Przyspieszenie

Przyspieszenie

Tempo życia politycznego wzrosło ostatnio tak bardzo, że aby za tym nadążyć z komentarzem, trzeba by pisać felieton co najmniej trzy razy w tygodniu.
Urząd ministra sprawiedliwości objął Andrzej Czuma. Pierwszą czynnością, jaką wykonał, było spotkanie z rodziną Olewników. Nikt nie kwestionuje, że rodzinę tę spotkało wielkie nieszczęście, nikt nie kwestionuje, że śledztwo w sprawie uprowadzenia i zamordowania Krzysztofa Olewnika prowadzone było, co najmniej w pierwszej fazie, nieudolnie. Ale też prawdą jest, że sprawcy zostali ujęci, prawomocnie osądzeni, a na koniec trzech z nich niezależnie od najsurowszego z możliwych wyroków, jaki wymierzył im sąd, samym sobie wymierzyło sprawiedliwość, karę śmierci przez powieszenie.
Przypomnieć trzeba, że każdego roku w Polsce popełnianych jest średnio ok. 1000 zabójstw (w ostatnim dziesięcioleciu od 794 w roku 2006 do 1274 w 2001), każdego roku prowadzonych jest drugie tyle spraw o zaginięcie. Uwzględniając podawany przez policję współczynnik wykrywalności w tych kategoriach zdarzeń, każdego roku kilkudziesięciu sprawców zabójstw pozostaje bezkarnych, a kilkadziesiąt procent spośród zaginionych nigdy się nie odnajduje. Gdyby śledztwa w każdej z tych spraw wziąć pod lupę, okazałoby się niezawodnie, że w każdym popełniono jakieś błędy, w każdym były jakieś niedociągnięcia lub wątpliwości. Faktem jest, że w Polsce setki rodzin osób zamordowanych i zaginionych w ostatnich latach nie doczekało się od państwa spodziewanej pomocy – odnalezienia zaginionego bliskiego lub ukarania jego mordercy.
Zapewne niejedna rodzina zamordowanego jest przekonana, że nawet gdy ujęto i ukarano, to nie wszystkich sprawców ich nieszczęścia, a większość sądzi, że ukarano ich za łagodnie. Nawiasem mówiąc, znaczny procent rodzin samobójców nie wierzy w samobójstwo swego bliskiego i jest najgłębiej przeświadczony, że było to morderstwo. Aby daleko nie szukać, tak myśli np. matka Pazika, który powiesił się w płockim areszcie.
Nie wszyscy mają jednak możliwości i siłę przebicia rodziny Olewników. Gdyby wszystkich potraktować tak jak tych ostatnich, minister sprawiedliwości do końca swej kadencji nic innego by nie robił, tylko spotykał się z rodzinami zaginionych i zamordowanych, a podniecające się tymi sprawami tabloidy musiałyby zwiększyć swą objętość do rozmiarów encyklopedii.
Nie wymagajmy od ludzi, których spotkało wielkie nieszczęście, by zachowali trzeźwy osąd sprawy i pełny obiektywizm. Ale nie jest też dobrze, gdy ten – łagodnie mówiąc – subiektywny osąd staje się dyrektywą działania organów państwa i wytyczną dla polityki.
Jedynym wymiernym efektem wizyty rodziny Olewników u ministra sprawiedliwości było to, że minister został przekonany, że komisja śledcza powinna być w tej sprawie powołana. Nawiasem mówiąc, decyzja o jej powołaniu nie należy do ministra i została podjęta, zanim minister dał się rodzinie Olewników przekonać.
Warto dodać, że liczba rodzin ofiar zabójstw, w których nie wykryto sprawców, ma szanse niebawem znacząco wzrosnąć, jeśli tylko nowemu ministrowi uda się zrealizować drugi (oprócz pocieszenia rodziny Olewników) sztandarowy pomysł: upowszechnienie dostępu do broni palnej.
Na marginesie tej sprawy warto odnotować, że prokuratura umorzyła dochodzenie przeciwko panu Olewnikowi \”z uwagi na znikomą społeczną szkodliwość\” czynu. Przypominam: czynem o znikomej społecznej szkodliwości jest szarpanie w prokuraturze prokuratora za klapy.
Nie jest jasne, czy taki czyn nabiera znikomej szkodliwości społecznej, gdy za klapy szarpie pan Olewnik, czy może to czynić każdy niezadowolony z pracy prokuratury i mający do niej żal.
Nie ulega wątpliwości, że prokuratura umarzająca sprawę trafnie odczytała aktualną polityczną wolę. To nic nowego. Zawsze tak robiła, tyle że pod rządami Platformy miało się to zmienić.
Nie zmieni się. Nie tylko to. Co więcej, widmo nadciągającego kryzysu każe Platformie zbliżyć się do PiS. Nie wierzę w zapowiadaną nowelizację ustawy o IPN. Chcąc zapewnić sobie poparcie PiS (i prezydenta) w sprawach społecznych i gospodarczych, Platforma będzie płaciła ustępstwami w sprawach ideologicznych. W tych sprawach znaczna część posłów Platformy nie różni się wcale od posłów PiS. Obie partie połączy coraz bardziej groteskowy antykomunizm, polityka historyczna, uległość wobec Kościoła w sprawach obyczajowych i… majątkowych. Rok 2009 jest rokiem licznych rocznic. Będzie okazja do licytowania się w pokazowym patriotyzmie.
Po prostu \”prawica razem!\”. Będzie to miało tylko ten dobry skutek, że nikt nie będzie już miał wątpliwości, że Platforma Obywatelska jest prawicowa. Nie centrowa, jak czasem próbuje udawać, ale prawicowa.
Byłby to dobry sygnał dla tych, którzy chcą tworzyć jakąś alternatywę dla rządów prawicy.
Gdyby udało się stworzyć szeroki ruch polityczny, jednoczący wszystko na lewo od Platformy, jego sukces byłby pewny. Taki ruch ma szanse, ale liderzy (tych jest jak zwykle w nadmiarze) muszą zrozumieć kilka prawd podstawowych. Muszą do niego przystąpić rzeczywiście wszystkie partie i wszystkie środowiska lokujące się na lewo od Platformy. Nie można z tego eliminować a priori żadnych środowisk, a tym bardziej partii politycznych.
Na razie w Warszawie tworzy się ruch jednoczący znaczną część działaczy SdPl, PD i kilku pomniejszych partii, klubów czy środowisk, ale bez SLD. W tym nie ma nic złego. Pod warunkiem że jest to etap pierwszy jednoczenia się lewicy i centrum. Etapem drugim musi być co najmniej współdziałanie z SLD, wspólna lista do europarlamentu. Następnym, jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, co najmniej koalicja lub – jeszcze lepiej – wspólna formacja pod nową, jednoczącą wszystkich nazwą. Jeśli jednak nowo powołany ruch miałby być celem samym w sobie, i konkurencją dla SLD, to jest skazany na niepowodzenie. Jedynym efektem jego powstania byłoby osłabienie, jeśli nie dobicie, i tak już ledwie dyszącej lewicy. Wiele zależy od tego, ile mądrości i elastyczności wykażą liderzy nowej formacji i liderzy SLD.
Na koniec coś pocieszającego. Sejm przyjął uchwałę w 20. rocznicę rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu. Uchwałę mądrą, doceniającą rangę tego wydarzenia w dziejach Polski i oddającą sprawiedliwość wszystkim tym, którzy do tego wydarzenia doprowadzili.
Jakże niestety kontrastuje z tą uchwałą haniebny proces gen. Jaruzelskiego!

Wydanie: 5/2009

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy