Halny sprawką smoka

Halny sprawką smoka

Rozmowy przy lepieniu pierogów

Czyli w praktyce wyglądało to tak, że chodziła pani od chaty do chaty, pukała do drzwi?

– To był jeden ze sposobów. Czasem zagadywałam ludzi na ulicy, innym razem chodziłam od domu do domu, starałam się zagaić rozmowę przy płocie, kiedy ktoś plewił w ogródku. Prawdziwą skarbnicą wiedzy okazały się koła gospodyń wiejskich. Umawiając się z paniami z takiego koła na wspólne lepienie pierogów czy robienie makaronu, można było się dowiedzieć naprawdę niesamowitych rzeczy. Wystarczyło rzucić hasło, a te zazwyczaj skryte kobiety, zebrane w grupie od razu zaczynały dyskutować. Jedna drugą przegadywała i poprawiała. W ten sposób często wychodziły na jaw historie, których za nic nie wyciągnęłabym z nich, gdybym tylko zadawała pytania.

Jakaś szczególnie zapadła pani w pamięć?

– W trakcie jednego z takich spotkań, podczas tkania chodników na krosnach, jedna z pań zaczęła opowiadać o tym, jak rozpoznać złodzieja. We wsi Sromowce Wyżne nad Dunajcem, w której mieszkała, zdarzyło się, że syn ukradł ojcu sporą sumę pieniędzy. Ojciec, chcąc zdemaskować złodzieja i wymierzyć mu stosowną karę, udał się do Spiskiej Starej Wsi, do urzędującego tam czarownika. Ten powiedział, że pokaże mu złodzieja w lustrze, ale ostrzegł, że gdy tylko na niego spojrzy, złodziej umrze w straszliwych męczarniach. Ojciec był jednak nieprzejednany i kazał sobie złodzieja pokazać. Na drugi dzień jego syn zmarł.

Górale chętnie z wami rozmawiali?

– Nie zawsze, ludzie nie bardzo chcą o tych sprawach mówić, to dla nich bardzo prywatne tematy. Rozmówcę trzeba było najpierw do siebie przekonać, zdobyć jego zaufanie, wtedy się otwierał i opowiadał niezwykle ciekawe rzeczy.

Na przykład?

– Dla mnie najciekawsza okazała się magia miłosna, zajmująca się tym, jak sprawić, żeby ktoś w nas się zakochał, przestał zwracać uwagę na kogoś innego, jak pozbyć się kochanki męża, jak spowodować, aby dana para się rozeszła.

Jak sprawić, żeby ktoś w nas się zakochał?

– Żeby wywołać czyjąś miłość, należało złapać nietoperza – zwierzątko o bardzo wielu magicznych konotacjach. Następnie trzeba było żywcem zakopać go w mrowisku, a po jakimś czasie wyciągnąć z niego kosteczkę, która będzie przypominała grabki. Na koniec za pomocą tej kosteczki potajemnie przyciągnąć ukochaną osobę w swoją stronę. To miało sprawić, że będzie nas kochała aż po grób.

Działało?

– Podobno tak. Pod koniec lat 60. w Lubomierzu jeden z etnografów zanotował opowieść pani, która wyznała, że jej mąż właśnie w ten sposób zdobył jej serce. Starszy o 18 lat, wówczas jeszcze przyszły małżonek o północy włożył ciało nietoperza do mrowiska, po kilku dniach wyjął szkielecik i szturchnął ją nim w bok. Tak ją zaczarował, że wyszła za niego za mąż!

Znachorki, carownice, guślorki, babrule

Wspomniała pani o smokach. Skąd one się wzięły w polskich górach?

– Górale wierzyli, że właśnie smoki są przyczyną silnych wiatrów. Halny, który wywracał całe lasy, był sprawką smoka. Ten wywoływał go, machając skrzydłami. Wiara w smoki brała się stąd, że kiedy górale wyruszali w góry, często w jaskiniach znajdowali nienaturalnie wielkie kości. Dzisiaj dzięki badaniom archeologicznym wiemy, że są to szczątki pradawnych, przedlodowcowych zwierząt. Po słowackiej stronie Tatr jest góra, zwana Sławkowskim Szczytem. Według lokalnych wierzeń, był to kiedyś najwyższy szczyt w Tatrach, ale któregoś dnia smok mieszkający we wnętrzu góry przebudził się i podnosząc, spowodował ogromny obryw skalny. Szczyt zmalał o ok. 300 m. Do dzisiaj w Tatrzańskiej Łomnicy smok o imieniu Sławek jest maskotką najczęściej kupowaną przez turystów.

Co wiemy o czarownicach? Czarownica to stara, brzydka wiedźma jak z bajek?

– Rzeczywiście najczęściej były to kobiety starsze, żyjące w odosobnieniu. Bo żeby zajmować się magią, trzeba było mieć doświadczenie życiowe i czas. Poza tym wiedzę magiczną przekazywało się na łożu śmierci, więc kiedy jedna starsza pani umierała, najczęściej swoją mądrością dzieliła się z córką, która też już nie była najmłodsza. Zdarzało się, że takie kobiety utrzymywały się wyłącznie z praktyk magicznych. Należały do nich czarownice odbierające krowom mleko. Najczęściej były to zwykłe gospodynie, zazwyczaj nieco młodsze, które czyimś kosztem chciały pomnożyć swój dobytek.

Czy w górach też macie szeptuchy?

– Nie, u nas można było spotkać znachorki, carownice, guślorki albo babrule. Babrule to te, które niszczą, babrają różne rzeczy. Były jeszcze babki lekarki, które odbierały porody.

Kiedy byłam dzieckiem, za niektórymi dziewczynkami wołało się „czarownica”. Macie jakieś swoje odpowiedniki?

– Babrok albo babrula. Ale ludzie dzisiaj chyba już nie pamiętają, skąd to słowo się wzięło, nie wiążą go z magicznym rzemiosłem. Tak się mówi o tych, którzy są niedokładni, zbabrali jakąś robotę. Rzucanie na kogoś czarów to porobisko, od „porobienia czarów”. Magicznych zaklęć, choć raczej nieświadomie, używają też góralki, które kłócąc się, krzyczą jedna do drugiej: „Obyś jutra nie dożyła, oby cię ziemia pochłonęła!”.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 6/2015

Kategorie: Wywiady

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy