytuacji meteorologicznej IMGW na 20-23 sierpnia. Ocena jest bowiem bardziej precyzyjna niż prognoza średnioterminowa. Tej oceny brak jednak na stronie TOPR – tak jak wspomnianego komunikatu porannego z 22 sierpnia, gdzie IMGW wspomniał o możliwości popołudniowych burz.

TOPR otrzymuje prognozę pogody od MeteoGroup, prywatnej firmy holenderskiej z biurem w Polsce. Czy nie lepiej, gdyby prognozy dostarczał IMGW, będący też Państwowym Instytutem Badawczym? Warto dodać, że Portal Tatrzański w informacji na 19-22 sierpnia stwierdził jasno: „Czwartek będzie kolejnym burzowym dniem”.

Jak zwykle po tragedii rodzą się propozycje, co zrobić, by na Giewoncie ludzie nie ginęli od piorunów. Najbardziej radykalna to usunięcie krzyża, ale pamiętajmy, że 80 lat temu, 15 sierpnia 1939 r., burza na Świnicy zabiła aż sześć osób, a tam krzyża nie ma. Teoretycznie na krzyżu można by założyć piorunochron. Musiałby być znacznie wyższy niż krzyż, wchodzić w skałę głębiej i kierować wyładowania na północną ścianę góry, gdzie nie ma szlaków turystycznych. Byłoby to trudne do zrobienia, bo 15 lat temu kruszący się wierzchołek Giewontu wzmocniono kotwami ze stali, więc nie wiadomo, czy można go rozwiercić na wiele metrów w głąb. No i nie ma gwarancji, że pioruny waliłyby w piorunochron, a nie w krzyż. Pojawił się też pomysł, by turyści mieli rękawice izolacyjne i nie chwytali łańcuchów gołą ręką. Ale najskuteczniejsza jest rada Michała Jagiełły: „Grzmot to sygnał do odwrotu, ucieczki w dolinę”.

Fot. Piotr Korczak/REPORTER

Wydanie: 35/2019

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 2 września, 2019, 10:22

    współczuję przewodnikowi który nie mógł ani prośbą ani ostrzejszymi słowami zmusić tych psełdoturystów do zawrócenia sami są za tą tragedię odpowiedzialni ponieważ gdy przewodnik namawiał do odwrotu to oni stwierdzili że skoro zapłacili to muszą wejść na giewont to tak jak wyjechać na urlop i składać reklamację z powodu złej pogody

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy