Kiedy na emeryturę?

Kiedy na emeryturę?

Kobiety nie chcą emerytalnego równouprawnienia. I mają sporo racji

Prawdziwa burza wybuchła, gdy Najwyższa Izba Kontroli wyliczyła niedawno, jakie emerytury dostaną Polki i Polacy, których objęła reforma emerytalna. Z obu źródeł – ZUS i otwartego funduszu emerytalnego – mężczyzna może otrzymać 64% ostatniej płacy, zaś kobieta zaledwie 37% płacy.
Co do panów, powinni nawet być zadowoleni. Dziś bowiem, jak szacuje ZUS, nowy emeryt ze starego systemu otrzymuje ok. 62% ostatniej płacy. Panowie więc, jeśli dożyją emerytury (co nie jest oczywiste przy nadumieralności mężczyzn w Polsce), na reformie zarobią. Sytuacja pań pogorszy się jednak w stopniu wręcz dramatycznym, ponieważ obecnie one także otrzymują ok. 62% swej ostatniej płacy (fakt, że o jedną trzecią niższej niż płaca mężczyzny zatrudnionego na takim samym stanowisku).
Kobiety stracą więc dwukrotnie – nie dość, że zarabiają znacznie mniej niż mężczyźni, to jeszcze dostaną znacznie mniejszą część swych zarobków.

Kiedy będzie lepiej

Po ujawnieniu tych ponurych prognoz Ministerstwo Pracy postanowiło podnieść poziom optymizmu u naszych pań i, ustami wiceministra Krzysztofa Patera, zdezawuowało przewidywania NIK, a właściwie Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi, gdyż stamtąd właśnie Izba zaczerpnęła swe wyliczenia. Wiceminister stwierdził, iż przedstawianie podobnych prognoz „jest ogromnym nieporozumieniem wywołującym wiele negatywnych skutków społecznych”.
Rzeczywiście, wyliczenia UNFE mogą być problematyczne, gdyż nie wiadomo, jakie będą w przyszłości wyniki osiągane przez fundusze emerytalne i ile ostatecznie wypłaci im ZUS z tytułu nieprzekazanych w terminie składek. Są to zaś elementy bardzo ważne dla wysokości tej części emerytury, która przypada na drugi filar.
Dziś większość towarzystw emerytalnych nieudolnie gospodaruje naszymi pieniędzmi i bardziej opłaca się trzymać je na lokatach terminowych – ale przecież w przyszłości to się może zmienić. Większe nadzieje jednak porzućmy, bo przecież reforma została wprowadzona, aby państwo mogło przerzucić część obciążeń emerytalnych na obywateli, a nie po to, by seniorom żyło się lepiej.

Po równo

W wyliczeniach UNFE coś jednak jest. ZUS oficjalnie dystansuje się od tych przewidywań, ale po cichu ZUS-owscy specjaliści twierdzą, że emerytury pań rzeczywiście będą znacznie niższe. Kobiety bowiem mają znacznie mniej niż mężczyźni tzw. lat składkowych (czyli tych, w których płaci się składkę). Wcześniej przechodzą na emeryturę, wychowują dzieci, dłuższe są w ich życiu okresy pozostawania bez pracy.
Również i organizacje kobiece nie są zaskoczone pesymistycznymi prognozami. – Już w 1999 r. alarmowałyśmy, że w nowym systemie kobiety będą dostawać emeryturę o 30-40% mniejszą niż mężczyźni. I dziwi nas, że wszystkie znaczące instytucje publiczne są zdumione tą sytuacją. Gdyby nie raport NIK, problem nie zostałby upubliczniony – twierdzi Wanda Nowicka, dyrektorka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.
Nic więc dziwnego, że wiceminister Pater zapowiedział zrównanie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn, co ma wyrównać te dysproporcje. Na emeryturę będzie można przejść najwcześniej po ukończeniu 62. roku życia. O dziwo, panie – w interesie których mają jakoby być wprowadzane te zmiany – jakoś nie wykazują entuzjazmu.
– Dla organizacji kobiecych obojętne jest, czy wiek emerytalny pań będzie wynosił 62 czy może 63 lata. Ważne, by były tu równe prawa dla obu płci. W 1995 r., przed pekińską konferencją na rzecz kobiet, dyskutowaliśmy w Polsce po raz pierwszy o koncepcji zrównania wieku emerytalnego. Kobiety domagały się wówczas, by nie przedłużać im pracy. Podobnie jest i dziś – mówi sen. Dorota Kempka, przewodnicząca Parlamentarnej Grupy Kobiet.

Uszczęśliwiane na siłę

Znajoma urzędniczka pomysł pracy dłuższej o dwa lata uważa wręcz za bezczelność. – Jestem już sporo po pięćdziesiątce, marzę o tym, żeby wreszcie dociągnąć do emerytury i mieć święty spokój, a tu raptem może się okazać, że przyjdzie mi pracować dwa lata dłużej. I co z tego, że przez dwa lata pracy będę miała więcej pieniędzy niż przez dwa lata emerytury? A jaką mam gwarancję, że w ciągu tych dwóch dodatkowych lat nie zostanę wyrzucona z pracy na bruk – i wtedy pies z kulawą nogą mnie w tym wieku nie przyjmie – albo ciupasem wysłana przez pracodawcę na głodowe świadczenie przedemerytalne?
I rzeczywiście, dziś, gdy wszyscy drżą o pracę, koncepcja wydłużenia wieku emerytalnego do 62 lat może obrócić się przeciw zainteresowanym. Dlatego właśnie narodził się pomysł, by kobiety mogły sobie dowolnie wybierać, czy chcą przejść na emeryturę już w wieku 60 lat, czy może jednak wolą popracować dłużej. Jednak i wtedy byłaby to fikcyjna dobrowolność, bo przecież pracodawcy mają dziesiątki sposobów, by zmusić swą pracownicę do jak najszybszego odejścia na „zasłużony odpoczynek”.
Za równouprawnieniem emerytalnym opowiada się Liga Kobiet Polskich. – Gdzie tylko możemy (zwłaszcza w małych ośrodkach, bo tam kobiety mają znacznie mniej szans zawodowych), przekonujemy o zaletach rozwiązania, dzięki któremu, gdy zechcemy, będziemy mogły pracować o dwa lata dłużej niż dziś. I jeśli zostanie zapewniona dobrowolność wyboru, środowiska kobiece to poprą – mówi Mira Zalewska, p.o. przewodnicząca LKP. Ale na razie to poparcie jest jeszcze iluzoryczne.
– Owszem, nasze panie wolałyby mieć wyższe emerytury – ale zarazem nie chcą dłużej pracować. Boję się, że jest to kompromis niemożliwy do uzyskania – uważa sen. Dorota Kempka.

 

Wydanie: 8/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy