Przeciw klerykalizacji Polski

Przeciw klerykalizacji Polski

Lewica popiera apel naukowców, prawicę on oburza, a rządząca koalicja jest zadowolona z obecnego stanu.

17 października w „Gazecie Wyborczej” został ogłoszony apel przeciw klerykalizacji kraju skierowany do władz Rzeczypospolitej Polskiej. Wystosowała go grupa naukowców, m.in. profesorowie: Ewa Łętowska, Stanisław Obirek, Wiktor Osiatyński, Janusz Reykowski, Henryk Samsonowicz, Jan Strelau, Jerzy Szacki, Andrzej Walicki oraz autor tego tekstu. Apel poparło ok. 25 tys. osób. Idea apelu zrodziła się w związku z pozytywnymi reakcjami na mój wywiad „Pełzająca klerykalizacja Polski” (PRZEGLĄD nr 39).
Jaka była reakcja władz? Rzeczniczka rządu odpowiedziała, że pani premier jest za granicą, apelu nie zna, ale kiedy tylko z nim się zapozna, red. Ewa Siedlecka otrzyma stosowną informację. Nie otrzymała. Biuro Prasowe Kancelarii Prezydenta RP przypomniało, że zdaniem Bronisława Komorowskiego, stosunki między państwem a Kościołem regulują zasada autonomii i współpracy dla dobra wspólnego oraz konkordat, a obie strony powinny się szanować. W tej sytuacji sygnatariusze apelu postanowili wysłać go bezpośrednio do prezydenta, pani premier, marszałków Sejmu i Senatu.
Wypowiedzieli się natomiast politycy. W programie „Siódmy Dzień Tygodnia” Moniki Olejnik, emitowanym 19 listopada, Stanisław Żelichowski (PSL) uznał, że na linii państwo-Kościół wszystko jest w porządku, Adam Hofman (wtedy PiS) zganił jego sygnatariuszy, Zbigniew Ziobro (SP) dodał, że apel nieprzypadkowo pojawił się przed 30. rocznicą śmierci ks. Popiełuszki, Andrzej Rozenek (TR) i Krzysztof Gawkowski (SLD) poparli nas, a Julia Pitera (PO) oznajmiła, że ewentualne problemy trzeba rozwiązywać i da się to zrobić. Tomasz Nałęcz z Kancelarii Prezydenta miał pochylić się z powagą nad apelem z uwagi na nazwiska sygnatariuszy, ale do treści się nie odniósł. Tak więc lewica popiera apel, prawicę on oburza, a rządząca koalicja jest zadowolona z obecnego stanu. O ile mi wiadomo, do apelu nie odniósł się nikt z Episkopatu.
Co takiego zatem zarzuca nam prawica? Ks. dr hab. Piotr Steczkowski (Uniwersytet Rzeszowski i Uniwersytet Papieski Jana Pawła II) skomentował apel w „Naszym Dzienniku” („Oddech zbrodniczej epoki”, 1.11.2014 r.). Podobnie jak Ziobro skojarzył nasze wystąpienie z rocznicą śmierci ks. Popiełuszki i w związku z tym porównał nas do „Goebbelsa stanu wojennego”. Uznał, że apel jest niesmaczny, prymitywny, demagogiczny i przekracza granice śmieszności. Marek Jurek („Przeciw »klerykalizacji«”, „Idziemy” nr 43, 26.10.2014 r.) powiada, że w apelu powrócił język pogardy dla przekonań społeczeństwa. I dalej: „Autorom apelu nie mieści się w głowie, że Polacy nie chcą legalizacji konkubinatów i że demokracja nie musi polegać na przymusowym wcielaniu w życie inwencji, których ćwierć wieku temu nie znało żadne demokratyczne państwo. Nie mogą zrozumieć, że w Sejmie krzyż może być tak samo jak wtedy, gdy na czele Izby stali Rataj, Daszyński czy Sławek. Nie mogą zrozumieć – skoro oni tego nie chcą – jak inni Polacy mogą tego chcieć. Nie mieści im się również w głowie, że Kościół w Polsce to nie »hierarchowie i kler«, ale po prostu większość Polaków. I że nawet jeżeli dla wielu z nich zasady etyki katolickiej to jedynie wartości deklarowane i odświętne, dla milionów innych zasady te to wartości autentycznie przeżywane, kształtujące ich osobiste przekonania. I że porządek polityczny w Polsce tylko w tym zakresie odpowiada zasadom chrześcijańskim, w jakim zdecydowali o tym w procesie demokratycznym sami Polacy. Według autorów manifestu, przejawy kultury chrześcijańskiej w życiu publicznym, nawet te najbardziej zwyczajne, »nie [mają] żadnego racjonalnego uzasadnienia«”.
O ile tekst ks. Steczkowskiego trudno komentować, o tyle uwagi Marka Jurka dotykają spraw merytorycznych. Jurek pomylił konkubinaty ze związkami partnerskimi. Znakomicie rozumiemy, że krzyż mógł być dawniej w Sejmie, ale z tego nie wynika, że ma być dzisiaj. Nigdzie nie napisaliśmy, że Kościół to hierarchowie i kler, natomiast inną sprawą jest, czy Kościół jest tożsamy z większością Polaków (badania socjologów wskazują, że w miastach praktykuje 40% mieszkańców). Nie kwestionujemy też roli religii w kształtowaniu postaw moralnych, natomiast uważamy, że obecność symboli religijnych w miejscach publicznych nie jest wymagana przez religię. Piszemy nie o braku racjonalnych podstaw dla przejawów kultury chrześcijańskiej, ale o takowym braku w odniesieniu do uległości władz państwowych wobec roszczeń Kościoła.
Niektórzy oponenci wskazali, że apel nie zawiera przykładów ilustrujących oceny. Trudno było je umieścić w celowo krótkim tekście. Po ogłoszeniu apelu zdarzyły się następujące fakty: publiczna wypowiedź o. Rydzyka, że jako katolika nie obowiązuje go przestrzeganie prawa polskiego, represje wobec nauczycielki, która zdjęła krzyż wiszący w szkole, represje wobec pracującej w szkole katechetki za to, że zaszła w ciążę, żyjąc w konkubinacie, doniesienia o ciągłych kłopotach z organizacją lekcji etyki w szkołach, obowiązkowy udział uczniów w mszy ku czci patrona jednej ze szkół, niezapowiedziana wizytacja katechety na lekcji filozofii w jednym z liceów czy ekspozycja drastycznych zdjęć zakrwawionych płodów ludzkich w pobliżu szkoły podstawowej w Gdyni. I co na to władze? Zachowanie o. Rydzyka pozostało bez reakcji, stanowisko wobec nauczycielki „od krzyża” i ciężarnej katechetki jest co najmniej dwuznaczne (i świadczy o wyjęciu osób prowadzących katechezę spod powszechnego prawa pracy), MEN zapowiada, że przyjrzy się sytuacji w szkołach (wiadomo, że samo przypatrywanie się przenosi góry), dyrektorka szkoły obróciła niedozwoloną wizytację katechety w żart („zapewne chciał się czegoś nauczyć”), a władze Gdyni twierdzą, że wystawa nie powinna mieć miejsca, ale nic nie mogą zrobić, ponieważ ekspozycja jest urządzona na terenie parafii. A jeśli komuś mało, dodam przykłady z mniej lub bardziej odległej przeszłości, np. wypowiedź prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerharda Müllera w Pałacu Prezydenckim w obecności prezydenta RP, że prawo boże stoi ponad prawem ludzkim (nikt z oficjeli nie zaprotestował), słowa bp. Józefa Zawitkowskiego z homilii w trakcie dożynek w obecności prezydenta RP, że niewierzący są kłamcami, oszustami, przekrętami i ochrzczonymi draniami.
Niech to wystarczy. A dodawszy powszechnie kwestionowane awanse państwa wobec Kościoła w kwestiach materialnych, mamy uzasadnienie postulowania ruchu egzekucyjnego dóbr i praw, podobnego do tego, który rozwijał się w Polsce w XVI w. I apel przeciwko klerykalizacji jest właśnie o tym.

Autor jest filozofem, emerytowanym profesorem UJ, profesorem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, członkiem PAN i PAU

Wydanie: 47/2014

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy