Powolne młyny sprawiedliwości

Powolne młyny sprawiedliwości

Ci dwaj nie wierzą w żadne sądy ani trybunały. Chyba że to byłyby ich sądy i ich trybunały. Dla Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry takie myślenie to oczywista oczywistość. Gdy z pomocą prokuratury i służb polowali na przeciwników politycznych, to działali przecież w imię prawa i sprawiedliwości. Ale gdy teraz próbuje się ich rozliczać z ówczesnych uczynków, krzyczą o dintojrze, zemście, grze politycznej, odgrzewanych kotletach i eliminowaniu oponentów. Nic nowego. Taka obrona przez atak to u nich tradycja. I chyba nikt się nie spodziewał po tych politykach czegoś lepszego. Choćby cienia skruchy.
Warto więc, dla równowagi, przypomnieć im, dlaczego droga do Trybunału jest taka długa. Mogą mieć problem ze zrozumieniem tego wywodu, bo we wszystkich sprawach, którymi zajmowała się prokuratura, zarówno sam Ziobro, jak i jego współpracownicy nagminnie zasłaniali się brakiem pamięci. W czasie zeznań niczego nie pamiętali. O niczym nie słyszeli. Niczego nie mogli sobie przypomnieć. Kompletna amnezja i czeski film w reżyserii byłego ministra sprawiedliwości i jego dworu. Amnezja była tak dotkliwa, że Ziobro zapomniał nazwiska wielu uczciwych prokuratorów, którzy odeszli ze służby, bo nie chcieli wykonywać politycznych zleceń. Zapomniał też o liście z nazwiskami dziennikarzy, których kazał podsłuchiwać. Nie pamięta, jak jego pracę ocenił amerykański sędzia Keys, gdy Ziobro żądał ekstradycji Mazura.
Aż dziw, że człowiek mający takie kłopoty z pamięcią był ministrem i z łaski szefa trafił do Brukseli. Można by mu nawet współczuć, gdyby nie to, że w mediach popisuje się świetną pamięcią. Zwłaszcza gdy wymienia swoje rzekome zasługi. Czego jak czego, ale sprytu i bezczelności temu człowiekowi nie brakuje. No i ma szczęście, bo jego następcy nie szafują tak hojnie aresztami wydobywczymi. Stosowanymi przez Ziobrę jako środek na odświeżanie pamięci.
Co w sprawie wniosku o Trybunał Stanu jest ważniejsze? Kalkulacje polityczne i gry wewnątrzpartyjne? Ambicje paru ludzi, którzy za wszelką cenę chcą wrócić do władzy? Czy elementarna sprawiedliwość? Sprawiedliwość, która jest podstawą ładu w relacjach między ludźmi. Bo gdy nie staje sprawiedliwości, praworządność staje się fikcją. Tak jak była fikcją za rządów PiS.
Przeciwnicy postawienia Kaczyńskiego i Ziobry przed Trybunałem są najwidoczniej zwolennikami całkowitej bezkarności władzy, a sprawiedliwość traktują czysto instrumentalnie.
W Polsce Trybunał Stanu praktycznie jest niewykorzystywany. Ale przecież nie dlatego, że nie miałby pracy. Nawet jeśli jest instrumentem bardziej dekoracyjnym niż sitem eliminującym polityków, którzy sprzeniewierzyli się konstytucji.
Jeśli nie Kaczyński i Ziobro zasłużyli sobie, by przed nim stanąć, to kto? Jeśli nie zrobili niczego, co wymaga osądzenia, to dlaczego skarb państwa płaci odszkodowania licznym ofiarom ich rządów?
Czy znajdzie się w Sejmie 276 sprawiedliwych, którzy doprowadzą ich przed Trybunał? Tego nie jestem pewien. Ale nawet jeśli Ziobro ucieknie przed Trybunałem, to przed sprawiedliwością i karą nie ucieknie. Powinien pamiętać, że młyny sprawiedliwości mielą powoli, ale mielą. I przyjdzie jeszcze taki czas, że pęknie zmowa milczenia na temat okoliczności śmierci Barbary Blidy. Bo najgorsze, co mogłoby Polskę spotkać, to recydywa i powtórka tego, co wtedy było.

Wydanie: 49/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy