Niechciana wołowina

Niechciana wołowina

Po wykryciu przypadku BSE zamarł handel żywcem wołowym

Ujawnienie pierwszego przypadku zarażenia polskiej krowy wirusem gąbczastego zwyrodnienia mózgu sprawiło, że dwa tygodnie po informacji prasowej sprzedaż mięsa wołowego spadła o 15%, zaś ceny obniżyły się o ok. 10%. To są dane producentów, a więc sieci polskich zakładów mięsnych, które przerabiają surowiec skupowany od hodowców. Inaczej wygląda problem wołowiny np. na rynku eksportowym, a jeszcze inaczej w detalu.

Cisza na giełdzie

Eksport załamał się kompletnie, odkąd Litwa, Łotwa, Estonia, Chorwacja, Białoruś, Bułgaria, Ukraina i Rosja wprowadziły zakaz kupowania polskiej wołowiny. Natomiast na rynku detalicznym wahania są najmniej dotkliwe, ale tutaj reakcja rozłoży się zapewne na dłuższy okres.
Analitycy zapowiadają, że to jeszcze nie koniec strat. Polski Związek Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa nie wyklucza możliwości dalszego obniżenia spożycia wołowiny (obecnie jemy ok. 5,5 kg rocznie). Na sytuację na rynku nakładają się również decyzje Agencji Rynku Rolnego, która swego czasu interwencyjnie skupiła i zamroziła ok. 30 tys. ton ćwierćtusz wołowych i teraz nie może opróżnić swoich chłodni.
W ostatni wtorek handel mięsem z ARR na Warszawskiej Giełdzie Towarowej zupełnie zamarł. Eksporterzy mimo obniżenia ceny wywoławczej na wołowinę z 4 zł do 3,5 zł nie kupili ani jednej tony, bo nie znaleźli nabywców. Choć agencja podkreśla, że w magazynach jest mięso przebadane, z niewielkim ryzykiem zarażenia, bo pochodzące od sztuk młodych, towar na razie się nie sprzedaje.
Artur Żur, członek Zarządu Warszawskiej Giełdy Towarowej przyznaje, że sprzedaż mięsa wołowego od pewnego czasu spadała, a teraz zupełnie zamarła. Z giełdą współpracuje kilkanaście firm handlowych, mają one jednak kontakty tylko z państwami, które wprowadziły embargo na polskie krowy. Jeśli zostanie utrzymany zakaz wwozu polskiej wołowiny do Rosji, handlu nie będzie. Eksporterzy zwyczajowo sprzedający do krajów WNP musieliby dopiero poszukiwać nowych kontaktów z krajami nieobjętymi zakazem, ale na tych rynkach już od dawna rozgościły się firmy niemieckie, które wcześniej stanęły przed zdecydowanym embargiem na wołowinę unijną. Na tzw. rynkach trzecich polskim eksporterom jest więc bardzo trudno coś sprzedać. Pozostaje czekać na zdjęcie zakazów przez naszych wschodnich, północnych i południowych sąsiadów.

Szczypta optymizmu

Na giełdzie mówią, że choć oficjalnych informacji o zdjęciu embarga na polskie krowy jeszcze nie ma, to są już pogłoski, że po wyjaśnieniu sprawy zakaz może zostać cofnięty. Iwona Zawinowska, zastępca głównego lekarza weterynarii, zaznacza, że choć wiele krajów zamknęło możliwość importu krowiego mięsa z Polski, prowadzimy negocjacje z partnerami i chcemy ich przekonać, że mimo jednego przypadku BSE nasze mięso jest bezpieczne. Na kilkutygodniową kontrolę przyjadą do Polski rosyjscy rewizorzy. – Obecnie zbieramy propozycje od zakładów mięsnych, które chciałby poddać się takiej kontroli – dodaje.
Nadzieję na szybkie (w ciągu ok. miesiąca) zdjęcie embarga wyraża także przedstawiciel producentów. – Wizytacja lekarzy weterynarii z Rosji sprawdzi stan sanitarny i możliwość segregowania niebezpiecznych odpadów po uboju. Staramy się przygotować do takiej wizytacji jak najszybciej – mówi Witold Choiński, dyrektor biura Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa. Krytycznie wyraża się natomiast o polityce interwencyjnej Agencji Rynku Rolnego. – Agencja, która powinna regulować sytuację na rynku, skupuje mięso po cenie o 25% wyższej od rynkowej – mówi. – Albo więc nie wie, co robić z pieniędzmi, albo promuje tylko jedną grupę rolników, nie myśli zaś ani o przetwórstwie, ani o eksporcie.
Związek jeszcze w ubiegłym roku przestrzegał ARR i ministra, aby nie skupować wołowiny z przeznaczeniem na długie składowanie. Producenci mają jeszcze inne zastrzeżenia do Agencji Rynku Rolnego. Uważają np., że przedwcześnie zaangażowała duże środki budżetowe i wprowadziła interwencyjny skup mięsa, a jednocześnie nie zapewniła dopłat do eksportu. Agencja utrzymuje jednak, że gdyby nie jej interwencja na rynku mięsnym, spadek cen byłby jeszcze większy.

W supermarketach spokój

O wiele spokojniej – przynajmniej z pozoru – jest na mięsnym rynku detalicznym, w zagranicznych hipermarketach. Lidia Deja, dyrektor PR w Géant Polska, zapewnia, że w tego typu placówkach nie ma żadnego ryzyka, bo mięso wołowe, jak każde inne, ma pełną dokumentację weterynaryjną i jest dostarczane z legalnych źródeł. Géant Polska ma czterech stałych dostawców wołowiny. – Wywiesiliśmy informację o świadectwach pochodzenia mięsa na stoiskach – dodaje Lidia Deja – ale lekkie, kilkuprocentowe wahania sprzedaży dały się zauważyć. Cen nie zmniejszamy, bo są one wynikiem rozmów z dostawcami i już od roku ustawiono je na minimalnym poziomie.
Opinię o niewielkim spadku sprzedaży wołowiny potwierdza Grzegorz Stępniak, zastępca dyrektora handlowego w sieci Makro Cash and Carry. – W pierwszym tygodniu po ujawnieniu przypadku BSE zanotowaliśmy niewielką obniżkę sprzedaży, ale obecnie sytuacja wraca do poziomu sprzed 4 maja. U nas zakupy robią profesjonaliści, którzy znają rynek artykułów spożywczych. Cena wołowiny, i tak bardzo niska, spadła dodatkowo o 10-20 groszy – dodaje dyr. Stępniak.
Z perturbacji na rynku wołowiny cieszą się producenci i sprzedawcy innych gatunków mięsa. Może będzie lepszy zbyt na wieprzowinę, choć tego mięsa jemy zdecydowanie za dużo, może zarobią producenci drobiu.

 

Wydanie: 20/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy