Nauczyciel nie musi być bohaterem, ale musi być odważny

Nauczyciel nie musi być bohaterem, ale musi być odważny

Najbardziej przeraża, że w pewnym momencie w edukacji zabraknie nauki, a zostanie tylko światopogląd


Wanda Sobiborowicz – nauczycielka, działaczka ZNP


Działacze ZNP podkreślają, że jesteś przewodniczką, mentorką w pracy związkowej, wspierasz i nie żałujesz ludziom swojego czasu.
– Mogę sobie pozwolić na taką pracę, duże zaangażowanie i poświęcenie czasu, bo nie jestem zależna od nikogo. Dysponuję swoim czasem, nie muszę nikomu się tłumaczyć. Myślę, że dla działacza związkowego, który chce w pełni działać, to istotne.

Od początku wojny w Ukrainie, gdy zaczęli przybywać uchodźcy, w tym dzieci, ZNP ma pewnie jeszcze więcej pracy.
– Każda wojna to wielka tragedia, a ta toczy się tak blisko. I pomyśleć, że jeszcze do połowy lutego tam byłam – w Truskawcu, w ośrodku wypoczynkowym nauczycieli ukraińskich. Już wcześniej miałam okazję poznać Ukrainę i ludzi aż po Kijów. Mam tam wielu znajomych i przyjaciół. To, co teraz tam się dzieje… nie mogę powstrzymać łez. Mam pod opieką nauczycielkę z dwojgiem dzieci. Czy można cały dorobek życia spakować do walizki i wyruszyć w nieznane? Związkowcy z ZNP od pierwszych godzin wojny i ataku na Ukrainę pomagają uchodźcom – przede wszystkim uczniom i uczennicom, ich rodzinom oraz nauczycielom i pracownikom oświaty z Ukrainy. Organizujemy zbiórki niezbędnych rzeczy, noclegi, wspieramy materialnie i duchowo. Najwięcej pracy i problemów mają dyrektorzy i nauczyciele w terenie, jako ZNP występujemy do ministra edukacji o dobre rozwiązania prawne w kwestii nauczania dzieci ukraińskich, o zwiększenie środków finansowych.

Jakie były twoje początki w ruchu związkowym?
– W czasach PRL męczyło mnie pytanie, po co związki, kiedy jest tak dobrze w naszym państwie i ono tak się troszczy o swoich obywateli. Głośno tego nie wypowiadałam, bo ze wsi pochodzę i wychowana byłam tak, że dzieci i ryby głosu nie mają. Wtedy jeszcze głosu nie miałam, później się nauczyłam. Jak człowiek popracował, okazywało się, że nie wszystko funkcjonuje poprawnie, miałam wiele doświadczeń, niekoniecznie dobrych. Dziś jeszcze bardziej odczuwam, że związek zawodowy ma określoną rolę do odegrania, występuje w szeroko pojętej obronie pracowników. Wspomaga, wspiera, radzi. Kiedy zainteresowałam się bardziej ruchem związkowym, nie ukrywam, że również należałam do jedynie słusznej partii. Teraz zresztą też jest jedynie słuszna partia. Wtedy zaczęłam mieć świadomość, że ani rządzący, ani partie wiele nie pomogą i nie ma co na nich liczyć. Jedyną taką organizacją był Związek Nauczycielstwa Polskiego. Działalność związku zawodowego wciąż mnie bardzo inspiruje.

Czy nauczyciele chętnie wstępują do związków zawodowych?
– Jest bardzo mało nauczycieli młodych, ponad 80% to nauczyciele dyplomowani i mianowani ze stażem pracy 20 i więcej lat. Są tacy, którzy wcześniej podjęli decyzję o przynależności do ZNP i do Solidarności, ale jest duża grupa, która nie należy do żadnego związku, bo tego nie potrzebuje. Miałam jednak wielokrotnie przykłady, że nagle szukali pomocy, kogoś, kto by doradził w przypadku niesprawiedliwości ze strony pracodawcy. Kiedy wstępowałam do związku, chyba się nie zastanawialiśmy, po co to robimy. Dzisiaj ludzie pytają: co ja będę z tego miał?

Właśnie, po co wstępować, skoro przepisy i inne informacje znajdziemy łatwo w sieci?
– Niepopularnie wielokrotnie mówiłam: nie ma przymusu przynależności do ZNP. Do żadnego związku. Chcesz, proszę bardzo, możesz skorzystać. Proponujemy swoim członkom sporo, wspomagamy w różnych dziedzinach życia, organizujemy darmowe porady prawne czy pomoc w przygotowaniach do awansu zawodowego, ale kiedy już zdobyło się „nauczyciela dyplomowanego” czy wykorzystało bezpłatne poradnictwo i reprezentację prawną, rezygnuje się z przynależności, bo „związek już mi nie będzie potrzebny”. Dajemy wsparcie finansowe w postaci zasiłków statutowych i zapomóg. Ludzie korzystają przy covidzie, chorobach nowotworowych, nagminnych także w naszym środowisku. Można korzystać z ośrodków usług pedagogicznych i socjalnych z bezpłatnymi szkoleniami dla nauczycieli pracujących. Mamy zniżki w naszych hotelach, ośrodkach wypoczynkowych, sanatoriach. Reprezentujemy pracowników przed pracodawcą i organem prowadzącym w ustalaniu regulaminów pracy, tabeli zaszeregowań, wynagrodzeń, świadczeń socjalnych, zakładowa organizacja związkowa jest uprawniona do prowadzenia negocjacji i uzgodnień, co obejmuje też pracowników administracji i obsługi. Na 71 gmin w województwie opolskim zakładowe organizacje ZNP działają w 40 gminach.

Jesteś ceniona za zaangażowanie w kwestie związkowe, za skuteczność i waleczność wobec władz.
– Niektórzy mówią, że jestem wredna. I czasami jestem, bo nie można być słodkim, to jest wpisane w działalność związkową. W wielu przypadkach udało się pomóc nauczycielom i pracownikom oświaty, którzy mieli trudny problem do rozwiązania, szczególnie z dyrektorami. Dużo spraw udało się związkowi wygrać w sądach; nie zawsze da się skutecznie pomóc, ale w wielu przypadkach tak. Środowisko nauczycielskie jest kobiece, czasami nauczycielki nie mogą się dogadać z dyrektorkami, różne są powody, ale kiedy opowiadały swoje historie, aż mi ciarki chodziły, jak ludzie potrafią się zachowywać w stosunku do siebie, pracując w jednym zespole. I to w większości dyrektor w stosunku do pracownika. Czasem nie mogłam nic zrobić, żeby zmienić jakiś układ. W wielu wypadkach miałam łzy w oczach, taka już we mnie natura buntownicza, nie zgadzam się, że można być wobec kogoś niesprawiedliwym. Niedaleko Opola przed pandemią dyrektor tak się zachowywał w stosunku do pracowników – oczywiście nie wszystkich, bo w każdym gronie dyrektor ma pupilów i tych, których nie lubi – że nauczycielka targnęła się na życie. A on ma cszanować, cenić pracownika. Wyszła z tego, no i zaczęliśmy tam działania. Jeździłam na rozmowy, kuratorium pomogło, dyrektor przestał pracować. Wspólne starania pozwoliły uzdrowić sytuację. Spraw jest wiele.

Ktoś z młodszych współpracowników stwierdził, że jesteś strażniczką pamięci i wiedzy o ZNP w regionie.
– Jestem chyba najstarszą osobą znającą wszystkich, którzy od lat 80. pracowali w zarządzie okręgu. W ZNP zaangażowałam się dzięki mojemu koledze, który był prezesem oddziału w Głuchołazach, Jurkowi Mandynie. Żeby zajmować się sprawami ludzi i działalnością związkową, należy mieć wiedzę i dokształcać się. Nauczyłam się pisać na maszynie, bo trzeba było przygotowywać pisma. Kodeks pracy przeczytałam wiele razy, Kartę nauczyciela w tę i we w tę, prawo pracy, oświatowe, ustawę o związkach zawodowych i inne, statut związku przede wszystkim. Najgorszy był Kodeks pracy. Wkurzam się, kiedy otrzymuję pisma czy przychodzi dyrektor po poradę i okazuje się, że nie zna podstawy, czyli Karty nauczyciela. Na wszystkim się nie znam, bo to niemożliwe, ale trochę się znam na pracy związkowej, robię to, co lubię i mogę.

Jesteś pierwszym prezesem okręgu ZNP, który otrzymał Diament OPZZ w kategorii Najlepszy związkowiec.
– To trzecia edycja nagrody i wielki zaszczyt. Ktoś musiał być pierwszy, choć myślę, że jest więcej zaangażowanych i bardziej zasługujących na taki Diament działaczy. Nie zależy mi na odznaczeniach. Mam Złotą Odznakę ZNP, wcześniej dostałam Zasłużonego Działacza OPZZ i inne, parę osób nagabywało mnie o medal Komisji Edukacji Narodowej, ale po co mi te odznaczenia? To pewnie jest sygnał, żebym kończyła karierę związkową po 50 latach (śmiech).

Prócz pracy związkowej pracowałaś przez ćwierć wieku w szkole przy sanatorium rehabilitacyjnym dla dzieci w Jarnołtówku na Opolszczyźnie.
– Przyjechałam tam w 1971 r. z rodzinnej miejscowości zabitej dechami, gdzie nie było asfaltu, 6 km trzeba było dochodzić pieszo do autobusu – Kozły, gmina Łomazy, Lubelszczyzna. Najbliższe miasto – Biała Podlaska. Janek Guz, nieżyjący już szef OPZZ, też z tych okolic pochodził. Byłam wychowana na wsi, bez przedszkola, nie byłam na feriach czy koloniach, w czasie wakacji trzeba było w domu pomagać: jak się żyto skosiło, to snopki wiązać, wrzucać do młockarni, jesienią ziemniaki kopać itd. Mówiłam do mamy, że jak będę dorosła, to nie będę pleć lnu, najgorszą robotą było wyrywanie zielska z lnu. Miałyśmy na wsi szczęście, jak się do szkoły średniej dostałyśmy, renomowanego żeńskiego Liceum Ogólnokształcącego im. Emilii Plater w Białej Podlaskiej. Drugie było męskie, im. Kraszewskiego. Mieszkało się w internacie, do domu 30 km autobusem, potem pieszo, a zimy były ostre, śniegu prawie po kolana i minus 30, minus 20 st. My, ze wsi, nie byłyśmy bardzo śmiałe (śmiech). Miałam pójść na AWF, ale nie umiałam pływać, w Chełmie było Studium Nauczycielskie – wychowanie fizyczne z biologią, zostałam od razu przyjęta. Do dyrekcji przyszło pismo z sanatorium dla dzieci, że potrzebują wychowawców na lato; jak ma się 20 lat, to ciągnie w świat. Walizeczka, do pociągu, im bliżej Jarnołtówka, tym bardziej mi się podobało. W sierpniu dostałam pismo, że mogą mnie zatrudnić jako wychowawcę na rok i tak zostałam.

Z jakimi sprawami musi się mierzyć ZNP w ostatnich latach, jak się zmieniły w ciągu twojej pracy w związku?
– Praca związkowa bardzo się zmieniła. Początki były związane z dbaniem o sprawy socjalno-bytowe, załatwialiśmy cebulę, produkty spożywcze. Więcej było spotkań koleżeńskich i szkoleń, one bardzo integrowały środowiska. Czas jakby wolniej płynął, ludzie częściej się spotykali, więcej było koleżeńskości. Może wtedy łatwiej się pracowało, może było lżej ludziom? Z kadencji na kadencję, z roku na rok obserwujemy z kolegami, że jest coraz trudniej. Kiedy na półkach już wszystko było, pojawiły się problemy związane z likwidacją placówek, bo niż demograficzny. I tragedie, i zwolnienia. Trzeba było przestawić działalność i działać przy pomocy rodziców, społeczności, w której to się działo. Teraz jest co innego – pojawił się strach. I to jest bardzo niebezpieczne, od wielu lat słyszę od koleżanek i kolegów nauczycieli, że się boją. Ale jak nauczyciel może się bać? Jak może pracować, jeśli się boi?

Czego się boją?
– Jest bardzo dużo czynników, które ten strach wywołują. Wszyscy się boją dyrektora, organu prowadzącego, do tego dochodzi organ nadzorujący, więc kurator, minister. Ten strach bardzo mnie martwi. Coraz bardziej. Nauczycieli zaszczuto. Pracowano nad tym, żeby nauczyciel stracił swoją pewność siebie. Najpierw pracowały nad tym samorządy: jesteście od nas zależni, my decydujemy, a dzisiaj pracuje strona rządowa. Także moim związkowcom włącza się autocenzura, czy nie zaszkodzą czymś związkowi. Mnie się nie włącza.

Najbardziej obrywa prezes Sławomir Broniarz.
– Jest wiele lat prezesem i tego niektórzy nie mogą strawić. Z drugiej strony dziwne jest, że wieloletnie zaangażowanie staje się obciążeniem, a powinno raczej wzbudzać uznanie dla takiej osoby. Broniarz zna się na wielu sprawach. Rządzący opowiadają, jaki to komuch, członek PZPR, a on nie był w życiu członkiem żadnej partii. Czy pokazał się z KOD, z kimś jeszcze, to zapytam: z kim mamy iść? PiS nas nie chce. Broniarz, kiedy coś organizuje, wysyła zaproszenia do wszystkich partii politycznych, dlaczego PiS nie przyjdzie? Ten hejt, który wypłynął z mejli ministra Dworczyka na Broniarza, doskonale pamiętam ze strajku w 2019 r. Także gazetę, gdzie zmontowano okładkę, jak Broniarz z kałasznikowa do dzieci będzie strzelał, i inne.

Nastroje w środowisku nauczycielskim są niedobre.
– Jest bardzo ciężko. Mało jest ludzi odważnych. Nauczyciel powinien być odważny. Nie musi być bohaterem, ale powiem słowami Broniarza: za nas nikt tego nie zrobi. Nikt nam niczego nie wywalczy, jeżeli sami nie staniemy do walki. To, co wypłynęło z mejli rządowych, jaki był plan, żeby ten strajk zdusić, stłamsić, planowany hejt na nauczycieli – to było skuteczne. I bardzo się obawiam, że ten strach spowoduje, że treści programowe proponowane przez obecnego ministra edukacji, pana Czarnka, a szczególnie ten jego HiT, będą teraz przekazywane przez nauczycieli uczniom jako wiedza programowana przez jedynie słuszną partię rządzącą. Do czego może to doprowadzić?

Czego byś sobie i środowisku dzisiaj życzyła jako związkowiec?
– Rozmawiajmy na różne tematy. Więcej tolerancji, otwartości; religię wyprowadzić tam, gdzie była kiedyś, i niech tam katecheci, katechetki nauczają. Szkoła nie może być jedynie słusznej opcji. Życzę nam mądrych ministrów. Najbardziej obawiam się o najmłodszych, dzieci poszkodowane przez pandemię, odcięte od środowiska, od wymiany informacji. Najbardziej przeraża, że w pewnym momencie w edukacji zabraknie nauki, a zostanie tylko światopogląd. Często się zastanawiałam nad tym, jaki model przyszłego obywatela Polski będzie kształcony i wychowywany. Czy to, co teraz jest nam proponowane, będzie dobre? Nie wiem.


Wanda Sobiborowicz, nauczycielka buntująca się wobec niesprawiedliwości, dziewczyna spod Białej Podlaskiej, świetna kajakarka. Mija 50 lat jej działalności w Związku Nauczycielstwa Polskiego i 20 lat prezesowania – to najdłuższa kadencja – w okręgu opolskim ZNP. Jest wiceprzewodniczącą Rady OPZZ Województwa Opolskiego, członkinią opolskiej wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego. Niedawno nagrodzono ją Diamentem OPZZ w kategorii Najlepszy związkowiec. Emerytka, wdowa, mama i babcia. Od razu żąda, by mówić do niej po imieniu.


Fot. archiwum prywatne

Wydanie: 15/2022

Kategorie: Kraj, Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy