Raport z czasów kłamstwa i manipulacji

Raport z czasów kłamstwa i manipulacji

Warszawa 02.06.2020 r. Andrzej Skworz - dziennikarz, zalozyciel dwumiesiecznik „Press”. fot.Krzysztof Zuczkowski

Dziennikarze? Podzieliliśmy się. Nie okazaliśmy odwagi, honoru, nie wspominając o inteligencji Andrzej Skworz – redaktor naczelny miesięcznika „Press” Jak pan dziś się czuje, zajmując się mediami? – Słabo, mam poczucie bezsilności. To, co się dzieje w Polsce, nie napotyka na opór dziennikarzy. Nie obywatelski, ale intelektualny. Na kłamstwa, które sieje rządowa propaganda w mediach publicznych, nie odpowiadamy swoimi tematami, własnym językiem, wyłącznie obsługujemy bójki polityków. Słabo przychodzi nam nawet demaskowanie ich kłamstw, choć takie portale jak OKO.press czy Konkret24 robią dobrą robotę. Trudno więc być zadowolonym. „Burdelpapa stręczy uległych dziennikarzy politykom”, powiedział pan o mediach publicznych, dodając, że publiczne są jak niektóre domy. Kogo miał pan na myśli? Jacka Kurskiego? – Pewnie wszyscy się domyślili. To, że politycy zachowują się skandalicznie, mnie nie dziwi, bo nie oczekuję od nich niczego dobrego. Ostatni politycy, których ceniłem, umarli parę lat temu. Mam jednak oczekiwania wobec dziennikarzy. A oni tych oczekiwań nie spełniają. – Bo ci z mediów publicznych dają się kupować, prostytuują się. Owszem, za dobre pieniądze, ale robią z twarzy tyłek. Kłamią i manipulują jak najęci. Na co liczą? Pewnie na spłatę kredytów. I na to, że ta władza jeszcze przez jakiś czas się utrzyma. Tam jest pewna grupa, która rzeczywiście zarabia wielkie pieniądze, po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Ale obok jest rzesza dziennikarzy, którzy pracują za średnie pieniądze. Co ich wciąga w taką robotę? – Nie do końca wierzę, że to są średnie pieniądze. Jeśli czołowe gwiazdy telewizji inkasują 50 tys. zł na miesiąc, to nie wierzę, że osoby, które przedstawialiśmy w „Press” jako „Propagandystów dobrej zmiany”, miałyby słabo zarabiać. Zresztą co to znaczy słabo? Dziś młody człowiek bez doświadczenia nie jest w stanie znaleźć żadnej pracy, więc każde kolejne kilka tysięcy złotych się liczy. Bardziej się dziwię, że oni tak miękko poddają się szefom. Pieniądze, kariera, poczucie, że jest się w centrum wydarzeń… – Pewnie tak. Ci młodzi przyszli z Telewizji Trwam lub Republika do TVP na researcherów, a potem w zawrotnym tempie awansowali i robili te skandaliczne materiały, opluwając Pawła Adamowicza, Lecha Wałęsę czy Rafała Trzaskowskiego albo kogokolwiek, kto jakoś zadarł z PiS lub z Kurskim. Spójrzmy na sędziów Co się stało, że tak łatwo można dziennikarzami manipulować? Że ich kręgosłupy są jak z plasteliny? – Człowieka, jeśli znasz jego potrzeby i wrażliwe punkty, można poddać naciskom, ale w Polsce stało się coś stokroć gorszego – my, dziennikarze, jesteśmy daleko za środowiskiem sędziów w solidarności, trwaniu przy zasadach i oporze wobec omnipotencji władzy. Miałbym wielki kłopot, gdybym musiał wymienić wspólne akcje dziennikarskie w obronie wolności słowa za czasów PiS. Niektórzy chodzili na demonstracje, napisano kilka protestów. Ale znów: jedno stowarzyszenie dziennikarskie pisało przeciwko PiS, a drugie – za. Można coś więcej? – Spójrzmy na sędziów! Tracili robotę, ale stawiali się, bronili prawa i zasad. Jeździli do Unii Europejskiej, pisali memoranda – i to naprawdę solidne podsumowania – jak niszczono prawo w Polsce. Robili to nawet prokuratorzy, którzy nie mają żadnej autonomii. Ci, którzy się postawili, tracili pracę, często musieli wyjeżdżać do odległych województw, żeby tam pracować na gorszych stanowiskach. Tam ich delegowano. – I mimo wszystko byli na tyle odważni, że zabierali głos. A dziennikarze? Podzieliliśmy się. Nie okazaliśmy odwagi, honoru, nie wspominając o inteligencji. Przykro to mówić. Przed chwilą rozmawiałem z pana naczelnym, który opowiadał, że teraz ciężko mu się ogląda nawet TVN 24. Ja też wolałbym, żeby odpowiedzią na propagandę „Wiadomości” był program o jeszcze lepszym poziomie warsztatowym i argumentacji, ale cieszmy się z tego, co mamy, bo Węgrzy są już w zupełnie innej rzeczywistości. I pamiętajmy, że nie można stawiać znaku równości między dziennikarzami TVN i TVP. Ci ostatni próbują udowodnić, że każde medium ma swoją narrację. No nie. Jeśli ty uprawiasz propagandę, to nie oznacza, że twój adwersarz także uprawia propagandę, tylko odwrotną. Takie rozumowanie jest skandaliczne. Akty strzeliste do władców Oni mówią, że równoważą przekaz. Bo media komercyjne atakują rząd. – Tyle że w cywilizowanym świecie nie istnieje coś takiego jak prorządowe media. To oksymoron. Media mają obowiązek patrzeć na ręce

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2020, 24/2020

Kategorie: Wywiady