Rechot z konstytucją w tle

Rechot z konstytucją w tle

Coraz więcej dzieci rodzi się w Polsce niezgodnie z konstytucją. Ta szokująca informacja dotarła do mnie, gdy słuchałem sejmowej debaty nad projektami ustaw o związkach partnerskich. Nikt tego z mównicy nie powiedział, ale skoro ponad 20% dzieci rodzi się w związkach pozamałżeńskich, to o czym to świadczy? Gdzie rodzina? Gdzie najświętsze wartości polskiej prawicy? Przecież ta armia wrzeszczących maluchów to głośny dowód wymykania się młodych rodziców z tradycyjnego podejścia do małżeństwa i rodziny. Ani się obejrzeliśmy, jak pod bokiem rządzącej prawicy pojawiła się wielka grupa ludzi, którzy są ze sobą, prowadzą wspólnie gospodarstwo i nawet mają dzieci, a formalnie nie są małżeństwem. Jakby zapomnieli, że żyją w kraju katolickim i konserwatywnym – chcą dla siebie takich rozwiązań prawnych, jakie mają małżeństwa. W głowach posłów PiS i konserwatystów z PO reprezentowanych przez ministra sprawiedliwości Gowina takich ludzi po prostu nie ma. Wrzuceni zostali do jednego worka z parami homoseksualnymi. A homoseksualiści to przecież u nas stały powód rechotu. Zwłaszcza na tych spotkaniach, gdzie są sami swoi. A ci swoi to w Polsce w większości ludzie o niskiej tolerancji i braku akceptacji dla wszelkich mniejszości. Debaty sejmowe na jakiekolwiek tematy nie tylko dokumentują stan ducha mówców, ale i w równie dużym stopniu pokazują oczekiwania słuchaczy. Bo czyż politycy nie mówią tego, co chcą usłyszeć ich wyborcy? Po każdym, nawet najbardziej chamskim występie polityka widzę oklaskującą go publikę.
Ludzie przecież łatwiej się organizują w sprzeciwie wobec czegoś nieznanego, zwłaszcza gdy ich lęki i fobie ktoś zręcznie podgrzewa. I tak z jednej strony politycy umizgują się do swojego elektoratu, pokazując, że są tacy sami jak on, a z drugiej, chcąc mu przewodzić, wyostrzają problemy, by dowieść, że jako liderzy są niezbędni. Że tylko oni mogą powstrzymać zarazę albo dokonać zmian. Rola prawdziwego obrońcy albo przyjaciela ludu jest, jak widać, odwieczna. Choć kostiumy trzeba zmieniać stosownie do konkretnego etapu.
Można na te zmiany kostiumów popatrzeć też optymistyczniej. Bo gdy z dystansu spojrzymy na przemiany polskiej obyczajowości, to mimo tych wszystkich sporów i awantur widać, że przybywa otwartości i tolerancji. Jeszcze przed kilkoma laty taka debata na temat związków partnerskich, jaką teraz mamy, byłaby dużo brutalniejsza. Bo też znacznie skromniejsza była reprezentacja środowisk, które upominają się o swoje prawa. Wiadomo przecież, że nawet raz głośno wypowiedziane oceny mają swoją siłę. A co dopiero, gdy konkurujące ze sobą partie lewicowe mówią w tej sprawie podobnie. Tego pociągu już nikt nie zatrzyma. Dojedzie do stacji. Ale kiedy? To w dużej mierze zależy od rachunku sumienia tych ze środka sceny. Tych, którzy na razie przyglądają się sporom. Ważą racje. I borykają się z własnymi uprzedzeniami, tradycyjnym wychowaniem i presją środowiska. Ale gdy przestaną być tylko kibicami, Polska zmieni się szybciej, niż prawica myśli.

Wydanie: 6/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy