Islam należy do Niemiec

Islam należy do Niemiec

Jakimi inicjatywami ZMD usiłuje przeciwdziałać tej sytuacji?

– Przede wszystkim wychodzimy do ludzi i próbujemy ich przekonać, że informacje o islamie, na których buduje kampanię AfD, nie wytrzymują konfrontacji z faktami. Działamy teraz także intensywniej na terenie wschodnich Niemiec, gdzie niewiedza i tym samym lęk przed obcokrajowcami były powszechne. Wprowadziliśmy Dzień Otwartych Meczetów, który odbywa się zazwyczaj 3 października, w święto narodowe, Dzień Jedności Niemiec. W czasie ramadanu organizujemy spotkania informacyjne, szczególnie w miastach, gdzie islamofobia została skutecznie zaszczepiona. Ostatnie ataki terrorystyczne w Iraku i Bangladeszu, podczas tak istotnego dla nas święta jak ramadan, dowodzą tylko niezbicie, że poczynania ISIS są perwersyjnym odwróceniem mahometanizmu. Jesteśmy wyznawcami pokojowej religii, nie trzeba nas się bać.

Polityka budowana na strachu

Ale te lęki mają podstawę. Noc sylwestrowa w Kolonii nie była fikcją.

– W porządku, tyle że tego rodzaju zbrodnie popełniają również wyznawcy innych religii. Czy wówczas ogłasza się, że chrześcijaństwo jest groźną ideologią polityczną? Otóż nie, wierni katoliccy potępiają te czyny i dalej mogą chodzić do kościoła. Natomiast my – niemieccy muzułmanie – po wydarzeniach w Kolonii czy Brukseli nie możemy już spokojnie się modlić, wszyscy stajemy się podejrzani. Ja sam jako szef Centralnej Rady Muzułmanów w Niemczech dostawałem przez jakiś czas niemal codziennie pisemne i telefoniczne groźby śmierci. Dochodziło do ataków na meczety i obozy dla uchodźców. Jeszcze raz powtarzam: islam w wydaniu ISIS jest ohydną perwersją, przed którą ostrzegał już sam Mahomet, nigdy zresztą nienawołujący do podobnych straceńczych czynów ani roszczeń terytorialnych.

Niektórzy zarzucają, że niewystarczająco się pan dystansuje od tej ideologii.

– Nie mogę się dystansować od czegoś, co nigdy nie było mi bliskie. Zrobienie z naszej wiary ideologii jest zresztą wbrew zasadom islamu i w każdym publicznym wystąpieniu podkreślam, że radykalni przedstawiciele ISIS grzeszą. Ale uprzedzenia w Niemczech już tak mocno się zakorzeniły, że coraz trudniej nam z nimi walczyć. Podaję pierwszy z brzegu przykład: Turcja jest krajem islamskim, a po zamachu na lotnisku w Stambule tamtejsza policja przeprowadziła o wiele ostrzejsze obławy niż np. belgijscy funkcjonariusze. Żaden szanujący się muzułmanin nie głosiłby pochwały ideologii ISIS. Mimo pogróżek musimy zatem wytrwale kontynuować naszą działalność, informować – szczególnie młodych Niemców, podatnych na propagandę poza meczetami. Zainicjowaliśmy m.in. świetny projekt o nazwie Safer Spaces, w ramach którego niemiecka młodzież (nie tylko muzułmańska) ma możliwość wyrażenia swoich problemów w bezpiecznych alternatywnych miejscach. Są to również swego rodzaju ostoje zdrowego rozsądku, mające nie tylko informować o islamie i islamizmie, lecz także zachęcić do roztropnego udziału w demokratycznym społeczeństwie. W tym kontekście zachęcamy też do większej współpracy godnych tego miana imamów, którzy zbyt często jeszcze zamykają się w swojej wieży z kości słoniowej.

Potrzebni mądrzy imamowie

W niemieckich meczetach działa niemal 1 tys. imamów z tureckiej DITIB, którzy według części polityków są jedynie „przedłużoną ręką Erdoğana”. Pan temu stanowczo zaprzecza.

– W walce z terroryzmem powinniśmy być czujni, lecz również postępować rozsądnie, bez pośpiechu. Nierozsądnym rozwiązaniem byłoby zaś wydalenie inteligentnych imamów, którzy w Niemczech głoszą umiarkowaną i zdrową wiarę. Duchowni z Turecko-Islamskiej Unii ds. Religijnych nie są bynajmniej politycznymi wykonawcami wytycznych Erdoğana. Gdyby nie oni, prawdopodobnie jeszcze więcej młodych Niemców walczyłoby dziś w Syrii. Niemieccy politycy – skądinąd nawet zaznajomieni z tematyką, jak choćby szef opozycyjnej partii Die Grünen Cem Özdemir – nie chcą zauważyć, że krytykując tureckich imamów, strzelają sobie w stopę. Odsyłając ich z powrotem do Turcji, też bylibyśmy „przedłużoną ręką”, tyle że ekstremistów, ponieważ młodzież znów częściej byłaby zdana na hochsztaplerów występujących w imieniu terrorystów. Zresztą takie bezpodstawne wydalenie byłoby niezgodne z niemiecką konstytucją. Ale oczywiście rozumiem pana pytanie. Też chciałbym, żebyśmy mieli więcej imamów, którzy mówią po niemiecku. Ich brak wiąże się jednak nie tyle z zaniedbaniami w szkoleniu, ile z obecną sytuacją naszej społeczności w Niemczech. Ogromna liczba wyznawców islamu to jeszcze muzułmanie z pierwszego pokolenia, którzy mówią lepiej po turecku lub arabsku. Jesteśmy wobec nich zobowiązani, gdyż to oni wybudowali na terenie Niemiec pierwsze meczety i godną poszanowania infrastrukturę.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 30/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy