Halny sprawką smoka

Halny sprawką smoka

Za sprawą magii górale próbowali zapanować nad światem, który ich otaczał

Katarzyna Ceklarz – etnolożka, absolwentka socjologii i etnologii, doktorantka Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ukończyła również studium pedagogiczne. Urodzona w Rabce-Zdroju przewodniczka beskidzka i tatrzańska, pilot oraz instruktor narciarstwa. Współautorka książki „Czary góralskie. Magia Podtatrza i Beskidów Zachodnich”.

Wychowała się pani w miasteczku na Podhalu. Pamięta pani jakieś magiczne zwyczaje z dzieciństwa?

– Tylko z opowieści. W rodzinnym domu osobą, z którą najczęściej rozmawiam o dawnych zwyczajach i przesądach, jest moja 86-letnia babcia. Najbardziej lubiła opowiadać w polu, przy pracy. Zbieraliśmy buraki, a ona opowiadała. Na przykład o tym, jak leczyli kurzajki, które jej brat miał na rękach. Długo nic mu nie pomagało, aż w końcu, będąc w kościele, potarł chorą dłonią o podłogę w trakcie podniesienia. Na drugi dzień po kurzajkach nie było śladu. Jej mama, moja prababcia, za pomocą magii wyleczyła świerzb, na który chorowała jako dziecko – poprzez zanurzenie się w rzece w noc wigilijną. Babcia była też świadkiem, jak sąsiadka rzuciła urok na krowy sąsiada. To było w Wielką Niedzielę, wylała pomyje z mlekiem na drzwi jego stajni. Niedługo potem jego krowy zaczęły chorować, przestały dawać mleko, sąsiad musiał się ich pozbyć. Babcia pilnowała też, żeby kapustę kisić podczas nowiu księżyca – aby zawsze jej przybywało.

Wierzyła pani jako dziecko w te opowieści?

– Niektóre rzeczy – jak to kiszenie kapusty – wydawały mi się tak naturalne, że nawet nie zastanawiałam się nad nimi, przyjmowałam, że tak ma być i już. Jeśli chodzi o opowieści, zawsze występowałam w roli niedowiarka, o wszystko dopytywałam. Moja mama też zresztą mówiła: „Babcia, daj spokój, nie opowiadaj bajek”.

Jak rodzina zareagowała na wiadomość, że pracuje pani nad książką poświęconą magii?

– Ucieszyli się, że będę w niej cytować babcię. Natomiast babcia, która dawniej bardzo chętnie opowiadała różne historie, teraz, kiedy prosiłam, żeby je powtórzyła, do niektórych nie chciała wracać. Gdy byłam mała, opowiadała, że jako dziecko widziała, jak słońce radośnie skakało. Dopiero później dowiedziałam się, że to element dawnych wierzeń, według których słońce nie było zwykłą gwiazdą – ono żyło, cieszyło się i bawiło podobnie do nas. Ale kiedy po latach zapytałam babcię o tę historię, odpowiedziała tylko: „E, takie tam gadanie”.

To opowieści babci skłoniły panią do napisania książki o czarach góralskich?

– Niezupełnie. Etnologią zajmuję się naukowo, ponadto jestem przewodniczką po Beskidach i Tatrach. Wielu turystów interesuje się dawnymi wierzeniami góralskimi. Ludzie na szlaku pytają o poszukiwaczy skarbów, smoki i czarownice. Okazało się, że brakuje publikacji traktujących temat całościowo. Dlatego razem z jedną z najlepszych specjalistek, jeśli chodzi o kulturę ludową Podhala – dr Urszulą Janicką-Krzywdą, postanowiłyśmy napisać taką książkę. Ulę poznałam podczas kursu przewodnickiego, prowadziła zajęcia z etnografii. Zaczęłyśmy współpracować i zaprzyjaźniłyśmy się.

Prowadziłyście własne badania?

– Tak, książka opiera się nie tylko na istniejącej literaturze, ale też na dokumentach archiwalnych i badaniach terenowych. Ula badania etnograficzne prowadziła już od 40 lat, ja od prawie 10.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 6/2015

Kategorie: Wywiady

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy