Jak zginęła Blida? – rozmowa z Ryszardem Kaliszem

Jak zginęła Blida? – rozmowa z Ryszardem Kaliszem

Raport zawiera mniej więcej połowę naszej wiedzy. To, co jest ściśle tajne, dotyczy działań operacyjno-rozpoznawczych, podlega dziś ochronie wieczystej

Długo to trwało, zanim powstał raport.
– Prowadząc działania komisji śledczej, rozpocząłem wyjaśnienie tej sprawy od samego początku. Najpierw przesłuchaliśmy asesorów prokuratorskich, którzy prowadzili sprawę Barbary Blidy, później prokuratorów, następnie funkcjonariuszy ABW, aż doszliśmy do szefów prokuratury, ABW i państwa. Dlatego w moim procesie dochodzenia do wniosków to wszystko było naturalne. Widziałem mechanizm, który sprowadzał się do tego, że prokuratorzy, często bez kręgosłupa, chcąc awansować, godzili się na różnego rodzaju nieprawidłowości. To samo funkcjonariusze ABW. Ale praprzyczyną patologii było stworzenie formuły, że nie wszyscy są godni bycia obywatelem, nie wszystkie środowiska są tego godne. W związku z tym trzeba wykluczyć za pomocą prawa karnego niektóre osoby i środowiska z życia publicznego, żeby to było nauczką dla wszystkich innych, by nie podnosili głowy, a najlepiej żeby byli pochyleni.
Nie można było wcześniej napisać raportu?
– Napisałbym raport wcześniej, tylko proszę pamiętać, że najpierw pół roku straciłem na dyskusje z ówczesną szefową Kancelarii Sejmu, panią Wandą Fidelus-Ninkiewicz. Ja uważałem, że trzeba złamać zmowę milczenia i doprowadzić do jawności zeznań funkcjonariuszy ABW, a ona to blokowała. To był czas sporu prawnego i w tym okresie komisja nie pracowała. Dzięki ówczesnemu pierwszemu prezesowi Sądu Najwyższego, prof. Lechowi Gardockiemu, pracowaliśmy na wygnaniu w Sądzie Najwyższym. Później, zaraz po katastrofie smoleńskiej, zostałem przegłosowany, żeby do zakończenia wyborów prezydenckich komisja nie pracowała. Tak więc raport mógł być co najmniej rok wcześniej. Dodam jeszcze, że to trudna materia. Na samym początku prac komisji powiedziałem, że nie będzie to działalność polityczna, ale merytoryczna, i tego się trzymałem. Namawiam wszystkich – ten raport jest zawieszony na stronie internetowej www.sejm.gov.pl, link komisja śledcza. Przeczytajcie, zanim będziecie komentowali.

Tusk atakuje Kalisza i broni Kaczyńskiego

O! Pije pan do premiera, który jeszcze zanim raport się ukazał, już go źle ocenił.
– Reakcja Donalda Tuska zaskoczyła mnie. Po pierwsze, bardzo dobrze mi się pracowało w komisji z posłami Platformy. Pani poseł Danuta Pietraszewska – fenomenalna posłanka, bardzo dociekliwa, pracowita, wspaniała osoba, która miała wielką potrzebę wyjaśnienia tej sprawy. Pan poseł Marek Wójcik – wyśmienity analityk, prawnik. Pan poseł Tomasz Tomczykiewicz, który w trakcie prac komisji został szefem klubu parlamentarnego PO, dawał nam olbrzymią znajomość mentalności śląskiej. Dlatego byłem przekonany, że reakcja szefa Platformy będzie inna.
To pana zaskoczył.
– Reakcja Donalda Tuska, po pierwsze, była czysto emocjonalna, czyli zaatakował mnie, a nie Kaczyńskiego. Może właśnie dlatego, że Tuskowi Jarosław Kaczyński jest potrzebny? Ale przede wszystkim zmartwiło mnie to, że premier naszego rządu, nawet nie zerknąwszy na treść raportu (a jest on przygotowany bardzo profesjonalnie, tak oceniają to prawnicy), pokusił się od razu o opinię. To jak on podejmuje decyzje? Kiedy bez żadnej wiedzy o treści raportu wypowiada o nim opinię, i to jeszcze sięgając do wątków personalnych! Inne sprawy też rozwiązuje w ten sposób? Debata publiczna, która jest nie merytoryczna, ale ad personam, wystawia złe świadectwo politykowi. Zauważcie państwo, że ze strony polityków PiS jest tylko debata ad personam. Oni chcą mnie ośmieszyć. Mówią jakieś żarty. Ale to są żarty podszyte strachem. Oni po prostu boją się, że każdy, kto przeczyta raport, dojdzie do tych samych wniosków co ja.

Teoria złych obywateli

A one są takie, że składa pan wniosek o Trybunał Stanu dla Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry oraz o odpowiedzialność karną m.in. dla byłego szefa ABW Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcy Grzegorza Ocieczka. Mało kto się tego spodziewał.
– Artykuł 1 konstytucji głosi: Rzeczpospolita Polska stanowi dobro wspólne wszystkich obywateli. Przecież z tego zapisu wynika niezwykle wielka treść normatywna – że wszyscy są równi, że nikt nie może być w żaden sposób traktowany inaczej. Dlatego powiedzenie, że jakaś grupa jest gorsza, i stworzenie na tej bazie programu politycznego, a potem, po przejęciu władzy, jego realizowanie – narusza konstytucję.
Nie ma pan dokumentu, w którym Kaczyński wprost by to zapisał.
– Jest wiele dowodów.
Bo jest układ.
– Kaczyński ewoluował. Słowo „układ” powstało później. Pierwsza taka wzmianka, że nie wszyscy mogą być równymi obywatelami, miała miejsce na konwencji konstytucyjnej PiS we wrześniu 2003 r. Kaczyński wtedy jeszcze o układzie nie mówił. Dopiero później dookreślał układ; cytuję to w raporcie. Jako pomieszanie lewicy z byłymi służbami. I z szemranym biznesem. A potem to się rozwinęło – do układu kwalifikowani byli wszyscy, którzy nie zgadzali się z Jarosławem Kaczyńskim.
A jak ten mechanizm funkcjonował w praktyce? Chociażby w prokuraturze?
– Gdy PiS objęło władzę, z kierowniczych stanowisk w prokuraturze wymieceni zostali ci, którzy nie zgadzali się z koncepcją szukania układu. To widać na przykładzie Śląska – tam Tomasz Janeczek, młody prokurator liniowy, zostaje prokuratorem apelacyjnym. Niżej też tak się to odbywało. W raporcie przytaczam zeznania Jacka Krawczyka – awansowali ludzie, którzy mówili, że mają dojście do znalezienia układu. A gdy oni już awansowali w ten sposób, to później tego układu szukali.
ABW też szukała?
– W delegaturze śląskiej byli wyspecjalizowani funkcjonariusze, którzy szukali układu lewicowego.
Czy ci wszyscy prokuratorzy i funkcjonariusze zdawali sobie sprawę, że robią ludziom krzywdę, że niszczą ich?
– Wtedy nie mieli skrupułów. Teraz, kiedy zeznawali, widziałem strach w ich oczach. Myślę, że nie zdawali sobie wtedy sprawy z tego, co czynią. Być może jest taka kategoria ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy, że czynią zło.

Związek Ziobry i Kaczyńskiego

W raporcie pisze pan o szczególnie silnym wpływie Zbigniewa Ziobry na Jarosława Kaczyńskiego. Na czym polegał ten związek?
– Kiedy jeszcze premierem był Kazimierz Marcinkiewicz, Ziobro odbywał wędrówki do swojego szefa politycznego do siedziby PiS, na ulicę Nowogrodzką, i tam przekonywał go, że jest jedynym człowiekiem, który może koordynować działania zwalczające układ. To doprowadziło do tego, że jego ludzie zaczęli awansować. M.in. Grzegorz Ocieczek został zastępcą Witolda Marczuka, wtedy szefa ABW. Ale tak naprawdę zdobył wielkie wpływy, dopiero gdy Jarosław Kaczyński został premierem. To widać – jak Ziobro rósł, a słabła pozycja Ludwika Dorna. Zarządzenia, które wydał premier, dawały Ziobrze kompetencje władcze. Stał się jakby nadzorcą i faktycznym szefem całego ciągu technologicznego – służb specjalnych, policji, prokuratury. I zaczął na czele wszystkich elementów ciągu technologicznego stawiać swoich ludzi, czyli prokuratorów. Szefem ABW został w listopadzie 2006 r. Bogdan Święczkowski, zaufany Ziobry, wiceszefem – Grzegorz Ocieczek – zaufany Ziobry, szefem MSWiA po Ludwiku Dornie został Janusz Kaczmarek, w tamtym czasie bardzo blisko z Ziobrą współpracujący. Szefem policji został Konrad Kornatowski, też prokurator… Mieliśmy rządy prokuratorów, ludzi o takiej samej mentalności.
Kolejnym etapem „ciągu technologicznego” była konferencja prasowa.
– Opisuję ten mechanizm.
Do tego dochodziły artykuły w gazetach, pisane ewidentnie na zamówienie, na podstawie podsuwanych materiałów. Ustaliliście, jak powstawały?
– Panie redaktorze, chcę powiedzieć bardzo wyraźnie: ten raport zawiera mniej więcej połowę naszej wiedzy. To, co jest ściśle tajne, co dotyczy działań operacyjno-rozpoznawczych, podlega dziś ochronie wieczystej. W związku z tym my o tym nie mogliśmy napisać, w tym raporcie tego nie ma. Jeśli pan pyta o metody operacyjne, to po prostu tego nie ma, bo to jest ściśle tajne.
Ale mniej więcej wiecie, że…
– Nie mogę panu mówić, co wiemy.

Pół roku inwigilacji

Jeżeli ośmiu funkcjonariuszy ABW zajmuje się Barbarą Blidą, to czym oni się zajmują?
– Ano właśnie, ciekawe pytanie…
Przez jaki okres tych ośmiu ludzi zajmowało się Blidą?
– Działania operacyjne w stosunku do Barbary Blidy były prowadzone co najmniej przez pół roku.
Przez pół roku zajmowało się nią ośmiu funkcjonariuszy ABW i czterech prokuratorów. I po tym czasie jedynym materiałem obciążającym ją były zeznania pani Kmiecik, i to najpewniej zdobyte na zasadzie: powiesz, to wyjdziesz na wolność. Na dodatek niezweryfikowane.
– To znaczy, że nie było podstaw do stawiania zarzutów. A pamiętamy wszyscy te artykuły prasowe, te przecieki, analizy gazetowe czy programy telewizyjne.
Nie badaliście, jak do tego doszło?
– Panie redaktorze, jeszcze raz powtarzam: działania operacyjne są ściśle tajne.
Badał pan, jak doszło do złożenia przez Barbarę Kmiecik zeznań obciążających Blidę?
– Swoje zeznania Barbara Kmiecik złożyła w dziwnych okolicznościach. Kiedy siedziała w areszcie, funkcjonariusze ABW zaczęli składać jej wizyty. O czym rozmawiali, nie wiemy, ale możemy się domyślać. Aż nastąpił taki moment – 31 maja 2006 r. sąd w Katowicach przedłużył o dwa miesiące areszt dla Barbary Kmiecik, a ona – nie wiadomo dlaczego – wyszła po czterech dniach i złożyła zeznania obciążające Blidę.
Funkcjonariusze ABW ją namówili?
– Nikt nie wie, czy było jakieś porozumienie między Kmiecikową a ABW na zasadzie: wyjdziesz, jak obciążysz Blidę. Kmiecikowa nigdy tego nie potwierdziła. Choć, logicznie patrząc, tak mogło być. Ale jest rzecz ważniejsza – jednoźródłowy dowód, zwłaszcza uzyskany w takich okolicznościach, powinien być bardzo dokładnie zweryfikowany. To nie było trudne. A nie był.

Samobójstwa nie było

Komisja badała szczegółowo wszystko to, co się działo feralnego dnia w domu Barbary Blidy. Ja zwróciłem uwagę na te ustalenia, które mówią, że Barbara Blida po przyjściu ekipy ABW była bardzo spokojna, zadzwoniła do adwokata, umówiła go. Nie wyglądała na osobę zdesperowaną, przerażoną.
– Dokładnie. Później poszła na górę, wyjęła broń, wsadziła do szlafroka i powiedziała, że chce pójść do łazienki.
A może w łazience chciała popełnić samobójstwo?
– A dlaczego nie wcześniej, kiedy była sama? Dlaczego miałaby popełniać samobójstwo, skoro miała jeszcze wiele planów życiowych? My nie znamy treści jej rozmowy z funkcjonariuszką ABW przez ostatnie cztery minuty. Funkcjonariuszka wiedziała, jak rozmawiać z ludźmi w czasie aresztowania.
Stawiacie tezę, że Barbara Blida nie popełniła samobójstwa.
– Stawiamy tezę, że nie chciała popełnić samobójstwa. Wątpliwości nabrałem po tym, gdy przesłuchaliśmy funkcjonariuszkę, która w dniu zatrzymania miała pilnować Blidę. Przez pół roku trwały nasze zabiegi, by do tego przesłuchania doszło. Trzeba było omijać kolejne przeszkody prawne. Udało się. I ona zeznała, że w momencie strzału była na wyciągnięcie ręki od Blidy.
Henryk Blida zeznał z kolei, że gdy usłyszał strzał i pobiegł do łazienki, funkcjonariuszka siedziała na fotelu przed łazienką.
– Zbadaliśmy to – Blida dobiegł do łazienki po ok. 30 sekundach. To był czas wystarczający, żeby ona mogła wybiec z łazienki i usiąść na kanapie obok. Ale w chwili strzału była na wyciągnięcie ręki.
A potem uciekła?
– …

Kończymy naszą pracę

Co możecie dalej zrobić?
– My kończymy naszą pracę. Jeżeli raport zostanie przyjęty przez komisję, będę prezentował go na forum Sejmu. Potem przekażę go do prokuratora generalnego, do szefa ABW i również do marszałka Sejmu. Do tych osób należy podjęcie dalszych stosownych kroków.
Szef ABW może powołać komisję wewnętrzną.
– Która może jeszcze te sprawy wyjaśnić.
A prokurator generalny?
– Tam, w prokuraturze, jest kilka spraw umorzonych.
Które prowadziła prokuratura łódzka.
– Tak. Ale umorzenie nie zamyka możliwości powrotu do takich spraw. Np. kwestia zacierania śladów w domu Blidów – uważam, że do tego trzeba wrócić.
A ślady były zacierane?
– Były. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości.
Kurtka funkcjonariuszki była podmieniona, tak podejrzewacie.
– Bo po co wydano polecenie do delegatury, by przywieźć taką samą kurtkę?
Pistolet, z którego padł śmiertelny strzał, został wytarty.
– Zacieranie śladów jest bezsporne. My wiemy, że tak było, tylko nie jesteśmy w stanie udowodnić, kto zacierał. Ale dookreśliliśmy, kto był w tym czasie w łazience. I kto czym się zajmował. Była tam jedna osoba, która nie zajmowała się żadnymi przydzielonymi czynnościami, ale cały czas była w łazience. To był ten oficer, kapitan, który przywiózł kamerzystkę.
A po śmierci Blidy wszedł do jej domu i przebywał tam 16 godzin. I nie wiadomo, co tam robił, nie pobrano od niego odcisków palców ani nie odebrano raportu.
– Notabene to w ogóle dziwne, że kierowca kamerzystki jest w stopniu kapitana. I jest oficerem wydziału operacyjnego.
Pana to dziwi, ale prokuratury łódzkiej, która badała, co się działo w domu Barbary Blidy, nie dziwi w ogóle. Ona wszystko umorzyła.
– To bardzo dziwi! Mówię to w tym momencie już jako adwokat – przecież widziałem, że oni dość intencjonalnie postępowali, żeby to wszystko umarzać. Jest jednak jakaś solidarność środowiskowa, to widać.

Pokazałem państwo PiS

Czy Kaczyński i Ziobro staną przed wyborami przed Trybunałem?
– Nie. To jest niemożliwe, dlatego że, na wniosek PiS, poprawki do raportu i jego ostateczną wersję będziemy uzgadniać w drugiej połowie lipca. Po przyjęciu przez Sejm raportu trzeba zebrać 115 podpisów, by złożyć wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu.
Więc bez Platformy ani rusz.
– A widzę, że Platforma nie ma na to ochoty przed wyborami. Z powodu swojego subiektywnego strachu, że Kaczyński jest jej potrzebny. Myślę więc, że to się stanie dopiero po wyborach. Wniosek wstępny będzie przed wyborami. Ale dalsze działania, praca Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, po wyborach. Pamiętajmy, w tej sprawie nie ma dyskontynuacji, czyli jeśli wniosek zostanie złożony przed wyborami, to Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej będzie musiała po wyborach się nim zająć.
Obnażył pan mechanizm IV RP.
– Tak to można określić. Wszystkie sprawy rozpatrywane jednostkowo nie dałyby tego obrazu. Ale jak popatrzymy szerzej, przytaczając sprawę prof. Podgórskiego, sprawę Jana Widackiego i inne, widać wyraźnie, jaki system Jarosław Kaczyński stworzył i do czego dążył. Tak wyglądało państwo PiS: jego celem było wykańczanie wrogów Jarosława Kaczyńskiego. I ten mechanizm wyraźnie widać.
Czy Kaczyński ponosi odpowiedzialność za śmierć Blidy?
– Kaczyński ponosi odpowiedzialność za to, że stworzył ideologię wykluczającą duże grupy społeczne i że przyzwalał na to, by dla tego wykluczenia bezpodstawnie ludzi oskarżano, stawiając im zarzuty karne. W tym sensie Jarosław Kaczyński nie ponosi za śmierć Barbary Blidy bezpośredniej odpowiedzialności w kategoriach karnych. Dlatego nie zarzucam mu żadnego przestępstwa – zarzucam mu naruszenie konstytucji.
Ponosi więc odpowiedzialność polityczną i moralną.
– Kwestia moralności jest w jego własnym sumieniu. Jeżeli on się śmieje z tej śmierci, to co do jego moralności mam duże wątpliwości.


Pod sąd i Trybunał Stanu

Odpowiedzialność konstytucyjną ponoszą:

JAROSŁAW KACZYŃSKI
• Jako premier realizował stworzoną przez siebie koncepcję wykluczenia dużych grup obywateli, stworzył system eliminowania konkretnych przedstawicieli tych grup przy zastosowaniu przepisów prawa karnego. Jedną z tych osób była Barbara Blida.
• Wydał niejawne rozporządzenie stawiające ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę ponad pozostałymi ministrami rządu w sprawach kryminalnych najwyższej wagi, nadając mu wobec nich uprawnienia władcze. Czym złamał ustawy o Radzie Ministrów i działach administracji rządowej.
• Bezprawnie organizował nieformalne narady (bez protokołowania i dla osób, które nie miały prawa znać szczegółów śledztwa), na których przedstawiciele resortu sprawiedliwości i ABW referowali m.in. śledztwo w sprawie tzw. mafii węglowej; ustalano, jak działać (m.in. czy zakładać Blidzie kajdanki).

ZBIGNIEW ZIOBRO
• Jako minister sprawiedliwości i prokurator generalny realizował w praktyce koncepcję wykluczenia grup obywateli i poszczególnych ich członków, stworzył system eliminowania ludzi za pomocą prawa karnego i nadzorował ten system.
• Wprowadził w błąd Sejm, gdy po śmierci Blidy przedstawiał posłom okoliczności sprawy. Twierdził, że dowiedział się o szczegółach tego samego dnia, i przekonywał o winie Blidy. Z zebranych dowodów wynika, że znał sprawę dużo wcześniej, wiedział o planowanym zatrzymaniu, a przed Sejmem ukrył, że część zarzutów wobec byłej posłanki została wycofana. Kłamał też, mówiąc, że seria zatrzymań dokonanych na Śląsku tego dnia dotyczyła tej samej sprawy.

Odpowiedzialność karną ponoszą:

ZBIGNIEW ZIOBRO
• Przekroczył swoje uprawienia, zlecając komendantowi głównemu policji Konradowi Kornatowskiemu wykonanie po śmierci Barbary Blidy kwerendy informacji w zakresie spraw dotyczących nieprawidłowości związanych z obrotem węglem i ich powiązań z Blidą.

BOGDAN ŚWIĘCZKOWSKI
(ówczesny szef ABW)
• Podczas zorganizowanej przez Jarosława Kaczyńskiego nieformalnej narady przekazywał osobom nieuprawnionym i w sprzecznych z prawem warunkach niejawne informacje dotyczące działań operacyjno-rozpoznawczych ABW.

GRZEGORZ OCIECZEK
(ówczesny wiceszef ABW)
• Nie dopełnił obowiązków służbowych na miejscu tragedii, dopuścił do popełnienia wielu błędów przez funkcjonariuszy ABW, w tym: zacierania śladów mogących mieć decydujące znaczenie procesowe, niedopuszczenia natychmiast po zdarzeniu organów policji do przeprowadzenia stosownych oględzin i czynności procesowych, czym działał na szkodę interesu publicznego – polegającego na zapewnieniu prawidłowego toku prowadzonego postępowania.
Naczelnik Wydziału Postępowań Karnych Delegatury ABW w Katowicach i jego przełożeni
• Nie dopełnili obowiązków służbowych – akcja w domu Barbary Blidy została przeprowadzona bez wcześniejszego planu, a po wydarzeniach z 25 kwietnia 2007 r. nie podjęli wystarczających działań wyjaśniających wobec funkcjonariuszy ABW biorących udział w akcji.

Wydanie: 25/2011

Kategorie: Kraj, Wywiady

Komentarze

  1. b
    b 20 czerwca, 2011, 16:59

    jasne… tylko po co „niewinna” B.Blida, wzięła ze sobą pistolet z sypialni?
    Jak ona była niewinna to ja jestem prezydentem USA.
    Swoją drogą, wasi dziennikarze cechują się dużą dawką indolencji, aby snuć takie wnioski…. a i jeszcze temat funkcjonariuszki i zmiękczania.. dobre… „calgonu” jej dosypała ?

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Kot Jarka
    Kot Jarka 22 czerwca, 2011, 16:35

    Ani słowa w raporcie ze premier Tusk nie pozwolił na pociągniecie do odpowiedzialności karnej Tomków z ABW którzy mataczyli i zatarli ślady.
    Trzy lata, 1.5 mln zł po to by Kalisz mógł olać własna koleżankę by podlizać się Tuskowi ? Spieszy mu się by być uznanym za swojego przez PO tak jak Nałęcz, Cimoszewicz, Olejniczak itp.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy