Kibole z mediów

Kibole z mediów

Przez kilka dni było jak w szpitalu psychiatrycznym. Sfiksowanych polityków zastąpili dziennikarze. Z głupoty bądź z wyrachowania dali pokaz szowinizmu i histerii. Ruskie nie przejdą. Zróbcie im drugi Cud nad Wisłą. Na Moskala. Rosjanina goń, goń, goń. Smuda w mundurze z 1920 r. To tylko skromny wycinek tego, co nadaje się do zacytowania z szaleńczej szarży mediów przed meczem z Rosją. W jednym szeregu stanęli redaktorzy gazet adresowanych do publiczności mającej kłopoty z czytaniem dłuższych tekstów i redaktorzy pism, które chcą być opiniotwórcze. Jak „Newsweek”, od niedawna redagowany przez Tomasza Lisa. Nie ustępowali im dziennikarze telewizyjni, którzy, zapowiadając nadciągającą nad stolicę nawałnicę bolszewicko-stalinowską, sięgali do czasów rozbiorów i rzezi Pragi. Na okrągło wałkowano temat przemarszu rosyjskich kibiców na stadion i symboli, którymi te hordy wypełnią nasze ulice. W służbie prawdy i obiektywizmu dziennikarze przypominali i ostrzegali, nie bacząc na to, że z boku wyglądało to na zwykłe szczucie i żerowanie na najprymitywniejszych uczuciach. Histeria przed meczem z Rosją pokazuje, jak brutalna i zażarta jest rywalizacja między mediami i do czego prowadzi stadne chodzenie za tematami. Liczy się tylko efekt. Większa oglądalność i większa sprzedaż. Telewizje komercyjne nie transmitują meczów, bo nie chciały wydać ogromnych pieniędzy. Próbują więc utrzymać zainteresowanie widzów innymi metodami.
A że meczu nie da się w telewizji niczym innym zastąpić, jest podgrzewanie emocji. Ściganie się na ploty i poboczne wątki oraz robienie wideł z igły. No i taka histeria jak przed meczem z Rosją. Przekroczone wtedy granice dziś mogłyby śmieszyć, gdyby nie bandyckie ekscesy na ulicach Warszawy. Nie stawiam tezy o odpowiedzialności mediów za to, co się stało, bo większość branży zachowywała się rozumnie i odpowiedzialnie. Ale poglądu, że wielodniowa młócka mediów i budowanie atmosfery grozy nie miały żadnego przełożenia na nastroje, też nie da się obronić. Można oczywiście jak Monika Olejnik w ciągu tygodnia gładko przejść trzy fazy. Od nieudanych prób wciągnięcia Bońka do politycznej histerii przed meczem, przez surową ocenę bandyckich zachowań w dniu meczu, po tradycyjną krytykę politycznych kiboli z prawicy. Boniek wielokrotnie i bezskutecznie apelował do Olejnik, by oddzielała sport od polityki. Próbował przywrócić meczowi logiczne proporcje, ale był w sytuacji dziada, który mówi do obrazu.
Mam po tym tygodniu dwie refleksje. Pierwsza dotyczy powszechnie używanego terminu kibol. Sądzę, że pisanie o bandytach atakujących ludzi, że są kibolami, nie ma sensu. To są klasyczni, wręcz podręcznikowi bandyci. Dziś atakują przy okazji meczu, wczoraj, bo była manifestacja, a na co dzień leją innych bez żadnej okazji i pretekstu.
A druga wiąże się z coraz bardziej bezczelnym zawłaszczaniem przestrzeni publicznej przez te media, które skrupuły uznają za zbędny balast, kodeksy etyczne zaś za anachroniczny wymysł starych czasów. A siebie za wzorce do naśladowania. Smutny czas samozwańczych autorytetów. Smutny czas dla mediów, bo coraz więcej ludzi ma coraz gorszą opinię o wszystkich dziennikarzach i całych mediach. Euro minie, a my zostaniemy z tym nieświeżym pasztetem.

Wydanie: 25/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy